Nominacje do Nagrody Węży 2017 raczej nie zaskakują. Złote Maliny i Węże powinny być. Są tak samo niepoważne jak Oscary i Złote Lwy. Po prostu te nagrody są na dwóch biegunach.

Interesujące, wartościowe filmy oraz gnioty robione bez rozumu, przechodzą bez echa. Czasem zdarza mi się zobaczyć film kompletnie nie znanego twórcy, który nie ma żadnych szans na przebicie się do kin, a bywa perełką. Showbiznes jest z zasady wsobny. Idziemy na film bo w obsadzie jest laureat Oscara… Czy to gwarancja dobrego kina? Na Ziemi jest osiem miliardów ludzi! Nie wierzę, że nie ma lepszych od tych kilkunastu, którzy od lat wchodzą na czerwony dywan w tym samym towarzystwie.

Nie zmienimy tego.  Mamy więc na ekranach, to co hermetyczny świat kina nam oferuje.  Taki system i już. Możemy jako widzowie oceniać X Muzę sami, lub kierować się oceną ludzi z kinowej branży. Ale czy mamy odwagę mówić inaczej niż Wielcy Kinomani? Jeśli oceniamy najlepszy film, to możemy się nie zgodzić z werdyktem Akademii. Ale Złote Maliny lub Węże? Zły film, to zły i tyle… Wstyd się przyznać, że to się nam akurat podobało.

Ja na seansie „Wszystko Gra” rozdziawiłem gębę i się dziwowałem. Odczucia miałem bardzo ambiwalentne, jednak nominacją do Węży jestem ciut zaskoczony. Ten film zrobił na mnie wrażenie. Chyba jestem jakiś dziwny, bo nikomu się nie podobał tak jak mnie.

Nie mam problemu z przyznaniem się, że taki łzawy, kiepskawy miejscami „mijuzikhol” dał mi 91 minut przyjemności. Skoro mam szansę publicznie zaprotestować i wystąpić w jego obronie, to to zrobię.

Jamsetji Tata ufundował dla swoich pracowników nagrodę za najciekawszą porażkę. Za sukcesy nagrody też przyznaje, ale za porażkę?!?! Mechanizm jest prosty. Droga w nowe miejsce jest trudna i może się zakończyć klęską. Ale pozostają doświadczenia! Inni odkrywcy mają dzięki takiej klęsce, dużo łatwiej. To ma sens! Jamsetji Tata motywuje do tworzenia nowego. Nie straszy, że jak się nie uda, to zostaniesz ukarany. Oczywiście nikt za absurdy nagrody nie da. Jury kieruje się zdrowym rozsądkiem.

„Wszystko Gra” Agnieszki Glińskiej, to porażka. Zgoda. Ale ja uważam, że to piękna katastrofa! Takiego filmu w polskiej produkcji nie było. Założenia były wzniosłe. Co spowodowało, że się nie udało? Może budżet był za cienki? Może ekipa była związana pogodą, ograniczeniami lokacji, może grypa?… Pewnie da się to jakoś wytłumaczyć.

Są fragmenty. Trio Celińska – Preis – Rycembel śpiewające o tym, że jaka jesteś nie wie nikt; Celińska śpiewająca o utraconym czasie.  Są niesamowicie klasyczne i piękne zdjęcia Pawła Edelmana. Jest spójna i urocza choreografia Egurroli i Pelczyńskiej.

Ten film to eksperyment. Widać, że ciut się nie klei; że za dużo zostawiono inteligencji widza i nie każdy nadąży z wyobraźnią brakujących wątków; że finał jest za bardzo poetycki a za mało konkretny… Zgoda, nie ma to znamion znakomitości.

Ale w tym szarym świecie, który nas otacza, taki film to oddech kolorem, nostalgią, ruchem, wzruszeniem, nadzieją…

Chciałbym aby w przyszłości powstawały w Polsce filmy w stylu „Wszystko Gra”. Po nominacji do Węży 2017, mało będzie odważnych aby takie kino kontynuować. A szkoda.

Ja sam dałbym nagrodę za najpiękniejszą porażkę. I nie ma w tym nic pejoratywnego! Szczerze i z szacunkiem kłaniam się twórcom „Wszystko Gra”.

Film mam na płycie i zaraz go sobie jeszcze raz obejrzę. Z przyjemnością i nadzieją, że mimo wszystko, coś pięknego uruchomił.

Mirosław Olędzki

Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Skomentuj