Podczas ostatniej wizyty w górach miałem okazję spotkać dyrektora Parku Narodowego. O sympatii do ludzi na tym stanowisku można pisać długo... Ale o antypatii w nieskończoność. Czemu? Przecież Park Narodowy to ważne miejsce dla naszej kultury. Troszczymy się wszyscy o takie rejony. I rozumiemy dyrektorów obszarów chronionych dla narodu... Prawda?

Od lat odwiedzam w Polsce Parki Narodowe. Spotkani w okolicy autochtoni z zasady marudzą na poczynania Parku. Na zakazy, na ograniczenie wolności i takie tam różne! I zawsze winny jest dyrektor! Ten, którego widywałem przez ostatnie dni też!

Nie przedstawialiśmy się sobie – jemu i tak wypadnie moja twarz z pamięci. I dobrze, bo mogłem postrzegać go zupełnie anonimowo. Spotkany dyrektor, wyglądał normalnie. Trochę zabiegany i nieobecny. Gdy poszedłem na spacer po terenie, którym zarządza wyobraziłem sobie jakie też on może mieć problemy. Jego pośpieszny uścisk dłoni i kurtuazyjny uśmiech błąkał mi się przed oczami przez cały pobyt.

Wycieczki pokazały ogrom pracy, tej wykonanej przez poprzedników i tej czekającej nawet na bardzo kolejnych następców. Nazwisko tego dyrektora nie ma więc znaczenia! Nawet Park Narodowy, ważny nie jest.

Dyrektor urzędu jest zły – urząd jest po to by obywatela gnębić: sprawa oczywista, i przyjmując to stanowisko bierze się też odpowiednią łatkę. Dyrektor fabryki czekolady jest natomiast widziany jako słodki gość.  A dyrektor salonu obsługi samochodów to poważny, kompetentny fachowiec.

A taki Park Narodowy ma za szefa kogo? Administratora? Obrońcę praw zwierząt? Leśnika? …?

Jak ja współczułem temu facetowi! Z jednej strony musi kochać przyrodę, z drugiej ma presję turystów, z trzeciej strony ma prawo o ochronie, z czwartej sąsiadów… Wieczny kompromis! Plany ograniczone ustawami i granicami rezerwatów. Ja bym zwariował!

Przez parę dni obserwowałem tego pana wsiadającego do auta i jadącego do pracy. Potem szedłem na szlaki oddychać wiatrem ze szczytów. A wieczorem czasem widziałem sylwetkę dyrektora wracającego do domu.

Mam pisać o tym co wpadnie mi w oko. A widok dyrektora PN dał mi do myślenia wyjątkowo mocno. Mamy w Polsce 23 Parki Narodowe. 23 ludzi, którzy mają i piękną i tragiczną posadę. Mieszkać w takim miejscu i tylko zarządzać? I jeszcze słuchać różnych opinii o sobie? Czy to nie jest udręka? Rozumiem, że do tej roboty trzeba mieć odpowiednią osobowość.  Ilu z nas by dało radę na tym stołku?

Gdy w sobotnie popołudnie zobaczyłem jak pan dyrektor wyciąga z bagażnika buty narciarskie i w sportowym stroju zmierza do mieszkania, autentycznie mi ulżyło! Wręcz wesoło oznajmił spotkanej sąsiadce, gdzie był i jakie są tam warunki. Czyli człowiek jak my!

Za kilka miesięcy wakacje. Pojedziemy w różne piękne miejsca. Zatrzymamy się w agroturystykach otulin parkowych i usłyszymy „co nieco” o dyrektorach parku. Ale spacerując po lasach, bagnach, wydmach czy wzgórzach, pomyślcie o tym, że te 23 osoby dbają o to aby nasze prawnuki mogły też tak spacerować. Te 23 osoby nie mają lekko. Możemy je oczywiście oceniać, jednak miejmy dla nich wyrozumiałość.

Mirosław Olędzki

Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Skomentuj