Dlaczego trumny wynoszono przez okna, a dzieci uśmiechały się pozując do zdjęcia ze zmarłym krewnym – o tym można dowiedzieć się na wystawie fotografii „To, co nie umiera, nie żyje”.

Benjamin Franklin twierdził, że w życiu są pewne: śmierć i podatki. Ale, tak jak lubimy głośno narzekać na wysokość należności finansowych, tak umieranie, śmierć, pogrzeb najbliższych dla wielu z nas stały się tematami tabu. Wystawa, prezentowana w  siedzibie Fundacji „Archeologia Fotografii” próbuje oswoić nas nieco z tym trudnym zagadnieniem.

fot. Jan Siwicki

Zdjęcia, autorstwa przedwojennych fotografów Bolesława Augustisa i Jana Siwickiego, pochodzące głównie z lat 30. XX wieku, pokazują jak bardzo przez niespełna sto lat zmieniły się nasze obyczaje. dotyczące odprowadzania zmarłych. Kiedyś śmierć była czymś naturalnym, ludzie, szczególnie na wsi, byli z nią oswojeni. Dlatego nie dziwi np. fotografia, gdzie dzieci przy trumnie uśmiechają się bądź trzymają na niej ręce. Na grupowych portretach żałobnicy są autentycznie przejęci, ale też spokojni i pogodzeni – tłumaczy kurator wystawy Grzegorz Dąbrowski ze Stowarzyszenia Edukacji Kulturalnej „Widok”.

 

Rzeczywiście przez te lata zmieniło się wiele. Według antropolog kultury Joanny Tokarskiej-Bakir: „Dzisiejsza kultura ze swoim kultem młodości, bodaj nieśmiertelności, boi się śmierci jak diabeł święconej wody (…).” Śmierć „zniknęła” z naszych domów. Obecnie ludzie umierają głównie w szpitalach i hospicjach, rzadko w obecności rodziny. Również trumna ze zmarłym nie stoi jak kiedyś w domu aż do dnia pogrzebu, tylko jest jak najszybciej przewożona do zakładu pogrzebowego. Prawie nikt nie robi też zdjęć zmarłym i żałobnikom.

Na wystawie prezentujemy „zwyczajność” śmierci. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu śmierć najbliższych była często obecna w życiu rodzin, chociażby dlatego, że rodziny były większe, wśród dzieci panowała większa śmiertelność, a  ludzie często umierali w domach. Obecnie jest to rzadkie wydarzenie w naszym życiu i dlatego też te zdjęcia tak bardzo poruszają. A przecież każdego z nas śmierć dotyczy – podkreśla Karolina Puchała-Rojek, prezes Fundacji Archeologii Fotografii, współorganizatora ekspozycji.

fot. Bolesław Augustis

Autorami prezentowanych na ekspozycji zdjęć są dwaj przedwojenni fotografowie. Jednym jest Bolesław Augustis, który prowadził w Białymstoku zakład Polonia Film. Fotografował nie tylko w swoim atelier, ale brał udział w specjalnych sesjach.  Drugi to Jan Siwicki z Jaczna pod Białymstokiem. Fotografował życie swojej wsi, które skupiało się wokół narodzin, wesel i pogrzebów. Te ostatnie były bardzo ważne, bo zgodnie z tradycją należało zachować wizerunek  zmarłego.

 

Obecnie raczej nie zdarzają się zbiorowe zdjęcia żałobników z otwarta trumną, gdzie widać osobę zmarłą. Interesujące są też obrzędy pogrzebowe. Na przykład na jednej z fotografii widać trumnę wyciąganą przez okno. Było to związane z przesądem, że trumna nie może być przenoszona przez drzwi, bo dusza może zostać w progu – wyjaśnia Karolina Puchała-Rojek.

Autorzy nie robili pogrzebowych zdjęć z pobudek artystycznych czy filozoficznych, tylko traktowali je jako źródło zarobku. Po latach okazało się

fot. Bolesław Augustis

jednak, że fotografie skłaniają do refleksji i przypomnienia sobie dawnego zakonnego pozdrowienia „memento mori” (pamiętaj o śmierci).

Gdzie, kiedy, za ile? Ekspozycję „To, co nie umiera, nie żyje” można oglądać w siedzibie Fundacji „Archeologia Fotografii” w Warszawie przy ul. Andersa 13 (wejście do galerii obok klatki VII) codziennie w godzinach 11-19  do 12 marca. Wstęp wolny.

Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Skomentuj