Jedni za najlepszego przyjaciela uważają psa, inni - kota, a brazylijski rybak - pingwina. W Polskamowi.pl o niezwykłej przyjaźni która trwa już od ponad 6 lat.

Różne są gatunki pingwinów. Największe – cesarskie, żyją na Antarktydzie, ale są też mikrusy spotykane m.in. w Afryce (w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei), czy na wyspach Galapagos, praktycznie na równiku. Rzecz jasna tropikalnego upału pingwiny nie lubią – ich występowanie w rejonach stosunkowo ciepłych,  związane jest z docierającym daleko od antartktycznych wybrzeży zimnych prądów oceanicznych, niosących nie tylko odpowiednio schłodzoną wodę, ale także morskie stworzenia, którymi pingwiny się żywią. 
Dindim, pingwin będący bohaterem naszej historii, należy do gatunku pingwinów Magellana. Jak sugeruje nazwa, pierwszym białym człowiekiem  który na krańcu Ameryki Południowej owe nieloty zobaczył, był w roku 1520 nie kto inny, ale sam Ferdynand Magellan i jego marynarze. Widok dziwnych ptaków zamieszkujących cieśninę nazwaną potem, a jakże, Cieśniną Magellana (sam Magellan nazwał ją Cieśniną Wszystkich Świętych, bo wpłynął do niej 1 listopada), wygłodniała załoga potraktowała dość entuzjastycznie – wkrótce potem znaczna część pingwiniej braci skończyła w statkowych garnkach, przy czym ich smak, porównywano do mięsa gęsi.
Na szczęście marynarze z flotylli Magellana wszystkich pingwinów nie wyjedli. W koloniach w pobliżu chilijskiego miasta Punta Arenas żyją ich tysiące  – najlepszą okazją do spotkania z nimi są tamtejsze wycieczki na Wyspę Magdaleny (Isla Magdalena), gdzie populacja pingwinów w sezonie lęgowym przekracza 120 tys. sztuk.
Być może Dindim wykluł się właśnie w okolicach Punta Arenas? Głośno o nim stało się w roku 2011, kiedy to morze wyrzuciło go na plażę trochę poniżej Rio de Janeiro. Ptak był wycieńczony, pokryty oleistą mazią (efekt zanieczyszczenia morza ropą), ale miał szczęście – znalazł go i zabrał do domu miejscowy rybak, 71-letni João Pereira de Souza. Po tygodniu troskliwej opieki Brazylijczyk uznał, że pingwin może wrócić do natury – wywiózł go w morze, wypuścił, a kiedy wrócił do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, pingwin już na niego czekał! Nie było siły – ptak ani myślał zostawiać swojego opiekuna. Mijały tygodnie, a przyjaźń między człowiekiem i zwierzęciem umacniała się. To właśnie wtedy został nazwany “Dindim”, jako że tak właśnie mówił na niego 2-letni wnuk rybaka, dla którego słowo “pingwin” było zbyt trudne. Po 11 miesiącach pingwin nagle zniknął. Rybakowi trudno było pogodzić się ze stratą przyjaciela, ale wytłumaczył sobie, że cóż, instynkt jest silniejszy. Minęło kolejne 8 miesięcy, aż pewnego dnia pan Souza usłyszał w swoim ogrodzie charakterystyczny odgłos. Odwrócił się i oniemiał – zobaczył przed sobą pingwina. Nie miał przy tym wątpliwości – tak, to był Dindim!
Mijały kolejne lata, w trakcie których normą stało się, że w czerwcu pingwin zjawia się u rybaka i zostaje u niego do lutego. Potem odpływa – zapewne do Cieśniny Magellana (dobre kilka tysięcy kilometrów na południe), gdzie w gronie towarzyszy i towarzyszek spędza porę godowo-lęgową.
Jak długo ta osobliwa przyjaźń się utrzyma? Niewykluczone że przez całe życie Dindima (pingwiny Magellana żyją około 25 lat). Rokuje na to fakt, że pingwiny słyną ze stałości uczuć – większość z nich to zatwardziali monogamiści. Zresztą i pan Souza również nie kryje swojego wyjątkowego traktowania osobliwego przyjaciela:
– Kocham tego pingwina jak własne dziecko i wierzę że on kocha mnie…. – zapewniał w jednym z wywiadów, dodając:- Czuję się zaszczycony, że Dindim rezygnuje ze swojego naturalnego domu w towarzystwie tysięcy innych pingwinów, i każdego roku wyrusza w długa drogę tutaj, aby spędzić trochę czasu razem ze mną.
Coś w tym musi być, bo poza rybakiem nikt pingwina nie może dotknąć – każda próba kończy się dotkliwym podziobaniem. Ciekawe, gdzie według Dindima jest jego faktyczny dom – u brazylijskiego rybaka, czy jednak w Cieśninie Magellana? W każdym razie jeśli będąc w Patagonii czy na Ziemi Ognistej zobaczycie czarnobiałe nieloty, pomyślcie że jeden z nich to być może pingwin co pokochał człowieka.

Monika Witkowska

Skomentuj