Zbieranie monet czy znaczków to dość popularne hobby. Są jednak kolekcje, które wywołują zdziwienie czy niedowierzanie. W Polska Mówi czas na niezwykłe kolekcje, tym razem morskich opowieści, radioodbiorników i temperówek.
Morskie opowieści

Maciej Neumann kolekcjonuje pierwsze opracowania, dotyczące polskich okrętów. Jak przyznaje, książki były w jego domu od zawsze, więc już w szkole podstawowej miał okazję sięgnąć po literaturę wojenno-morską.

 – Z czasem zacząłem kupować kolejne części. Najpierw z ciekawości – innych opracowań  bowiem nie było, a potem też trochę z sentymentu. Jest 171 numerów w kilku podseriach, a ja mam obecnie 120 sztuk. Cenne są zwłaszcza te z podserii „Polskie okręty wojenne w latach 1920-1945”. Ona była wydawana jako pierwsza, w latach 1958-1959. Te zeszyty byłe nieco większego formatu niż pozostałe. Ponadto były to pierwsze opracowania, dotyczące polskich okrętów, jakie w ogóle powstały. Ich autorem był Jerzy Pertek – taki Herodot morski. Opublikował około 2000 artykułów w prasie i czasopismach, periodykach fachowych i historycznych, a także ponad 50 książek i broszur o łącznym nakładzie ponad 2 500 000 egzemplarzy – tłumaczy Maciej Neumann.
Kolekcjoner chciałby uzupełnić do końca swoją kolekcję. Brakuje mu jeszcze 51 pozycji.

Ręcznie tworzone perełki

 

       Grzegorz Bielawski zbiera polskie radia, głównie z okresu międzywojennego. Co ciekawe, trudniej jest je zdobyć niż np. niemieckie czy francuskie, gdyż nigdy nie były one produkowane masowo. Kolekcja rozwija się zatem raczej jakościowo niż ilościowo. Obecnie liczy ponad trzydzieści odbiorników, z czego część stanowią dublety, które są wymieniane na inne radia. A wszystko zaczęło się w… Krakowie.

            – Mieszkałem tam około czterech lat i chodziłem na ul. Grzegórzecką w niedzielę na giełdę staroci i kupowałem czasem radio lampowe dla kolegi krótkofalowca. Z czasem udawało mi się zdobywać coraz ładniejsze i starsze. Jako, że sam również jestem krótkofalowcem, to i mnie to zainteresowało. Później kolekcja rozwinęła się dzięki wymianom z innymi kolekcjonerami i zakupach na portalach aukcyjnych. Uważam, że te radia miały duszę. Nawet dwa takie same modele są różne, gdyż każde było robione ręcznie – podkreśla Grzegorz Bielawski.

Pytany o ozdoby swojej kolekcji jednym tchem wymienia trzy takie perełki. Pierwsza to radio Capello Gigant z 1938/1939 roku. Jest ono wyjątkowe z uwagi na unikalną skalę – jest na nim umieszczona  mapa Europy z układem szklanych światłowodów, podświetlających nastawioną stacje np. Warszawa, Wilno czy Paryż. Drugi wyjątkowy odbiornik to Elektrit Komandor produkowany w Wilnie od 1 do 17 września 1939 roku. Jak wyjaśnia pan Grzegorz, później pojawili się Rosjanie, który przewieźli całą fabrykę do Mińska, wyprodukowanych tam odbiorników jest niewiele i przez to są szczególnie cenne. Trzecia perełka to Elektrit Largo z wygrawerowaną tabliczką „Drogiemu swemu dowódcy, majorowi, magistrowi Myrkowi Karolowi podoficerowie 13 Kreskowego Pułku Artylerii Lekkiej, Równe 1938”.

W swojej kolekcji chętnie widziałby też takie odbiorniki, jak: Capello Roma, Elektrit Gloria czy Elektrit Excelsior, ale są to niesamowicie rzadko występujące radia. Hobby, niestety, ma dość poważną wadę – jest stosunkowo kosztowne.

Kiedy mówię żonie, że kupiłem nowe radio to najczęściej od ceny obcinam jedno zero. Poza tym moja kolekcja wymaga sporo miejsca i cierpliwości żony i teściowej – podsumowuje z uśmiechem pan Grzegorz.

 

Wyjątkowo urocze “ostrzółki”

 

Marcelina Gonia zbiera temperówki, czy jak mówi się u niej w domu  “ostrzółki”, od zerówki, więc już ponad 20 lat. Najpierw miała tylko kilka temperówek, później jej mama kupowała kolejne. Stopniowo zrobiła się z tego całkiem pokaźna kolekcja. Obecnie liczy ona ponad 360 egzemplarzy i stale, chociaż już bardzo powoli, powiększa się.

Dużo temperówek dostałam w prezencie i te są dla mnie najważniejsze. Wśród nich jest temperówka w kształcie maszyny do szycia, szczoteczki do zębów czy temperówka na żyletkę, która pamięta jeszcze czasy, kiedy moja babcia pracowała jako geodetka. Obecnie nie lada wyzwaniem jest zakup nowej, niespotykanej temperówki w sklepie stacjonarnym. Ołówki bowiem zostały wyparte przez długopisy zmazywalne. Niestety, bardzo rzadko pojawiają się nowe egzemplarze. Mam dwie temperówki, które są od zawsze w mojej kolekcji i są wyjątkowo urocze – jedna to różowe serduszko z brokatem, druga to seledynowy domek. Nigdy nie szukałam temperówek w internecie, uważam, że trzeba najpierw dotknąć, sprawdzić jak się otwiera, zobaczyć jak wygląda na żywo. Bardzo ciekawe modele można znaleźć na zagranicznych portalach aukcyjnych, ale nie ma w tym tego poczucia zdobyczy – uśmiecha się Marcelina Gonia.

Kiedy opowiada o swoim hobby, ludzie są zaskoczeni i zdziwieni, ale bardzo pozytywnie nastawieni. Przyznaje jednak, że nie jest to łatwo dostrzegalne hobby, bo temperówki stoją na półkach w domu i poza wąskim gronem znajomych i rodziny, niewiele osób o nich wie.

O innych kolekcjonerach przeczytasz tutaj.

Anna Krzesińska

Zdjęcia: z archiwum rozmówców

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Skomentuj