Kilka dni temu stojąc w korku na autostradzie debatowałem z moim synem o umiejętności zachowania się na drodze. Nasza jazda była powstrzymana przez wypadek. Na dziecięce pytanie: „dlaczego są wypadki”, nie bardzo miałem odpowiedź. Naszły mnie wspomnienia i refleksje.

Pan redaktor Bogdan Ulka, jeszcze na antenie TVP,  starał się wypromować określenie “Przedszkole Bezprawia. Głosił, że rodzic kierujący autem, zapomina o potomstwie na tylnym siedzeniu. Dzieci widzą ograniczenia prędkości, zakazy zawracania itp. Jeśli mama lub tata łamie przepisy i czuje się z tym dobrze, to jest to przykład, że tak można. Lub nawet, że to dobrze. I takie obserwacje młodzi mają przez 18 lat. Natomiast progenitura z nowiutkim prawem jazdy jest przestrzegana, przez rodziców, aby jechać ostrożnie i zgodnie z przepisami… Nie  tylko jeden redaktor Ulka zauważył, że to ciut dziwne i niespójne!

Kiedyś, jadąc do sklepiku, bardzo boczną drogą nie wpiąłem telefonu do zestawu i odebrałem „ręcznie”. Zostałem zatrzymany przez Drogówkę. Przewinienie było ewidentne. Policjanci nastawieni byli na dyskusję. Kpiąco sugerowali ból ucha, tragiczne informacje o chorobie teściowej, itd. A ja absolutnie pokornie, po prostu, przyznałem się do winy – czym zaskoczyłem funkcjonariuszy. Na tylnym siedzeniu leżała moja kurtka z napisem Ratownik. Zapytany, czy tym się zajmuję, odpowiedziałem, że owszem, tyle, że nie na drodze. Jednak, wiem jak wygląda akcja wycinania zakleszczonego we wraku auta „telefonicznego” kierowcy, więc tym bardziej nie mam nic na swoje usprawiedliwienie… Dostałem mandat za coś innego niż używanie „komórki”, najmniejszy i bez punktów.

Po pierwsze, policjanci są po to abyśmy my czuli się bezpiecznie! Kontestowanie ich decyzji to strzelanie sobie w kolano! Generalnie mamy im ufać i nie dowalać roboty. A jak zrobimy coś głupiego, to miejmy odwagę dostać za to karę!

Po drugie, to, że ja właduję się sam do rowu, nie oznacza, że tylko mi się dostało! W tym czasie ratownicy mogą być potrzebni komuś, kto na wypadek sobie nie zasłużył i faktycznie potrzebuje pomocy.

Boimy się puszczać nasze dzieci na wycieczki rowerowe, bo kierowcy są bezmyślni… i stanowią dla naszych dzieci zagrożenie. Acha! A gdy nasze dzieci dorosną, to nie będą stanowiły motoryzacyjnego zagrożenia dla naszych wnuków?!?! Oczywiście nasze dzieci będą wspaniałe! I nie będzie z nimi problemu! Przecież my osobiście dajemy im najlepszy przykład jak dbać o rozsądek na drodze! To my uczymy nasze dzieci… my jesteśmy pierwszym przedszkolem „prawojazdowym”.

Życzę każdemu kierowcy, aby jego dziecko zadało mu pytanie: „mamo/tato, skąd się biorą wypadki?”

Odpowiedzcie… Najpierw sami sobie.

Mirosław Olędzki

Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

 

 

 

 

Skomentuj