Może już jestem za stary aby pojąć ideę Roast'ów. Co to roast? Otóż kilku standup'erów przez godzinę używa wulgaryzmów. Co to Standup? W Polskamowi.pl obserwacje Mirka Olędzkiego.

                                                                        To sztuka Masowa

na bazie Grubego słowa.

Im grubsze słowo dla ucha,

tym Ciemniejsza Masa słucha.

Przypiekani (z ang. roast) są znani ludzie. Często znani z tego, że są znani. Stand up, możemy przetłumaczyć dość swobodnie jako „stojący sztywno”. Wszelkie skojarzenia z takim określeniem będą akurat mile widziane, bo większość wypowiedzi stanup’era krąży wokół symboliki „stania sztywno”.

Ubijanie tematu procesu zachowania gatunku, ma ograniczoną możliwość ubicia z niego wesołej piany. A i ilość wulgaryzmów w satyrze ma granicę śmieszności.

Czy wyobrażacie sobie współczesny roast Jeremiego Przybory? Ja też nie. Konstrukcje słowne i ilość wiedzy przekazywana w tekstach Przybory, Osieckiej, Tuwima a nawet frywolnego Fredry onieśmiela.

Sam pomysł spotkania jubileuszowego i „wygarnięcia” sobie nawzajem, wydaje się interesujący. Widzę taki skład: Tym, Młynarski, Poniedzielski, Laskowik, Fedorowicz, Friedmann, Bałtroczyk, Andrus… czujecie to? To przypomnijcie sobie jeszcze co i jak mówili: Waligórski, Czubaszek, Kofta, Dobrowolski…

To byłby ROAST!!!

Usłyszeć co ma dopowiedzenia Czubaszkowa o Laskowiku. A co byśmy usłyszeli w ripoście? Nawet nie trzeba tego przeżyć. Samo wyobrażenie takiej sytuacji unosi motyle w brzuchu. Choć wiemy, że ani jedno słowo nie byłoby niecenzuralne. Jednak nie dane nam to zobaczyć. Po pierwsze, każdy z tych ludzi jest, lub był, klasą samą w sobie i nie musi w kupie zdobywać serc widzów. Zebranie ich razem to marnotrawienie potencjału. Po drugie, nikt z wymienionych nie ma ochoty nikogo obrażać nawet w żartach. Uszczypliwości?  A jak najbardziej, ale na poziomie nieosiągalnym dla nas szaraczków. To zupełnie inaczej niż w popularnych roast’ach, gdzie każdy może wygarnąć tak jak „ten gościu” ze sceny. Może nie tak śmiesznie, ale tak samo wulgarnie.

Roast’y są oglądane przez nastolatków. Ich to bawi. Ale nie treść, bo tej nie ma, tylko ciężkie słowa i tematyka seksu łączona do każdej wypowiedzi! Jak nastolatkowie mają się potem ze sobą komunikować? Czy subtelnym wierszem z Kabaretu Starszych Panów? Może aluzją z TEY? Lub przypadkami kniazia Dreptaka? Czy „pojechać” sobie jak w Standup Polska?

Na fragmenty roast’ów i wystąpienia standuper’ów trafiam w internecie. Niezmiennie mnie to żenuje. 10 ludzi ma po 10 minut na to, aby maksymalnie obrazić pozostałych uczestników. Fajne było raz. Teraz już jest wtórne. Spokojnie można pociąć te wypowiedzi i zmontować gotowce na kolejne takie imprezy.

Sensacyjny był udział polityka w jednym „przypiekaniu”. Taka manifestacja dystansu do siebie zrobiła na wielu ludziach wrażenie!  Tylko jaki sens ma pchanie się człowieka, (który ma i tak odwagę mówić o sobie bardzo otwarcie), w miejsce gdzie seksualizm jest jedynym medium porozumienia estrady z publiką? Po co? Intelekt tej osoby jest wybitny. Ma uznanie mieszkańców okolicy, której jest gospodarzem. I to powinno wystarczyć.

Czy teraz zachęceni sukcesem, inni prezydenci też wystąpią w podobnych zebraniach? Oby nie. Ten  Pan, ma wyjątkowy umysł i podobno sobie poradził, nawet miażdżąc interlokutorów. Nie widziałem, ale echo wydarzenia takie opnie niesie. Nie chcę tego oglądać, bo doskonale sobie wyobrażam co usłyszę… Nic nowego!

Nie spodziewałem się, że zestarzeję się na tyle aby uznać coś za upadek obyczajów i degradację dobrego smaku. Może nie rozumiem tej formy rozrywki? Może tam jest coś wartościowego? Na razie nikt mi niczego takiego w roast’ach nie wykazał. Mam jedynie ochotę zakląć…

Mirosław Olędzki

Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Skomentuj