Coraz więcej dzieci zaczyna żyć w swiecie wirtualnym a nie realnym alarmują naukowcy. Z raportu "Cyfrowe dzieci" przygotowanego przez Centrum Profilaktyki Społecznej wynika, że 98 procent dzieci i młodzieży codziennie korzysta z komputera. Z socjologiem Agnieszką Taper, współautorką raportu o obecności nastolatków w internecie rozmawia reporterka Polskamowi.pl Anna Krzesińska.

Badania objęły dwa tysiące uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych w wieku od 10 do 17 lat z prawie 170 placówek w jedenastu województwach. Wzięło w nich udział także 100 pedagogów, 500 nauczycieli, tyle samo rodziców. Wynika z niego, że 98 procent dzieci i młodzieży ma konto na popularnym portalu społecznościowym Facebook. Ponadto 89 procent najmłodszych dzieci korzysta z telefonu z internetem, a 63 procent badanych otrzymało pierwszy telefon, komputer lub tablet z  podłączeniem do sieci w wieku od 8 do 10 lat.  Czy zatem uzależnienie dzieci i młodzieży od Internetu to jeszcze wirtualny czy już realny problem?  

Agnieszka Taper: Przede wszystkim nie mówimy o „uzależnieniu”, a raczej o zaburzeniach behawioralnych. Wirtualny świat jest dla młodego pokolenia użytkowników światem równie ważnym co świat realny: tam się komunikują z kolegami i koleżankami, szukają nowych znajomości i rozrywki, znajdują „pomoce naukowe”, robią zakupy – czyli wszystko to, co robią ich rodzice czy nauczyciele.
Problem pojawia się wtedy, kiedy świat wirtualny zaczyna dominować nad światem rzeczywistym: dziecko siedzi z nosem w smartfonie, całymi godzinami gra na komputerze/konsoli, a my nie jesteśmy w stanie do dziecka dotrzeć i zmobilizować do innych aktywności. Warto wtedy małymi krokami wprowadzać określone reguły: wyznaczyć czas, kiedy dziecko może korzystać z komputera/grać w gry na konsoli, określić zasady korzystania z telefonu (np. nie w trakcie posiłków czy odrabiania lekcji, człowiek ważniejszy od telefonu itp.), zadbać o zdrowy sen dziecka (czyli: nie korzystamy z urządzeń cyfrowych minimum na godzinę przed snem, telefon z dala od poduszki). Wyrabianie zdrowych nawyków to tylko jeden z elementów modelowania relacji dziecko-multimedia,  warto też przyjrzeć się własnym sposobom korzystania z tych urządzeń, bo dzieci często biorą przykład… z rodziców.

Jeśli chodzi o statystyki, to ciężko mi podać tu jakieś konkretne procenty, jednak biorąc pod uwagę rodziców, którzy zgłaszają się do Centrum Profilaktyki Społecznej oraz do innych placówek wsparcia psychologicznego, okazuje się, że nie jest to problem marginalny. Kwestia nadużywania, czy też jak wspomniałam na początku, „zaburzeń behawioralnych” związanych z Internetem czy korzystaniem z urządzeń cyfrowych powiązana jest często z kompensowaniem sobie przez dziecko braków w środowisku wychowawczym (np. problemy w grupie rówieśniczej, problemy w domu takie jak rozwód rodziców czy też nieobecność rodziców spowodowane obowiązkami zawodowymi, problemy w nauce).

Z Raportu wynika także, że większość nastolatków spotkała się ze tzw. „hejtem”. Jaka jest skala cyberprzepomocy i czy można się bronić?

Na zjawisko cyberprzemocy składa się kilka czynników: powszechność i łatwość publikowania w sieci różnych informacji; braki w wiedzy u dzieci i młodzieży na temat rozpowszechniania informacji oraz publikowania informacji o sobie i innych;  nieznajomości netykiety; nikły poziom empatii. Uczestnicy sondażu, prezentowanego w naszym Raporcie wskazywali, że nie tylko boją się ataku w sieci, ale także obawiają się ich bardziej niż rzeczywistej agresji, zdając sobie sprawę, że raz opublikowana informacja z sieci nie zniknie tak łatwo (o ile zniknie w ogóle) i może być kopiowana i rozpowszechniana dalej niemal w nieskończoność.

Wyniki badań są dość niepokojące: 59 procent gimnazjalistów i 48 procent uczniów szkół podstawowych deklarowało, że w okresie 30 dni przed badaniem otrzymało informację z wulgarnymi słowami. Blisko 15 procent uczniów szkół podstawowych i 19 procent gimnazjalistów deklarowało, że padło kiedykolwiek ofiarą hejtu.

Czy można się bronić?  Można edukować młode pokolenie, czym jest cyberprzemoc, jakie są jej przejawy, i jak na nie reagować, a przede wszystkim, uczyć odpowiedzialnego publikowania w sieci informacji nie tylko o innych, ale także o sobie (na przykład pytanie kolegi/koleżanki, czy zgadzają się na opublikowanie wspólnego zdjęcia; uczulanie, że wrzucanie na portale społecznościowe zdjęć, które kogoś ośmieszają wcale nie jest „dobrym żartem”).

A jaka jest kontrola rodziców nad tym co dzieci robią w sieci? 

Z naszych badań jasno wynika, że rodzice często nie mają wiedzy na temat tego, co ich dzieci robią w Internecie i w jakich godzinach. Tylko 14 procent komputerów uczniów szkół podstawowych i 9 procent komputerów uczniów szkół gimnazjalnych ma zainstalowany filtr rodzicielski. 41 procent uczniów szkół podstawowych ma wyznaczany czas, kiedy mogą korzystać z komputera, a jeśli chodzi o wiek gimnazjalny – tylko 9 procent. Obserwujemy więc, że czas przejścia z podstawówki do gimnazjum jest czasem, kiedy dzieci się rodzicom „urywają”, jeśli chodzi o aktywność w świecie wirtualnym. Dodatkowo, biorąc pod uwagę godziny w jakich dzieci i młodzież przebywają w sieci, okazuje się, że spora część z nich korzysta do późnych godzin wieczornych (w dni „robocze” podstawówka 46 procent deklaruje koniec o godzinie 21, ale już gimnazja dni robocze 46 procent –  godz. 23). Dodajmy do tego brak nadzoru rodzicielskiego nad tym, w jaki sposób dzieci i młodzież korzystają z telefonów komórkowych, w jakie gry grają i mamy niepokojący obraz przestrzeni, która staje się przestrzenią bez wpływu osób dorosłych, który jest jednak niezbędny w prawidłowym procesie wychowania i socjalizacji.

Czy zatem lepiej zakazać korzystania z Internetu czy lepiej robić wszystko, aby dzieci korzystały z sieci mądrze? 

Tu nawiążę do pytania poprzedniego: dzieci będą nam „uciekać” w świat wirtualny, jeśli nie zaczniemy mądrze edukować wszystkich grup związanych z wychowaniem: nie tylko ucząc dzieci mądrego i krytycznego korzystania z urządzeń cyfrowych i Internetu, ale także rodziców i nauczycieli, którzy powinni dostać od edukatorów medialnych nie tylko wiedzę na temat niebezpieczeństw czy możliwości wykorzystywania środowiska cyfrowego w wychowaniu i kształceniu, ale również narzędzia pomocne w codziennych sytuacjach (jak modelować relacje dziecko-multimedia, jak reagować na sytuacje kryzysowe, co robić, jeśli dziecko jest ofiarą/sprawcą cyberprzemocy itp.).

Postawiłabym więc na praktyczną edukację medialną dla wymienionych grup, przy czym pierwotna edukacja medialna powinna odbywać się w domach od momentu, kiedy dziecko zaczyna korzystać samodzielnie z różnych urządzeń, a szkoła tę edukację powinna utrwalać i wzmacniać.

Teczka osobowa: Agnieszka Taper jest magistrem socjologii, absolwentką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ramach współpracy z Centrum Profilaktyki Społecznej od ponad siedmiu lat szkoli dzieci, rodziców  i nauczycieli z zakresu zagrożeń związanych z cyberprzestrzenią i uczy jak im zapobiegać. Jest też autorką i współautorką kilku artykułów naukowych, opracowań edukacyjnych i profilaktycznych dotyczących „nadużywania” komputera i Internetu, obecności dzieci w Internecie i gier komputerowych (w szczególności gier sieciowych).

 

Skomentuj