Sprawa uchylenia immunitetu sędzi Ewy Lisowiec z Torunia wraca do ponownego rozpatrzenia. Tak uznał we wtorek Sąd Najwyższy rozpatrując zażalenie prokuratury.

Wypadek sędzi i odmowa uchylenia jej immunitetu odbiła się szerokim echem w mediach. Rozstrzygnięcie nagłośnił jeden z tabloidów. Sugerował, że sędziowie nie uchylili immunitetu, bo bronili koleżanki po fachu w ramach solidarności zawodowej.

Do wypadku doszło w maju 2016 r. Sędzia Lisowiec jadąc fordem focusem, wymusiła pierwszeństwo i potrąciła prawidłowo jadącego rowerzystę. Aby odpowiadać karnie za spowodowanie wypadku, potrzebne było uchylenie jej immunitetu. Sąd apelacyjny w Szczecinie jednak się na to nie zgodził. Ustalił, że sędzia była trzeźwa i udzieliła pomocy rowerzyście. Po wypadku interesowała się jego losem, m.in. dzwoniąc do niego i przepraszając. Ofiara wypadku przyjęła przeprosiny oraz otrzymała odszkodowanie z tytułu ubezpieczenia kierowcy w wysokości ponad 3 tys.zł. Zdaniem sądu pierwszej instancji, choć rowerzysta przebywał na zwolnieniu więcej niż 7 dni, jego obrażenia nie były poważne. Szkodliwość czynu sędzi była więc znikoma. Dlatego w ocenie sędziów nie doszło do popełnienia przestępstwa, a więc nie udzielono zgody na pociągnięcie sędzi do odpowiedzialności karnej.

Przeciwnego zdania była Prokuratura Krajowa, która zakwestionowała rozstrzygniecie sądu dyscyplinarnego. W jej ocenie niesłusznie uznano, że czyn sędzi nie jest przestępstwem z uwagi na znikomy stopień społecznej szkodliwości.

Sąd Najwyższy przyznał rację prokuraturze: uchylił uchwałę sądu apelacyjnego w Szczecinie. Nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Wytknął, że sąd pierwszej instancji nie dokonał kompleksowej oceny czynu sędzi. Nie wytłumaczył, dlaczego obrażenia rowerzysty uznał za lekkie. Nie ocenił też wagi naruszeń. Odniósł się tylko do jednej z okoliczności dotyczącej czynu, czyli znikomej szkodliwości społecznej. A to za mało.
– Nie można jednak podzielić argumentacji prokuratora, że uchwała sądu apelacyjnego utrudniła dochodzenie roszczeń wobec sędzi. Nie stanowi bowiem przeszkody do dochodzenia odpowiedzialności na drodze cywilnoprawnej – wskazywał sędzia SN uzasadniając wyrok.

Sprawa sędzi Ewy Lisowiec – to jedna z ponad 20 spraw, którymi zajmuje się wydział spraw wewnętrznych Prokuratury Krajowej. Utworzono go po przejęciu władzy w prokuraturze przez Zbigniewa Ziobro. Jego celem jest ściganie najpoważniejszych przestępstw popełnianych przez sędziów i prokuratorów.

Dlatego prowadzenie na najwyższym szczeblu prokuratury sprawy o kalibrze takim jak wypadek budzi szereg kontrowersji w środowisku prokuratorów i sędziów.

Jak przypominał w rozmowie portalem sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa wydział miał się zajmować najpoważniejszymi patologiami, natomiast w praktyce widzimy, że na najwyższym szczeblu prowadzone są sprawy dotyczące wypadku czy jazdy pod wpływem alkoholu.

– Czy wypadek zwykłego Kowalskiego trafia na ten szczebel? Oczywiście, że nie. Dlatego uważam, że wydział ma być tylko straszakiem na sędziów. Instrumentem do wskazywania mediom czarnych owiec, aby stworzyć wrażenie zepsucia i patologii. Nawet jak ich nie ma, trzeba jakoś uzasadnić reformy niszczące niezawisłe sądownictwo. – tłumaczył sędzia Żurek.

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@polskamowi.pl

Skomentuj