Widzisz a nie zauważasz. Tym razem w przewodniku po nieznanej Warszawie Ewa Sztompke opowiada o Placu Kanonia.

* Plac Kanonia

Wędrując po Starym Mieście warto zaglądać w jego zakamarki, bo te kryją wiele sekretów. Takim ciekawym miejscem jest bez wątpienia plac Kanonia, położony na tyłach kościoła św. Jana, naszej warszawskiej archikatedry. Choć w Miejskim Systemie Informacyjnym nie występuje nazwa plac tylko ulica Kanonia, to jednak przestrzeń ta, mająca trójkątny kształt, bardziej przypomina nam plac niż ulicę. Jeszcze bardziej adekwatna nazwa tego miejsca widnieje na wydobytej spod tynku kamiennej tablicy, prawdopodobnie najstarszej w Warszawie. Ta nazwa to Kanonie, a więc liczba mnoga. Czym były owe tajemnicze kanonie?

Cofnijmy się trochę w czasie. Rządzący na Mazowszu książę Janusz I Starszy w pierwszych latach XV wieku sprowadził do Warszawy księży kanoników z Czerska, podnosząc tym samym rangę kościoła św. Jana do kolegiaty. Do miasta przybyło kilkunastu kanoników, którzy budowali swoje domostwa na tyłach kościoła. Tak powstały kanonie, czyli domy księży kanoników. Czy mieszkało się im tam przyjemnie? Mam duże wątpliwości, ponieważ teren między ich domami a tylną ścianą kościoła zajmował cmentarz parafialny, najstarszy w Warszawie. Po drugiej stronie swych domostw, od strony Wisły, kanonicy nie mieli lepszego widoku, a o przykrym zapachu nie wspomnę. Tam na skarpie znajdowało się bowiem wysypisko śmieci zwane Gnojną Górą. Warto pamiętać, że w tamtych latach nie było w Warszawie kanalizacji i wszystkie nieczystości, jakie wyprodukował człowiek, trafiały na Gnojną Górę. Fetor, który panował w mieście mocna dawał się we znaki jego mieszkańcom, zwłaszcza tym z najbliższej okolicy. Obecnie w miejscu dawnego wysypiska znajduje się taras z widokiem na Wisłę i Pragę. Poza cmentarzem i wysypiskiem kanonikom towarzyszyła jeszcze jedna mało przyjemna „atrakcja”. Otóż w kamienicy pod numerem 6 znajdowało się więzienie dla skazanych przez sądy kościelne i prosektorium dla wiślanych topielców.

Między cmentarzem a wysypiskiem mieszkali kanonicy do czasów panowania naszego ostatniego króla. W XVIII wieku z inicjatywy Stanisława Augusta Poniatowskiego zlikwidowano i Gnojną Górę i  przykościelny cmentarz. Szczątki zmarłych zostały ekshumowane i przeniesione na nowy cmentarz, który został założony przez króla Stanisława poza miastem we wsi Powązki. Mowa oczywiście o obecnej najstarszej warszawskiej nekropolii, Starych Powązkach. Likwidacja cmentarza na Kanonii zakończona została w 1780 roku. Dziś pamiątką po nim jest zachowana figura Matki Boskiej. Po likwidacji wysypiska i cmentarza mieszkania w domach przy Kanonii stały się bardziej atrakcyjne, dlatego kanonicy często je wynajmowali. Mieszkali tu krawcy i komornicy, kupcy i szynkarze. W 1800 roku trzy kamienice z obecną numeracją 6,7 i 8  zakupił Stanisław Staszic. To tu na Kanonii odbywały się pierwsze spotkania Towarzystwa Przyjaciół Nauk założonego właśnie z inicjatywy Staszica.

Mieszkał tu również twórca warszawskich legend Artur Oppman, a w latach międzywojennych  reżyser i dramaturg Arnold Szyfman. Ciekawostką na Kanonii jest kamienica pod numerem 18. Uchodzi ona za najwęższą kamienicę w Europie. Stanęła w XVIII wieku w miejscu dawnego przejścia na Gnojną Górę. Dosłownie wciśnięto ją między dwie narożne fasady istniejących już wcześniej kamienic. Od strony Kanonii fasada kamienicy jest jednookienna i nie przekracza dwóch metrów. To był najniżej opodatkowany budynek w osiemnastowiecznej Warszawie, bowiem podatek liczono od szerokości domu od strony ulicy. Sprytny musiał być inwestor i wiedział, co czyni, bo kamienica ta w rzeczywistości tak wąska nie jest.  Od strony Wisły ma ona trzy okna!

I na koniec dzwon stojący na placu. Dzwon magiczny, przyciągający w to miejsce turystów. To dzwon spełniający marzenia. Sprawa jest prosta. Pomyśleć, pomarzyć i trzymając rękę na dzwonie obejść go dookoła. Są i bardziej wymyślne sposoby spełniania marzeń. Podobno panie, które marzą o księciu na białym koniu, niezależnie od wieku, powinny na jednej nodze wykonać w podskokach rundkę na około magicznego dzwonu. Warszawscy przewodnicy, przyprowadzający turystów w to miejsce, dają nawet 98,5% gwarancji na spełnienie marzeń, no pod warunkiem, że jest ono realne.

A sam dzwon miał w swoim życiu trochę pecha. Został odlany w XVII wieku przez Daniela Tyma (odlewnika posągu króla Zygmunta III Wazy stojącego na kolumnie przy placu Zamkowym) i miał trafić do jednego z kościołów. Nie trafił tam jednak nigdy, bo podczas próby generalnej nie zabrzmiał jak trzeba. Poniewierany, przechowywany w różnych miejscach, w końcu znalazł się w zbiorach Muzeum Narodowego a w roku 1972 trafił tu na Kanonię.

Placyk, bądź jak kto woli ulica Kanonia, to obowiązkowe miejsce, które i ja odwiedzam z moimi gośćmi, zwiedzającymi Warszawę. Tak niewielka przestrzeń, ukryta za kościołem św. Jana, a mieści tyle ciekawych opowieści.

 

Wysłuchała Anna Krzesińska

Fot. Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

http://www.polskamowi.pl/polska-wazne/sekrety-warszawy-czesc-i/

http://www.polskamowi.pl/polska-wazne/sekrety-warszawy-czesc-ii/

Skomentuj