Sąd Najwyższy nie miał litości wobec sędziego Bogdana Sokołowskiego z Żagania. We wtorek zamiast orzeczonego już usunięcia z funkcji przewodniczącego wydziału ksiąg wieczystych, zdecydował o przeniesieniu sędziego do innego sądu.

To druga co do surowości – po usunięciu z zawodu – kara dyscyplinarna. Co ciekawe zaostrzenia kary wobec sędziego domagała się Krajowa Rada Sądownictwa.
Ale od początku. Sąd w Żaganiu borykał się z zaległościami. Jego prezes, aby poprawić wyniki, zdecydowała m.in. o przydzieleniu zaległych spraw innym sędziom. Część z nich trafiła także do przewodniczącego wydziału ksiąg wieczystych, czyli Bogdana Sokołowskiego.  Sędzia funkcjonujący na dość spokojnym odcinku dostał do załatwienia pokaźny pakiet spraw cywilnych. A na to się nie godził. Bronił się, że ma nadmiar obowiązków. Odwoływał się, ale żadne jego argumenty nie zostały uwzględnione przez zwierzchników. Prezes wykryła w październiku 2015 r. zaległości w 83 sprawach. Jej uwagi nie pomogły, więc poprosiła o wizytację sąd okręgowy. Wnioski z przeprowadzonych kontroli prowadziły do podobnych ustaleń co prezes sądu. Sędzia zaległości tłumaczył nadmiernym obciążeniem. Wskazywał na tło osobiste konfliktu z prezes sądu rejonowego. Mąż prezes był sędzią w jego wydziale i kilka razy sędzia Sokołowski zwrócił mu uwagę. Stąd ponoć radykalna postawa prezes.

Ponieważ konflikt na linii sędzia- prezes eskalował, a zaległości rosły, sprawą zajął się rzecznik dyscyplinarny. Jego zdaniem sędzia zasługiwał na zarzuty. Sąd apelacyjny, który rozstrzygał sprawę uznał, że sędzia faktycznie doprowadził do przewlekłości i naruszenia praw stron do rozpoznania spraw bez zwłoki w 69 sprawach. W jego ocenie nie był obciążony bardziej niż inni sędziowie, ale załatwiał znacznie mniej spraw. W wielu z nich nie podejmował czynności jakby demonstrując swój lekceważący stosunek do nowych obowiązków. Dlatego wymierzono mu karę pozbawienia funkcji przewodniczącego wydziału.

Od tego rozstrzygnięcia odwołał się sam zainteresowany oraz Krajowa Rada Sądownictwa. Sędzia domagał się uchylenia decyzji pierwszej instancji. Dowodził, że został pozbawiony prawa do obrony. Sąd pierwszej instancji ponoć orzekał mimo usprawiedliwionej nieobecności jego pełnomocnika.

– Zostałem nazwany leniem i nierobem. A tak nie jest. Gdy się odwoływałem od nowego zakresu czynności, uznano, że jestem roszczeniowy – mówił przed SN sędzia Sokołowski. Tłumaczył, że wśród 69 zaległych spraw wiele miało mniejszą wagę np. nadzór nad komornikami. Jego obrońca przekonywał, że sędzia ma ułożone życie rodzinne, od 30 lat tę samą żonę, dzieci i wnuki. A w życiu coś się wybiera. I sędzia Sokołowski nie stawiał na awanse, ale ma rodzinę.

Przedstawiciel KRS był innego zdania. Tłumaczył, że nieobecność pełnomocnika sędziego na sprawie przed pierwszą instancją była nieusprawiedliwiona. A sędzia sam mógł też się bronić. Sędzia dopuścił się opóźnień w jednej piątej swoich spraw. Lekceważył obowiązki i nie podejmował czynności, które można było załatwić niemal od ręki. Dlatego w jego przypadku kara powinna być surowsza. Po pierwsze dlatego, że obecnie sędzia już nie pełni funkcji przewodniczącego, więc kara pozbawienia go tej funkcji nie spełnia swojej roli. A po drugie, ostrzejsza kara pokazywałaby, że sądownictwo reaguje na ewidentne naruszenia dyscypliny pracy.

– Sędzia był obrażony, że obok ciepłej posadki w księgach wieczystych musi orzekać w sprawach cywilnych. – mówiła przed SN rzecznik dyscyplinarna.

Sąd Najwyższy przyznał rację KRS. Zdecydował o przeniesieniu sędziego do Wrocławia. Wszystkie zarzuty sędziego uznał za chybione. Sędzia miał zapewnione prawo do obrony, nie był szykanowany. A podstawą rozstrzygnięcia pierwszej instancji były analizy wizytatorów, a nie – jak twierdził obwiniony – wydruki z systemu informatycznego.

„ Dla każdego uczestnika postępowania każda sprawa jest ważna” – tłumaczył Sąd Najwyższy. Wskazywał, że sam przebieg postępowania dyscyplinarnego i postawa sędziego także pokazują, że sędzia nie wyciągnął właściwych wniosków. Bagatelizował problem. Dlatego w tej sytuacji kara sądu pierwszej instancji była rażąco zbyt łagodna.

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@polskamowi.pl

Skomentuj