Ze specjalistą ds. terroryzmu, dyrektorem Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas Krzysztofem Liedlem rozmawia Anna Krzesińska.

W mediach niczym mantra powtarza się sformułowanie „Nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin”. Z drugiej strony islam nazywany jest religią pokoju. To jak to jest z tym terroryzmem?

dr Krzysztof Liedel: Islam jako religia nie ma nic wspólnego z terroryzmem. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że terroryści wykorzystują ją jako narzędzie. Jest bowiem różnica między islamem jako religią, a fundamentalizmem islamskim jako ideologią polityczną, którą wykorzystują terroryści.

Na terroryzm trzeba patrzeć nie jak na samodzielne zjawisko, tylko najzwyklejszą metodę walki politycznej. Dzisiaj największy problem mamy z terroryzmem islamistycznym, ale nie jest to jedyny terroryzm. Trzeba pamiętać, że przed 11 września 2001 roku mieliśmy problem z terroryzmem lewackim. Amerykanie mieli i mają problem ze skrajną prawicą, która również dokonuje zamachów terrorystycznych. Był terroryzm separatystyczny jak IRA czy ETA. W chwili obecnej, jeżeli nawet z punktu widzenia medialnego, żyjemy głównie Państwem Islamskim i Al-Kaidą, to nie jest tak, że w różnych miejscach na świecie nie są dokonywane zamachy terrorystyczne przez osoby, które wcale nie są muzułmanami i nie reprezentują tego nurtu terrorystycznego. Najlepszym przykładem niech będzie Breivik. Teza zatem nie jest uprawniona i prawdziwa, ale ma charakter publicystyczny.

A czy można powiedzieć, że media i terroryści w jakimś stopniu się uzupełniają?

Osiągnięciem naszej cywilizacji jest wolność słowa, mediów i dostępu do informacji. Bazując na tych głównych fundamentach współczesnego świata, terroryści bardzo umiejętnie media wykorzystują.  Wiedzą w jaki sposób media funkcjonują i jakie rządzą nimi mechanizmy i tak prowadzają swoją działalność. Są w stanie dokonywać spektakularnych ataków i podbijać słupki popularności nie tylko liczbą ofiar, ale i także spektakularnością – np. ataki symultaniczne, skoordynowane w czasie kiedy dużo się dzieje. Z kolei media to relacjonują, bo ludzie tego chcą.

Ale przecież nie wolno dać się zastraszyć?

Terroryści zdają sobie sprawę z tego, że w przypadku konfrontacji militarnej nie mają szans z cywilizowanym światem. Bazują jednak na tym, że osiągają określony efekt psychologiczny i propagandowy. Sieją strach oraz terror i mają przewagę, bo w obecnej rzeczywistości nawet źle zaplanowany, przygotowany i przeprowadzony atak terrorystyczny i tak będzie sukcesem, gdyż będziemy o tym mówili i komentowali. A im o to chodzi. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz – bardzo dużo mówimy o tych zamachach, które się udały, ale nie mówimy o tym, ilu terrorystów zatrzymano, ile komórek rozbito i udaremniono, a tego jest znacznie więcej. Jedyne z czym sobie nie radzimy to efekt psychologiczny. Musimy zacząć zastanawiać się jak to zniwelować.

Zatem co można zrobić?

Musimy tak jak terroryści wykorzystują media do siania terroru, tak my musimy wykorzystywać media, żeby niwelować ten element. Powinniśmy rywalizować na tej płaszczyźnie propagandowej tak, jak rywalizujemy w systemach bezpieczeństwa.

Ale przecież ludzie chcą chleba i igrzysk, krwi i widowiska?

To te igrzyska mogą być. Tym niemniej, jeżeli terroryści dokonują zamachu i mówią głównie o tej sferze politycznej i o ideologii, to my powinniśmy przede wszystkim mocno akcentować, że są bandytami. Takimi, którzy zabijają niewinnych ludzi.

Nasza cywilizacja wypracowała przecież mechanizmy rywalizacji politycznej, wyborów, działalności politycznej i nie trzeba się zabijać. Trzeba pokazać, że zabijanie jest złe.

Ofiarami zamachów bywają również Polacy, ale nasz kraj raczej nie jest zagrożony zamachami terrorystycznymi?

Polska jest mało atrakcyjna pod względem strategicznym. Takimi regionami są przede wszystkim Afryka Północna, Syria, Irak, Somalia, Jemen czy Europa Zachodnia. Polska wbrew temu, co sami o sobie myślimy, nie odgrywa aż takiej roli w geopolityce i konflikcie kultur.

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Skomentuj