Niepełnosprawność nie musi być przeszkodą do aktywnego i ciekawego życia. Udowadniają to niepełnosprawni kibice Legii Warszawa. Zarówno na meczach u siebie jak i tych wyjazdowych, głośno dopingują swoją drużynę. Kilkoro członków Stowarzyszenia Niepełnosprawni Fanatycy opowiedziało reporterce portalu PolskaMowi.pl o miłości do swojej drużyny.

Nieformalna grupa Niepełnosprawnych Fanatyków działa już ponad 10 lat i liczy około 50 osób. W zeszłym roku powołane zostało Stowarzyszenie Niepełnosprawni Fanatycy, które jest powiązane z Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa. Powstało po to, aby umożliwić osobom niepełnosprawnym udział w meczach wyjazdowych Legii. Mieli okazję dopingować legionistów nie tylko w wielu polskich miastach, ale także za granicą, m.in. w Doniecku, Wiedniu, Bukareszcie czy Amsterdamie.

Wśród nich są osoby niewidome, niesłyszące czy mające się problem z poruszaniem. Wszystkich ich łączy jedno – miłość do Legii. Jednym z kibiców jest niewidomy Filip Zagończyk. Jego przygoda z warszawską drużyną z Łazienkowskiej 3 rozpoczęła się ponad 20 lat temu. Jak wspomina, jechał z tatą samochodem, który zatrzymał się przy stadionie w momencie kiedy Leszek Pisz zdobył gola z rzutu wolnego podczas meczu z Zagłębiem Lubin w 1994 roku. Zainteresował go głośny krzyk radości.
– Pierwszy mecz, jaki obejrzałem w całości z trybun, to był finał Pucharu Polski z GKS Katowice. Legia wygrała 2:0, a ja śpiewałem aż do zachrypnięcia. Niepełnosprawność w żaden sposób nie przeszkadza mi w odbiorze meczu zwłaszcza od czasu kiedy mogę skorzystać z audiodeskrypcji. Jestem na każdym meczu u siebie i zawsze angażuję się w doping. Wielką przyjemność daje mi „zanurzenie się” w atmosferze stadionu –  stwierdza Filip Zagończyk. Przygoda Pawła Ossolińskiego z Legią rozpoczęła się w maju 1994 roku. Jak podkreśla, na meczu czuje, że żyje, a jego rodzaj niepełnosprawności(niedosłyszenie) w żaden sposób nie psuje mi widowiska.
Kibicowanie to dla mnie sens życia. Daje multum radości, emocji, ciężko to porównać z czymś innym. To też możliwość poznawania ludzi o takiej samej pasji. Stowarzyszenie daje mi jeszcze większe poczucie wspólnoty z kibicami, a także pozwala realizować się na gruncie pomocy osobom niepełnosprawnym – podkreśla Paweł Ossoliński.

    Dla  Krzysztofa Chmiela, który również już od ponad 20 lat jest kibicem Legii, każdy mecz to  swoiste święto. Mieszka bowiem 432 km od Warszawy i ze względu na odległość, finanse oraz stan zdrowia nieczęsto może dopingować ukochaną drużynę.            – Jestem chory na serce, mam problemy z kręgosłupem i nie zawsze mam siły przez 90 minut non stop dopingować Legię, ale nie jestem jakimś „piknikiem” (tak nazywani są kibice, którzy bywają na meczach okazjonalnie albo nie włączają się aktywnie w kibicowanie – dop. red.), co tylko siedzi. Tyle, ile mam sił i serce pozwala to kibicuję. Jestem z tego dumny i cieszę się, że jestem legionistą!. Dzięki Stowarzyszeniu spełniło się moje marzenie i już dwa razy byłem na „Żylecie” (trybuna najbardziej zagorzałych kibiców Legii, która swoją nazwę wzięła od reklamy żyletek Polsilver, która wisiała nad trybuną w latach 70 – dop. red.). Poznałem też dużo fajnych osób, którzy mimo tego iż niektórzy z nich są bardziej chorzy niż ja, to są na każdym meczu i treningu  – opowiada Krzysztof Chmiel.

Z kolei poruszający się na wózku Bartłomiej Formanowski kocha Legię od dzieciństwa. Podkreśla, że na sektorze rodzinnym, z którego ogląda mecze, panuje serdeczna atmosfera. Może śmiało powiedzieć, że wspólnie tworzą jedną wielką „Legijną Rodzinkę.”

            – Dodatkowym dla mnie atutem jest fakt, że mogę bez przeszkód oglądać mecz i nikt mi nie zasłania widoku na boisko czy nie stoi nad głową, jak to nieraz bywało na innych sektorach. Podczas meczu wszyscy traktują mnie jak równoprawnego kibica, dla którego wózek inwalidzki jest tylko miejscem do siedzenia, a nie ograniczeniem – podkreśla Bartłomiej Formanowski. Łukasz Mioduszewski, który również porusza się na wózku pamięta, że na pierwszy mecz szedł bez większego entuzjazmu.
– To co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze wyobrażenie, ten stadion powoli zapełniający się kibicami, ta rozgrzewka zarówno piłkarzy jak i kibiców z “Żylety” spowodowała dreszczyk emocji. Od tamtej pory praktycznie nie opuszczam spotkań. Na stadionie mam swoje tzw. miejsce przeznaczone dla takich jak ja,czyli kibiców niepełnosprawnych. Na każdym meczu jesteśmy otoczeni troskliwą opieką naszego „szefostwa” z SKN – tłumaczy Łukasz Mioduszewski.
Jednym z głównych założycieli grupy jest Piotr Pawlak, który swój pierwszy mecz przy Łazienkowskiej 3 zaliczył w wieku około trzech miesięcy. Jak wspomina, któregoś dnia jego ojciec chciał pójść na mecz, ale mama poprosiła go, żeby poszedł z nim na spacer do parku. Oczywiście poszedł, ale jednym z przystanków był mecz.

Co go skłoniło do działania w grupie Niepełnosprawnych Fanatyków?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, po prostu zacząłem działać. Dla mnie to było całkiem naturalne. Cieszy mnie, że choć do niedawna osoby niepełnosprawne siedziały w domu, to dziś wychodzą, chodzą na mecze, co więcej  jeżdżą na mecz do innych miast i są częścią wielkiej społeczności kibicowskiej. Dla nich jest to najlepsza rehabilitacja, a dla nas sens życia – podkreśla  prezes SKN Piotr Pawlak.

         W pracę Stowarzyszenia angażuje się również Małgorzata Szumowska, którą w kibicowanie „wciągnął” mąż.

            – Na początku 2012 roku rozpoczęłam pracę na „Niewidzialnej Wystawie”. Kilka osób z mojej ekipy to szaleni i pozytywnie zakręceni legioniości. Jedną z takich osób jest Kasia, która często jeździła na wyjazdy z (wówczas jeszcze nieformalną) ekipą Stowarzyszenia, zachęcona przez swojego (obecnie już) małżonka – niewidomego Łukasza. Pewnego dnia zaproponowali mi rolę opiekuna na wyjeździe. To był finał Pucharu Polski w Kielcach, graliśmy z Koroną.  I tak zaczęłam z nimi jeździć. Odkąd jestem szczęśliwa mamą to moja obecność na meczach nieco się zmniejszyła, ale moja córka ma za sobą debiut na Łazienkowskiej 3 – wyjaśnia wiceprezes SKN Małgorzata Szumowska.

  W działania Stowarzyszenia angażuje się też ponad trzydziestu opiekunów. Członkowie Stowarzyszenia „SKN Niepełnosprawni Fanatycy” nie tylko kibicują, ale także uczestniczą w różnych kulturalno-oświatowych imprezach. Są to  m.in. spotkania z piłkarzami, wycieczki do muzeum czy kina.

            – Zwiedzaliśmy m.in. ZOO, gdzie karmiliśmy marchewką słonie oraz mlekiem małego żyrafka „Gortata” Tradycją stały się również coroczne spotkania wigilijne oraz spotkania na zakończenie sezonu, organizowane dla członków Stowarzyszenia – wylicza Bartłomiej Formanowski.

            Od wielu lat wspiera ich piłkarz Legii Kuba Rzeźniczak, który chętnie uczestniczy w różnych spotkaniach z kibicami SKN.

            – Fajnie, że ta grupa z roku na rok jest większa i liczniejsza. Cieszymy się, że nas wspierają. Akurat na mnie tacy kibice działają podwójnie. Jeżeli widzę, że oni dają z siebie wszystko, to my na boisku możemy dać  jeszcze więcej – podkreśla Jakub Rzeźniczak. – W młodości nie powodziło mi się najlepiej i teraz jak mi się lepiej powodzi, to chcę pomagać innym. Poza tym piłkarzom to się przydaje. Często w świecie piłkarskim można „odlecieć”, a dzięki takim spotkaniom można zobaczyć, że ludziom żyje się ciężko i powinniśmy doceniać to co mamy. Poza tym pomaganie jest fajne i takie spotkania sprawiają mi ogromną radość – dodaje piłkarz.

Przyjacielem grupy jest też naczelny serwisu legijnego Legia.Net Marcin Szymczyk. Jak podkreśla, są to wspaniali ludzie, z ogromną pasją, dla których Legia to nie tylko klub, ale też często sens życia. Dodaje, że wielu z nich żyje od meczu do meczu i godzinami potrafią rozmawiać o transferach, o poszczególnych akcjach – nie tylko piłkarzy, ale też siatkarzy czy koszykarzy.    

    – Pamiętam, że gdy po raz pierwszy zaprosili mnie na coroczną wigilię, byłem zaszczycony. Dzięki częstszym okazjom do spotkań mogłem poznać ich rodziny, opiekunów, zobaczyć jak zacni to ludzie, gotowi poświęcić wszystko w imię miłości do swoich dzieci. Cieszę się, że zostałem przez nich zaakceptowany, że mi ufają, pozwalają bym pojawiał się na ich spotkaniach z aparatem. Wspólny wyjazd na mecz z Pogonią do Szczecina czy wizytę z całą grupą na ślubie kapitana Legii Jakuba Rzeźniczaka i Edyty Zając z pewnością zapamiętam na długo. Myślę, że warto o nich pisać, mówić – dla wielu ludzi powinni być wzorem w codziennym życiu lub inspiracją do różnych działań – podsumowuje Marcin Szymczyk.

Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

zdjęcia: archiwum SKN i Marcin Szymczyk/Legia.Net

Skomentuj