Niektóre są skrzętnie ukryte przed wzrokiem przechodniów, inne widzimy codziennie, jadąc do pracy czy po prostu spacerując. Wszystkie jednak mają swoją niezwykłą historię lub tajemnicę. Tym razem w przewodniku po nieznanej Warszawie Ewa Sztompke opowiada o pasażu Italia.

* Pasaż Italia, tył kamienicy przy Nowym Świecie 23

Choć zlokalizowany w samym centrum Warszawy, to jednak dobrze ukryty w podwórku kamienic  między Nowym Światem a Chmielną. Kto nie wie, że tu jest, ten z pewnością nie znajdzie. „Pasaż Italia”, bo o nim mowa, niegdyś miejsce przyciągające tłumy, tętniące życiem, dziś mocno zdewastowane, zaniedbane i zapomniane.

Wszystko zaczęło się pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku, kiedy to kamienice przy Nowym Świecie pod numerem 23 i 25 nabył Włoch Alfredo Frassati. Kupił je dla swojej córki Lucjany, żony polskiego dyplomaty, ambasadora Rzeczpospolitej w Szwajcarii, Niemczech, Holandii i Austrii, Jana Gawrońskiego.

Na podwórku tych kamienic tata Włoch kazał wybudować olbrzymią halę, w której urządził kawiarnię „Italia”. Długim korytarzem połączono kawiarnię z podwórkiem kamienic przy Chmielnej 7 i tam właśnie powstał pasaż noszący tą samą nazwę, co wspomniana kawiarnia. Korytarz został przykryty żelbetowym stropem z ośmiobocznymi przeszkolonymi kopułami. Poza sklepami znajdowało się tu również kino.

Niestety, galerii handlowej wyraźnie zabrakło szczęścia. Wykańczanie powierzchni handlowej i poszukiwania najemców zbiegły się w czasie z początkiem kryzysu ekonomicznego. Nigdy nie osiągnęła takiej świetności jak Pasaż Simonsa przy ul. Długiej czy Galeria Luxenburga przy ul. Senatorskiej. Właściwie to jeszcze przed wybuchem wojny część handlowa pasażu przestała funkcjonować.

Podobnie rzecz się miała z pierwszą kawiarnią w tym miejscu. Wyjaśnię, że „Italia” była ogromna i składała się z kilku sal. Każda urządzona w innym stylu – była tu sala bizantyjska, gotycka, ale największa i najbardziej reprezentacyjna była sala główna pod ogromną szklaną kopułą, nawiązująca do wnętrza bazyliki św. Marka w Wenecji. W podziemiu działał dancing.

Ten kawiarniany konglomerat funkcjonował początkowo całkiem nieźle, ale, wraz z pogłębiającym się kryzysem, lokal stopniowo podupadał. Kawiarnia „Italia” została zamknięta w 1935 roku.

To jeszcze jednak nie koniec świetności tego miejsca. Wkrótce po zamknięciu „Italii” do pasażu wprowadziła się nieco snobistyczna kawiarnia „Swann”. Nazwa kawiarni pochodziła od nazwiska bohatera cyklu powieściowego Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”. Światła w kawiarni były przyćmione, krzesła zastąpiły wygodne fotele, kawę serwowano markową, a przygrywała podobno najlepsza w mieście orkiestra rozrywkowa. Pewnie, gdyby już wtedy w Warszawie byli hipsterzy, byłby to ich ulubiony lokal.

Nie miała jednak szczęścia i kawiarnia „Swann”. Świetnością cieszyła się tylko do września 1939 roku. A potem wybuchła wojna. To miejsce funkcjonowało jeszcze do Powstania Warszawskiego. W pierwszym okresie okupacji dostępna była też dla Polaków. Występował tu czasem Mieczysław Fogg.  W 1944 roku wiele kamienic przy Nowym Świecie hitlerowcy zamienili w sterty gruzu. Ukryty w podwórku budynek „Pasażu Italia” przetrwał wojnę w swej niezmienionej formie, ale później znowu zabrakło mu szczęścia.

Obecnie stoi i niszczeje. Niestety, brakuje pomysłu na zagospodarowanie tego niezwykłego miejsca. Po renowacji Pasaż Italia byłby z pewnością atrakcją dla mieszkańców i gości, odwiedzających Warszawę. A dziś? Dziś strach się tam zapuścić samotnie.

Wysłuchała Anna Krzesińska

fot. Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Link do części I
Link do części II
Link do części III
Link do części IV
Link do części V
Link do części VI

 

Skomentuj