W Siedlcach rośnie liczba rodziców, którzy decydują się nie poddawać swoich dzieci szczepieniom ochronnym. Niewielu z nich jednak mówi o tym głośno. Dlaczego?

Pani Anna pierwszy raz o ruchu antyszczepionkowym usłyszała od znajomych ponad siedem lat temu, zanim została mamą. Przez długi czas ten temat jednak jej nie interesował.

Obawy matki

– W okolicach dwudziestego miesiąca życia Zosię zaszczepiono MMR, czyli trójskładnikową szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce. Zanim ją przyjęła, żaden z lekarzy nie mówił mi, że istnieje ryzyko powikłań, ale pojawiły się powiększone węzły chłonne. Przeżyłam chwile grozy, bo istniało podejrzenie mononukleozy i trwałych uszkodzeń. Dopiero potem wyczytałam, że to powikłania poszczepienne – wspomina.

Jak dodaje, kiedy urodziła drugą córkę, Martę, wiedziała już, że nie pozwoli, by sytuacja się powtórzyła. Zaczęła dużo czytać na ten temat, trafiła też na stronę internetową Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP”.

– Tam dominuje pogląd, że w kampaniach szczepionkowych, straszących powrotem chorób, które mogą znowu zdziesiątkować Europę, chodzi tak naprawdę o interes koncernów farmaceutycznych. Albo że przyjmujący szczepionki ludzie są królikami doświadczalnymi kolejnych wersji, które po kilku latach przestają spełniać wymogi jakościowe. A dla mnie wszystko sprowadza się do obaw, jakie miałam jako matka. Przy pierwszym dziecku zdecydowałam się na szczepienie, bo bałam się, że bez niego nie będzie zdrowe. Przy drugim obawiałam się powikłań oraz uszkodzeń organizmu, które zostaną na całe życie, i zrezygnowałam ze szczepienia – tłumaczy.

Ostatnie lata utwierdziły panią Annę w tym przekonaniu:

– Zosia, choć zaszczepiona, chorowała prawie bez przerwy. Normą było, że po dwóch tygodniach w przedszkolu następowały dwa tygodnie w domu, na zwolnieniu. A Marta, choć jest dzieckiem żłobkowym, chowa się dużo zdrowiej.

„Potrzebne i już”

Z obserwacji pani Anny wynika, że w Siedlcach coraz więcej rodziców decyduje się nie szczepić dzieci.

– Jedni, tak jak ja, są w stu procentach „anty”, inni szczepią na przykład przeciwko żółtaczce i polio, ale rezygnują z pozostałych szczepionek, bo nie odpowiada im ich skład. Ale nie da się stwierdzić, ilu nas tak naprawdę jest. Ciągle mi się wydaje, że Siedlce to mimo wszystko mała społeczność, w której nieszczepienie jest tematem tabu. Ludzie wstydzą się do tego przyznawać, bo boją się, co inni powiedzą – komentuje.

Rodzicom takim jak pani Anna nie jest też łatwo w kontaktach ze służbą zdrowia. Na stronie internetowej jednej z siedleckich przychodni można przeczytać, że doniesienia tak zwanych ruchów antyszczepionkowych są przekłamane i służą szkodzącej pacjentom manipulacji.

– Większość lekarzy nawet nie próbuje rozwiewać naszych wątpliwości. Po prostu uważają, że wiedzą lepiej, i traktują nas, jakbyśmy byli skrajnie nieodpowiedzialni – mówi siedlczanka. – Kiedy chodziłam z młodszą córką do przychodni, lekarka zawsze wypominała mi, że to nieszczepione dziecko. Ja mówiłam jej o swoich obawach, a ona odpowiadała: „To śmieszne. Szczepionki są potrzebne i już”. Przekonywała mnie też, że szczepionki trzeba wykonywać, kiedy dziecko jest w określonym wieku, bo inaczej mogą się pojawić problemy. Kiedy Marta miała dwa lata, powiedziałam, że chciałabym poczekać, aż córka nabierze własnej odporności. Usłyszałam wtedy, że wszyscy lekarze mają w tej sprawie jedno zdanie.

Jakiś czas temu pani Anna zmieniła więc przychodnię.

– Na razie nie spotkałam się ani z nagabywaniem, ani pytaniem, dlaczego nie szczepię córki – cieszy się.

A co na to prawo?

Ale „co ludzie powiedzą” i lekarze to niejedyne problemy osób, które zdecydują się nie szczepić swoich dzieci.

– Obowiązek szczepień ochronnych nakłada ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z grudnia 2008 r. Potwierdza to wyrok Sądu Najwyższego ze stycznia ubiegłego roku. Mówi on, że od obowiązku poddania dziecka obowiązkowym szczepieniom ochronnym mogą uwolnić jedynie konkretne przeciwwskazania lekarskie – informuje radca prawny Zofia Gałązka.

Jak się okazuje, w wielu miastach przychodnie informują o antyszczepionkowcach Sanepid. Ten wzywa takie osoby do składania wyjaśnień, a najbardziej opornym jednostkom zasądza kary pieniężne. Pani Anna mówi jednak, że nie słyszała, by takie sytuacje miały miejsce w Siedlcach. Przyczyna może leżeć w tym, że osoby, na które nałożono takie kary, zazwyczaj wygrywają w sądach, bo Sanepid nie ma prawa nakładać grzywien.

– Poza tym przeciwnikom szczepionek sprzyja Europejska Karta Praw Pacjenta. Według niej, każdy obywatel ma prawo do wyrażenia zgody na dotyczące go czynności medyczne oraz prawo do wolnego wyboru procedury leczenia i świadczeniodawców – komentuje mecenas Zofia Gałązka.

Bartosz Szumowski

Skomentuj