Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej zapytała o ostatnie zmiany kadrowe w prokuraturze. Odpowiedź jakiej udzielił Bogdan Święczkowski, prokurator krajowy rozczarowuje. Nie ujawnił szeregu danych, mimo, że to informacje publiczne.

Co Panią najbardziej zdziwiło w odpowiedzi Bogdana Święczkowskiego na pani interpelację dotyczącą prokuratury?

– Zaskakująca jest skala delegacji. Ponad tysiąc prokuratorów, czyli ponad 1/6 ogólnej liczby wykonuje pracę poza swymi macierzystymi jednostkami.

Jakie to ma znaczenie?

Widać, że delegacje stały się regułą, a nie wyjątkiem. Są substytutem awansu. Każdy delegowany może zostać cofnięty jednym ruchem z najwyższych szczytów do rejonów. Może też zostać przeniesiony w odległe miejsce bez własnej zgody. Delegacje wiążą się także z otrzymywaniem dodatków do wynagrodzenia oraz zwrotem kosztów mieszkania poza własnym domem. Z punktu widzenia obywateli zjawisko jest szczególnie niebezpieczne. Delegacje stały się świetnym instrumentem wywierania nacisku na prokuratorów. Za chwilę może się okazać, że obywatel będzie miał naprzeciwko siebie silny aparat państwa złożony z dyspozycyjnych funkcjonariuszy: policjantów, prokuratorów, a niebawem pewnie też sędziów. Dlaczego dyspozycyjnych? Bo mających świadomość, że ich ścieżka awansu i sytuacja zawodowa zależy od stosunku do woli polityków.

Zapytała pani o kluczowe kwestie dotyczące kadr w prokuraturze. O awanse, o przyjęcia z innych zawodów, o delegacje i ich koszty. Nie na wszystkie pytania dostała pani odpowiedź. Jakich informacji nie udzielił prokurator krajowy Bogdan Święczkowski?

– Podał wyłącznie dane statystyczne. Nie udzielił odpowiedzi na temat imion i nazwisk prokuratorów, których dotyczyły stawiane przeze mnie pytania. Nie ustąpię i będę dochodzić prawdy domagając się uzupełnienia odpowiedzi. Chodzi przecież o osoby pełniące funkcje publiczne. Ich dane stanowią informacje publiczne.

Ale dlaczego chce pani wiedzieć – np. kto konkretnie został awansowany, kto wrócił ze spoczynku, kto dostał delegację, kto ma dodatki do pensji?

Jako obywatele mamy prawo to wszystko wiedzieć. To nie jest tajemnica. To informacja publiczna. Prokuratorów utrzymują podatnicy i mają prawo być poinformowani jak te pieniądze są wydatkowane. Za decyzje podejmowane w konkretnym postępowaniu odpowiada nie anonimowa prokuratura, ale konkretny prokurator. Istotne jest to, abyśmy wiedzieli jaka jest jego sytuacja, czy jest pod presją, czy jest delegowany, czy awansował. Trzeba tych ludzi wywoływać do tablicy. Nie może być tak, że oni mają poczucie, że są anonimowi. Że nie odpowiadają za swoje indywidualne decyzje. Odpowiadają.

O czym świadczy to, że Prokuratura Krajowa nie udostępnia, np. imion, nazwisk i stanowisk   8 spoczynkowców, którzy wrócili do służby po nastaniu dobrej zmiany albo funkcji sprawowanych przez 33 przyjętych do prokuratury – byłych adwokatów notariuszy i radców prawnych?

Nic nie stoi na przeszkodzie publikowania szczegółowych informacji o osobach obejmujących poszczególne stanowiska służbowe oraz wyznaczanych do pełnienia funkcji. To informacje publiczne. Proces awansów, delegacji, przyjmowania do zawodu powinien być transparentny. Ukrywanie tych informacji to dowód na arogancję władzy. Ale też dowód tego, że mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch różnych wizji państwa. Ja jestem zwolennikiem państwa transparentnego, w którym obywatel ma prawo poznawać procesy, które nim rządzą. Natomiast Prokuratura Krajowa jest negatywnie nastawiona do przejrzystości.

Więcej informacji znajdziesz tu.

Rozmawiała Ewa Ivanova

ewa.ivanova@polskamowi.pl

 

 

 

 

Skomentuj