Zbieranie monet czy znaczków to dość popularne hobby. Są jednak kolekcje, które wywołują zdziwienie czy niedowierzanie. Portal Polska Mówi porozmawiał z kilkoma kolekcjonerami o ich niezwykłych zbiorach.
Bilety pełne sentymentów

            Marcin Żynda kolekcjonuje przedmioty związane z komunikacją miejską. Wszystko zaczęła się od znalezienia w jego domu rodzinnym pliku biletów komunikacji miejskiej.

  – Były one odkładane przez moją rodzinę może w sumie przez kilka lat, mniej więcej od końca lat 80. do pierwszej połowy lat 90. XX wieku. Sam przez jakiś czas miałem z nimi styczność i nie budziły mojego większego zainteresowania, ale pod koniec lat 90. ponownie „wpadły mi w ręce”. Zainteresowałem się nimi i postanowiłem zacząć kolekcjonować bilety. Miałem wówczas ten mały zestaw biletów grudziądzkich i tzw. „ogólnopolskich”, czyli ważnych na terenie całego kraju (bilety takie stosowane były od końca lat 70. do końca lat 80. XX w.). Do niego zacząłem dodawać kolejne bilety – głównie z mojego miasta – Grudziądza, ale również z innych miejscowości. Zdobywałem je podczas wyjazdów, a także prosiłem rodzinę i znajomych o przywożenie mi biletów z innych miast. W XXI wieku internet ułatwił dotarcie do innych kolekcjonerów i nawiązanie współpracy kolekcjonerskiej oraz wymiany – opowiada Marcin Żynda.

           Obecnie zbiór liczy ponad 18 tysięcy pojedynczych sztuk. W ostatnich latach bardziej kolekcjoner postawił na jakość, nie na ilość. Koncentruje się na zdobywaniu biletów przedwojennych i z okresu II wojny światowej i okupacji. Są one znacznie trudniejsze do zdobycia niż większość współczesnych biletów.
Bilety to taka mocno niszowa dziedzina kolekcjonerstwa. Nie mają w miarę precyzyjnych, katalogowych cen, jak to bywa w przypadku numizmatów czy znaczków pocztowych. Popularne, współczesne bilety z dużego miasta mogą nie być nawet warte kilku groszy. Co innego z niektórymi rzadkimi biletami z malutkich miasteczek, np. z lat 90. XX w. Ceny niektórych spośród nich potrafią dochodzić do 150-200 zł. Ale to raczej dość nieliczne wyjątki. Popularne bilety z okresu okupacji można kupić za kilka-kilkanaście złotych. Najcenniejsze z tego okresu warte są kilkaset złotych.

Tak naprawdę w kolekcjonowaniu biletów nie chodzi jednak o kwestie finansowe, ale bardziej  o zachwycanie się ich wartością historyczną. Niektóre z nich mają też warto wartość artystyczną ze względu na ciekawą szatę graficzną. Do tego dochodzą walory sentymentalne – wspomnienia związane ze zdobywaniem biletów czy podróżami odbywanymi w tym celu – podkreśla pan Marcin. Kolekcjonowanie biletów stało się dla niego początkiem pasji związanej z komunikacją miejską. Szczególnie interesują go książki, prezentujące historię komunikacji miejskiej w różnych miejscowościach, rozkłady jazdy i przeróżne inne przedmioty związane z miejskim transportem zbiorowym – im starsze, tym lepiej.

 Liczy się design

            Joanna Scheuring-Wielgus już od dzieciństwa kolekcjonuje torebki herbaciane. Jej tata jest marynarzem i zawsze przywoził herbatę najwyższej jakości. Dla niej jest to najlepszy na świecie napój.

-Kiedy byłam dziewczynką moja babcia dała mi torebkę herbacianą w złotym kolorze. Pomyślałam wtedy, że jest taka piękna i inna. Tata również zaczął mi przywozić różne herbaty. Tak to się zaczęło. Od tej pory zebrałam około 5 tysięcy sztuk torebek, które trzymam w klaserach. Ale to tylko dodatek, bo moją prawdziwą pasją jest herbata. W liceum spędzałam dużo czasu w bibliotece, bo zgłębiałam historię herbatę. Postanowiłam też sprawdzić

jak to jest z tym angielskim „tea time”. Po pierwszym roku studiów pojechałam do Londynu. Tam przypadkowo trafiłam do Muzeum Herbaty i Kawy. Poznałam właściciela tego niezwykłego miejsca – Edwarda Bramaha, jednego z najlepszych kiperów herbacianych w Anglii. Zaprzyjaźniłam się z nim i zaczęłam u niego pracować. Miałam okazję przetestować różne rodzaje herbat i poznać angielski rytuał picia herbaty. Rzadko piję herbatę z torebki, gdyż jest gorszej jakości, zdecydowanie wolę liściastą. To, co mi się podoba w wielu torebkach, to ich design – wyjaśnia Joanna Scheuring-Wielgus.

c.d.n.

Anna Krzesińska

Zdjęcia: z archiwum rozmówców

anna.krzesinska@polskamowi.pl

 

Skomentuj