Obchodzące 50-lecie powstania Muzeum Regionalne w Siedlcach po kilkumiesięcznym remoncie udostępniło swoje sale zwiedzającym. Na pierwszy ogień poszła niezwykła wystawa Macieja Falkiewicza.

Urodzony w 1942 r. Maciej Falkiewicz to już człowiek-legenda. W malowanie wciągnęli go ojciec i stryj. Choć miał być prawnikiem, a nawet rozpoczął naukę w lubelskim liceum im. Staszica, rzucił je i już po roku przeniósł się do liceum plastycznego w Nałęczowie. Nie skończył go jednak,  potem uczył się w podobnych szkołach w 3 miastach. Do warszawskie ASP trafił bez matury, by następnie skończyć studia eksternistycznie. Dyplom uzyskał w 1974 r.

Rok później trafił na plener malarski w Janowie Podlaskim. Później pracował w muzeum w Białej Podlaskiej, będąc jednocześnie nauczycielem plastyki i instruktorem jazdy konnej. Założył Bialskopodlaski Klub Jeździecki, a jednocześnie nie przestawał malować oraz brać udziału w wystawach i plenerach.

W 1990 r. osiedlił się w Janowie Podlaskim, gdzie kupił XVIII-wieczny dwór mieszczański. Prowadzi tu Dom Pracy Twórczej i Galerię Autorską. Wciąż jednak znajduje czas na malowanie, organizowanie wystaw i imprez kulturalno-rekreacyjnych (często nawiązujących do tradycji szlachty polskiej), hodowlę koni, rajdy konne i hubertusy.

Przeżyte i niewydumane

Twórczość Falkiewicza prezentowano już w siedleckim Muzeum Regionalnym kilkakrotnie, ale tylko na wystawach zbiorowych. Najnowsza – indywidualna – to wyjątkowy zestaw, bo składa się na niego aż 120 prac: obrazów olejnych, akwareli i pasteli. Pochodzą głównie z autorskiej galerii malarza, ale po kilkanaście udało się pozyskać ze zbiorów innych muzeów oraz prywatnych kolekcjonerów.

 

– Staraliśmy się tak dobrać prace, aby w sposób jak najbardziej przejrzysty scharakteryzować twórczość artysty, jego drogę twórczą, i myślenie, a więc to wszystko, co dotyczy sztuki, którą uprawia – tłumaczyła podczas wernisażu Halina Budziszewska, kurator wystawy.

Na wystawie dominują przedstawienia koni: biegi myśliwskie, hubertusy, polowania, przejażdżki konne). Dużo też tu pejzaży (Kazimierz nad Wisłą, Janów Podlaski, tereny nadbużańskie), a także obserwacji z własnego podwórka autora (koguty na płocie czy oddane ze szczególnym uczuciem psy).

– Znakomity talent, ale i warsztat – zaznaczała pani kurator. – Maciej korzysta z całej gamy kolorów, jego kompozycje brzmią harmonijnie. Tworzeniom tych prac towarzyszą emocje czytelne w rysunku, geście, kolorystyce czy formacie. To znak, że artysta podchodzi do tych tematów ekspresyjnie i często uczestniczy w tym, co maluje. Tematy jego prac nie są wydumane, ale przeżyte. Dlatego ta wystawa to wielka uczta duchowa i święto sztuki – podsumowała.

Sam Maciej Falkiewicz odpowiada na to krótko i skromnie:

– Żyję naturą, kocham swój kraj. Maluję to, co czuję i przeżywam, czyli swoje życie. Nie robię tego pod czyjeś gusta.

Wystawę w Muzeum Regionalnym w Siedlcach można oglądać do 26 marca.

Bartosz Szumowski

Skomentuj