Czy sędzia z tatuażem gorzej sądzi? Adwokat słabiej broni? A prokurator mniej skutecznie oskarża? Oczywiście, że nie. Ale widok tatuażu wystającego spod prawniczej togi wciąż szokuje. A nie powinien.

W konserwatywnym świecie prawników, urzędników czy funkcjonariuszy publicznych tatuaż – zwłaszcza widoczny – to ekstrawagancja. Do historii przeszły kłopoty jednej z prokuratorek, która drażniła przełożonych wyrazistym ubiorem i dziarami. W państwowej instytucji, w której króluje powściągliwy dress-code jej image mocno uwierał. Zwłaszcza starsze pokolenie. Im tatuaże kojarzyły się z półświatkiem. Formalnie nie było się do czego przyczepić, więc prokuratorce uprzykrzano tylko życie służbowymi wytykami. Odbierały one szanse na awans i podwyżkę. Działania przełożonych były na tyle nieznośne, że musiały interweniować najwyższe szczeble prokuratury.

Jak jest w środowisku sędziowskim i adwokackim? Tatuaże budzą emocje?

– Mam tatuaż na plecach. Jest niewidoczny. Bo sąd to przecież nie plaża. Ale koleżanka asystentka ma na ręku dość duży tattoo. Co do zasady nie było problemów, choć nawet protokołowała na sali rozpraw w krótkim rękawku. Raz tylko zdarzyło się, że szefowa kadr zwróciła jej uwagę: „czy nie da się tego jakoś zakryć?”. – opowiada nam asystentka sędziego.

– Jako prezesowi sądu nie przeszkadzałby mi sędzia z tatuażem czy kolczykami. W pełni akceptuję takie decyzje estetyczne. Byle by był to tatuaż gustowny, dyskretny i bez obraźliwego, nieobyczajnego przesłania. Powiem więcej: mam słabość do ładnych tatuaży. Podziwiam prace Marka Pawlika, tatuażysty i artysty z Rudy Śląskiej. – przyznaje sędzia Jarosław Gwizdak, prezes sądu rejonowego Katowice-Zachód.  

Ikony popkultury 

Ale czy tatuaż licuje z powagą sądu? Nie uderza w jego autorytet?

– Jest 2017 rok i tatuaż nie powinien budzić emocji nawet w tak szacownej instytucji jak sąd. Moi koledzy i koleżanki po fachu mają tatuaże. Osobiście znam blisko dziesięciu sędziów z tatuażem. Fakt, z reguły nie są widoczne. Nikt się z nimi nie obnosi. Nie epatuje nimi. Ale sędzia też człowiek i ma prawo mieć tatuaż. A autorytet? Przecież nie buduje się go wyglądem, a mądrymi wyrokami. – uważa sędzia Gwizdak. Sam przymierza się do decyzji o tatuażu. Pewnie będzie na łydce.
– Ale muszę ją jeszcze rozbudować (śmiech).  Mam nawet wstępny projekt. Wytatuuję sobie prof. Łętowską! – zapowiada.

Dlaczego prof. Łętowska?

– To symbol niezależności, walki o prawa obywatela. Uosobienie mądrości. Sowa. Osoba, która wywarła piętno na całych pokoleniach sędziów. To fenomen. Prawdziwa petarda intelektualna! Przy okazji kwestii prawnych, potrafi wpleść niesamowite dygresje o operze, mitologii. Jej przenikliwość, bystrość umysłu imponuje. Chciałbym ją jakoś uhonorować. – mówi sędzia.

Na co dzień sam fascynuje się popkulturą amerykańską. Tym jak jej częścią stali się sędziowie Sądu Najwyższego – Antonin Scalia i Ruth Bader Ginsburg.

– Za oceanem furorę robią nie tylko ich figurki, ale też tatuaże z ich podobiznami. Sędzia Ruth Bader Ginsburg, stała ikoną walki z wszelką dyskryminacją. Marzę, że kiedyś u nas będzie podobnie. Że wybitni sędziowie staną się częścią popularnej kultury – dodaje sędzia Gwizdak.

Co na to prof. Ewa Łętowska?

– Gdy usłyszała uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Nie oponowała. Dlatego traktuję to jako dorozumianą zgodę. – dodaje sędzia.

– Osobiście nie znam sędziego, który miałby tatuaż. Natomiast zdarzają się sędziowie z długimi włosami. Ze względu na obowiązujący w sądzie dość konserwatywny dress code, jest to uznawane za pewną ekstrawagancję. Ale oczywiście do momentu, gdy taki człowiek jest absolutnie merytoryczny i etyczny nikt nie wpada na pomysł, że taki wizerunek podważa autorytetu sądu. – uważa sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

Jest tolerancyjny w kwestii wyglądu. Każdy człowiek, także sędzia, ma różne etapy w swoim życiu i może się zdarzyć, że zapragnie mieć tatuaż.

– Nie miałbym nic przeciwko temu. Wiem, że kulturowo się zmieniamy. Kiedyś tatuaże kojarzyły się ze środowiskiem recydywistów. Z kryminałem. Dziś stały się rodzajem sztuki. Natomiast tatuaż widoczny np. na twarzy czy szyi sędziego, uznałabym zdecydowanie za przekroczenie obowiązującej konwencji. Ale być może jestem konserwatywny. –  dodaje sędzia Żurek.

Adwokat z tatuażem 

Nie mniej zachowawcze jest środowisko adwokatów. Ale i w nim zdarzają się fani tatuaży.

– Zapytana o to, czy adwokatowi wypada mieć tatuaż w widocznym miejscu lub czy jego noszenie nie naraża go na nieprzyjemności ze strony władz samorządowych, sądów lub klientów muszę przede wszystkim przyznać, że mam tatuaż w widocznym miejscu, tj. na lewym nadgarstku – zdradza Joanna Parafianowicz, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej. Nigdy z tego powodu nie spotkała jej jakakolwiek nieprzyjemność czy złośliwość, choć nadmienić muszę, iż nie eksponuję go. – zdradza Joanna Parafianowicz, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej.

Jak reagują klienci widząc na obrońcę z tatuażem? Nie raz faktycznie zaskoczeni komentują ten widok słowami, które sprowadzały się do stwierdzenia, że adwokat z tatuażem wydaje się wychodzić poza kanon – odzianego w garnitur lub garsonkę prawnika, z którym trudno się identyfikować.

–  Zgodnie z zasadami wynikającymi z Kodeksu Etyki Adwokackiej, adwokat może odpowiadać dyscyplinarnie za uchybienie etyce adwokackiej lub naruszenie godności zawodu podczas działalności zawodowej, publicznej, a także w życiu prywatnym. Nie wydaje się jednak, aby noszenie tatuażu, który już dawno nie kojarzy się z więziennymi murami i nieudolnymi rysunkami robionymi w chałupniczych warunkach i ograniczającymi się do serca przebitego strzałą pioruna, mogło być rozpatrywane w kategoriach uchybienia normom etycznym. – tłumaczy mec. Parafianowicz.

Rzecz jednak jasna: wszystko jest kwestią formy i proporcji. Obnoszenie się z tatuażem, podobnie jak i z czymkolwiek, co nie ma związku z wykonywanym zawodem – jej zdaniem – nie jest wskazane.

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@polskamowi.pl

 

Skomentuj