Są ludzie, którzy nie wstydzą się tego, że są kibicami,. Swoje miejsca pracy urządzili tak, by zamanifestować przywiązanie do ukochanego klubu. PolskaMowi.pl odwiedziła niezwykłego rzemieślnika i przedsiębiorcę z warszawskiej Woli wiernych Legii Warszawa.

Piotr Janowski wraz z ojcem prowadzi zakład szklarski przy ulicy Miedzianej. To, że jest to miejsce prowadzone przez fanów Legii widać już po witrynie zakładu. Króluje tam bowiem panorama Warszawy z herbem Legii, grafika z wizerunkiem Deyny oraz gliniana żyleta. W środku można zaś zobaczyć różne wlepki, koszulki i szkło z klubowymi motywami. W barwach Legii jest nawet kubek do herbaty. Czasami na specjalne zamówienie pan Piotr tworzy różne przedmioty związane z Legią. Jak podkreśla, raczej nie przychodzą do niego kibice innych klubów. Co najwyżej zdarza mu się usłyszeć deklaracje klientów, że kibicują Wojskowym i pytania o rabat dla legionistów.

Pan Piotr od dzieciństwa interesuje się Legią, a kibicowanie warszawskiej drużynie to jego największa pasja.

–  Jak śpiewa Deobson „Od dziecka w moim sercu tylko jeden klub jest wyryty, Każdy z nas ma w DNA ten herb znakomity.(…) Mamy to w sercach, umysłach na tatuażach, Mamy to w kodach DNA nie masz szans tego wymazać”  – cytuje z uśmiechem Piotr Janowski, posiadacz kilku legijnych tatuaży.

Po raz pierwszy na mecz poszedł w 2001 roku w wieku 18 lat. Teraz już nie potrafi wyliczyć na ilu meczach był. Zawsze wybiera „Żyletę” – trybunę dla najbardziej zagorzałych kibiców Wie jedno – w zeszłym, jubileuszowym roku Legii nie opuścił ani jednego meczu. Aby móc jeździć na wyjazdowe mecze, wyrobił sobie karty kibica kilkunastu klubów.

Dziś (4.06) odbędzie się najważniejszy dla legionistów mecz w sezonie, który zadecyduje o tym, kto zostanie Mistrzem Polski. Jaki obstawia rezultat spotkania z Lechią Gdańsk? Pan Piotr mówi, że nigdy nie typuje wyników, ważna jest tylko wygrana.

Tuż obok, za rogiem znajduje się zaś warzywniak Artura Połetka i jego żony. W oknie ich sklepu dumnie wisi panorama Warszawa z herbem Legii, a nad kasą herb Legii. Nie brakuje też wlepek. Pan Artur jest wiernym legionistą od kilkudziesięciu lat. On również chodzi na „Żyletę”.

Pierwszy mecz obejrzałem w sezonie 1986/87. Był to mecz z Lechem Poznań i wygraliśmy 2:0 – wspomina Artur Połetek. – To jest pasja rodzinna. Moja żona też jest legionistką. Od wielu lat fanką Legii jest też moja 21-letnia córka – dodaje.

Jak podkreśla, stara się żyć w zgodzie z kibicami innych klubów. W jego sklepie nikt nikogo nie obraża, nawet jeżeli w progi warzywniaka zawita fan przeciwnego zespołu. A jaki typuję wynik dzisiejszego meczu?

–  Obstawiam 3:1 – jestem pewny, że wygramy – podsumowuje pan Artur.

Tekst i fot. Anna Krzesińska

 

 

Skomentuj