...informujemy naszych kochanych mieszkańców, że obecny zarząd nie zrealizował tego i owego. Szeroko pojęty interes naszej społeczności nie uzyskał poparcia wniosku o tym i tamtym...

Jak kraj szeroki, czytamy takie konspiracyjne gazetki regionalne, na zmianę z oficjalnym Biuletynem Gminy opisującym dokonania i wydarzenia.

To chyba dobrze, że są odmienne zdania? Może i tak, ale rada gminy jest jak rodzina. Brudy powinna prać we własnym domu.

Ostatnio znowu była w naszej skrzynce kartka od „miłośników gminy” deprecjonująca działania całej rady. Dodam, że jest napisana i podpisana przez członków tej rady. Czytam i się dziwuję. Jeśli rada jest tak nieporadna, to wstyd w tym gronie zasiadać.

Ale czy jest aż tak źle?

Spacer po okolicy pokazuje zmiany z ostatnich lat. Raczej pozytywne. Może faktycznie inwestycje są przestrzelone i dla tego brakuje funduszy na realizację wszystkich celów?

Podjąłem obywatelski wysiłek i zweryfikowałem niektóre zarzuty z pisma „Stowarzyszenia Ziemi Pobliskiej”. Czemu przebudowany most na malutkiej rzece jest wypasiony jak by miały tam jechać kolumny czołgów w zwartym szyku? Stary był drewniany!  A dawał radę autobusom PKS i Starom z drewnem. Różnica kosztów widoczna jest bez głębszej analizy. Pytam i w gminie dostaje rzetelną odpowiedź. Mamy nowe przepisy UE, które wyraźnie określają jak ma wyglądać most na takiej rzeczce. Stary był już wysłużony, a to  jest najtańszym rozwiązaniem zgodnym z nowoczesnymi przepisami o mostach…  Ot i odpowiedź.

W takim przypadku łatwo uderzyć w gospodarza pokazując jak „rozrzutnie” szafuje kasą. A wójtowi tłumaczyć się przed mieszkańcami, że to i tak było najtaniej, jakoś głupio. Bo wybierać najtańsze? W końcu wszyscy chcą mieć najlepsze! Dylemat.

Gdyby kasa na most poszła na salę gimnastyczną gminnej szkoły, przeczytalibyśmy o zagrożeniu ruchu na moście i trwonieniu kasy na klimatyzację. Bo sala sportowa wymaga klimatyzacji według norm UE.

Rada gminy to wie. Czemu więc ma służyć pisanie o niezrealizowanych pomysłach, jak o nieodpowiednim lokowaniu inwestycji?

Mnie już kompletnie nie wzruszają takie pisma. Podkopują zaufanie do całej rady. Wolałbym przeczytać o podbitych oczach radnych, którzy użyli agresji w dyskusji, niż o błędnych decyzjach „tej drugiej” części rady.

O „moim” wójcie mówi się i pisze różne rzeczy. Ja nie narzekam. Znam tego pana i uważam, że jest   bardzo w porządku. Znam też aktywność autorów gazetek „uprzejmie donoszących”. I też mam o nich bardzo dobre zdanie.

Mam przed sobą dwa pisma: „Biuletyn Gminy” oraz „Informacje dla Mieszkańców”. Jedna pokazuje co zrobiono, druga czego nie zrobiono. Niby mają wzajemnie dopełniać obrazu. Ale tak nie jest. Żadna nie wyjaśnia przyczyn. I szczerze powiedziawszy mało mnie te przyczyny obchodzą. Rozwój lokalnych społeczności to praca. PRACA na wiele lat! Społeczność, czyli wspólnota. To zobowiązuje do kolektywnego podejmowania decyzji i działań. I równomiernego podziału odpowiedzialności. Głosując na moich radnych oczekuję, że jak cywilizowani ludzie dogadają się na sesji rady i przedstawią spójne stanowisko. Nawet jeśli nie wszyscy mają takie samo zdanie, to skoro są w radzie, to niech realizują jej postanowienia. WSPÓLNIE.

Papierki wywlekające nieporozumienia są infantylne. Czytając je liczę na podpis „Gminny Skarżypyta”.

Opisany most nie jest w mojej gminie. Gdybym był tamtejszym wyborcą, dałbym jeszcze raz stery tym samym ludziom. Bo mieli odwagę podejmować decyzje i umieli racjonalnie ich bronić. Sala sportowa będzie za rok, nie dla tego, że naskarżono na decydentów,ale tylko tyle wytrzymuje budżet.

Złe decyzje rady gminy i tak weryfikuje wyborca… Bez donosów.

Mirosław Olędzki

 


Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Skomentuj