Przekroczenie uprawnień, łapownictwo, fałszerstwo dokumentu, ale też prowadzenie auta w stanie nietrzeźwym, wypadki drogowe czy znęcanie się – to sprawy, które tropi wydział spraw wewnętrznych Prokuratury Krajowej utworzony wraz z nastaniem dobrej zmiany w prokuraturze.

– W dwóch postępowaniach przedstawiono zarzuty sędziom. W stosunku do dwóch sędziów i jednego prokuratora wystąpiono z wnioskiem o uchylenie immunitetu. Pozostałe sprawy prowadzone są in rem, czyli w sprawie. – informuje Ewa Bialik, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.

WSW w ubiegłym roku skierował do sądu dwa akty oskarżenia w stosunku do dwóch sędziów. Wydziałem kieruje prokurator Elżbieta Janicka. Poza nią na ręce sędziom i prokuratorom patrzy ośmiu prokuratorów, którzy wchodzą w skład zespołu.

– Do WSW każdego dnia wpływa szereg różnych zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, którego mieli się dopuścić sędziowie lub prokuratorzy. Po analizie tych zawiadomień przekazywane są one do właściwej miejscowo prokuratury. – tłumaczy rzeczniczka PK.

Takie postępowania są monitorowane. A gdy sprawa zostanie uznana za należącą do kategorii „najpoważniejsze przestępstwa” trafia na sam szczyt, czyli do specwydziału prokuratury krajowej. Jakie to w praktyce sprawy? Ano bardzo różne. Okazuje się, że oprócz przekroczenia uprawnień, łapownictwa czy fałszerstwa dokumentu, do specwydziału trafiły też sprawy dotyczące wypadku drogowego, prowadzenia auta w stanie nietrzeźwości, czy znęcanie się.

– Z założenia wydział miał się zajmować najpoważniejszymi patologiami, natomiast w praktyce widzimy, że na najwyższym szczeblu prowadzone są sprawy dotyczące wypadku czy jazdy pod wpływem alkoholu. Czy wypadek zwykłego Kowalskiego trafia na ten szczebel? Oczywiście, że nie. Dlatego uważam, że wydział ma być tylko straszakiem na sędziów. Instrumentem do wskazywania mediom czarnych owiec, aby stworzyć wrażenie zepsucia i patologii. Nawet jak ich nie ma, trzeba jakoś uzasadnić reformy niszczące niezawisłe sądownictwo. – mówi Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

Jego zdaniem ponad 20 spraw to niewiele biorąc pod uwagę, że mamy ok. 10 tys. sędziów i 6 tys. prokuratorów.

– Ta liczba – zresztą dotycząca głównie postępowań w sprawie, a więc na wczesnym etapie – dobrze świadczy o kondycji naszych środowisk. – uważa sędzia Żurek.

Powołanie specwydziału od początku budziło kontrowersje. Jego powstaniu przeciwne było całe środowisko sędziowskie i znaczna część prokuratorów.

– Należy podzielić pogląd byłego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta w tej kwestii. Nie było i nie ma merytorycznych powodów, by tego rodzaju komórka funkcjonowała w prokuraturze. Należy podkreślić, że projekt ustawy wniosła grupa posłów i trudno znaleźć w jego uzasadnieniu dane, przekonujące o zasadności koncepcji. – uważa prokurator Krzysztof Parchimowicz, prezes stowarzyszenia Lex Super Omnia.

Jego zdaniem liczba prowadzonych w wydziale śledztw potwierdza to spostrzeżenie.

– Trudno uznać, że w praktyce wydział wypełnia zadania ustawowe, skoro prowadzi postępowania dotyczące sędziów lub prokuratorów w sprawach wypadków drogowych, kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości, znęcania się nad rodziną, kradzieży sklepowej, a unika przejęcia, obecnie najpoważniejszego śledztwa w sprawie nadużyć w krakowskim sądzie apelacyjnym. – dodaje prokurator Parchimowicz.

Jego zdaniem utworzenie Wydziału Spraw Wewnętrznych można ocenić jako część większego projektu politycznego, który zmierza do podporządkowania prokuratury i sądów władzy wykonawczej. A powołanie wydziału stanowiło wyraźną zachętę do kierowania zawiadomień o popełnieniu przestępstwa przez sędziów albo prokuratorów.

– Wyobraźmy sobie sędziego, który ma kolizję, a jednocześnie sądzi sprawy dotyczące polityka czy prokuratora. W takim kontekście widać, że prowadzenie wobec niego śledztwa na szczeblu samej Prokuratury Krajowej może powodować presję. Wywierać tzw. efekt mrożący. Bo to przecież prokurator generalny ma wpływ na to, kto pracuje w takim wydziale. Może zdecydować, jak sprawa jest na tyle ważna, aby tam trafić. Istnienie tego wydziału to prosty komunikat prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości w jednej osobie – do naszego środowiska: wiedzcie, że są prokuratorzy, którzy was tropią i patrzą wam na ręce- tłumaczy rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

Powstanie specwydziału ostro krytykowała Krajowa Rada Sądownictwa. Kwestionowała konstytucyjność tego rozwiązania, ale ostatnio – w związku z wątpliwościami dotyczącymi Trybunału Konstytucyjnego – wycofała złożony w tej sprawie wniosek.

– Kwestionowaliśmy między innymi niedookreśloną definicję spraw, którymi zajmuje się ten wydział. Cóż to bowiem oznacza, że trafiają tam sprawy o „najpoważniejsze przestępstwa”? Ustawa milczy na ten temat – tłumaczy sędzia Żurek.

W jego ocenie, tak szeroki i niejasny zakres sformułowano celowo.

– Można dzięki temu nagłośnić dowolną sprawę dotyczącą sędziego czy prokuratora. Nawet taką, która dotka kwestii obyczajowych, jak choćby tych związanych z oskarżeniami rozwodzących się małżonków. Na tej podstawie można całkowicie arbitralnie ściągać z prokuratur w całym kraju sprawy, które będą potem eksponowane. – mówi Waldemar Żurek.

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@polskamowi.pl

 

 

 

 

Skomentuj