Tym razem w przewodniku po nieznanej Warszawie Ewa Sztompke opowiada o tajemniczym Elizeum w Parku na Książęcem.

Najstarszy z klanu Poniatowskich, książę Kazimierz, brat króla Stanisława Augusta, podkomorzy i generał wojsk Rzeczypospolitej, przeszedł do historii jako „najlubieżniejszy człowiek i największy próżniak” swojej epoki. Słynął też z różnych ekscentrycznych przedsięwzięć. Próbował w polskim klimacie uprawiać ananasy i hodować sprowadzone z Afryki małpy. Poślubił kasztelankę przemyską, piękną Apolonię z Ustrzyckich, z którą „dorobił się” dwójki dzieci. Po kilku latach małżeńskiej idylli odesłał jednak żonę do znacznie oddalonych od Warszawy dóbr w Ustrzykach i zaczął rozglądać się za innymi kobietami.

W latach 1772-1780 Kazimierz Poniatowski założył wspaniały kompleks pałacowo-ogrodowy „Na Książęcem”. Ogród położony na skarpie w warszawskiej jurydyce Solec przedzielony był wąwozem rzeczki Żurawki (późniejsza ulica Książęca). Dziś tereny dawnego książęcego kompleksu zajmuje park Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i leżący po drugiej stronie ulicy Książęcej, Park na Książęcem.

Książęce ogrody, wedle panującej wówczas mody na egzotykę, zostały ozdobione budowlami w różnych stylach. Nad całym przedsięwzięciem czuwał architekt Szymon Bogumił Zug. Ogrody Kazimierza zdobiły: turecki minaret, świątynia o jońskich kolumnach, altana chińska, drewniana oberża, książęcy pałac oraz liczne sadzawki z kaskadami i domkami dla łabędzi.

Najbardziej tajemniczą budowlą była jednak podziemna grota zwana Elizeum. Jej przeznaczenie  nie jest do końca znane. Dopisek architekta Szymona Bogumiła Zuga, który widnieje na projekcie – „Elizeum dla przyjaciół i pięknych pań”, spowodował wiele niedomówień i legend. Według historyków było to miejsce spotkań towarzyskich, schadzek, zabaw i rozpusty.

Obiekt ten to podziemna rotunda, zbudowana z cegły na stoku skarpy. Zaprojektowana była na planie okręgu, zamkniętego z czterech stron półkolistymi niszami i przykrytego udekorowaną sztukaterią kopułą. Część centralną obiegały dookoła, na dwóch kondygnacjach, korytarze, z których jeden połączony był z korytarzem wejściowym. Wnętrze doświetlane kiedyś przez okrągły otwór w sklepieniu, obecnie mało widoczny, zasłonięty trawą porastającą skarpę.

Elizeum było jednym z kaprysów księcia Kazimierza, który tu właśnie urządzał spotkania towarzyskie i wydawał uczty. Biesiady odbywały się w sali centralnej, do której goście wchodzili oświetlonym setkami lampionów korytarzem. W niszach ustawione były wygodne kanapy, a suto zastawione stoły wyłaniały się spod podłogi na jedno klaśnięcie gospodarza. W podziemnym salonie gościom przygrywała niewidzialna orkiestra. Muzykanci zasiadali bowiem na górnym korytarzu, obiegającym dookoła salę centralną i byli niewidoczni dla biesiadników. Trzeba jeszcze dodać, że w Elizeum była doskonała akustyka. Słowo wyszeptane w jednym końcu sali było dobrze słyszane w drugim. Wszystkie wyrazy zachwytu wypowiadane przez gości docierały do uszu właściciela.

Cudzoziemcy, przebywający w tym czasie w Warszawie, szeroko rozpisywali się o zaczarowanych ogrodach księcia Kazimierza, chwaląc jego ekstrawagancję. Angielski podróżnik Wiliam Cox w swoich pamiętnikach tak wspomina wizytę w Elizeum: „Wreszcie dotarliśmy do drewnianych drzwi, jakby wejścia do lichej chatki. Drzwi nagle otwarły się i znaleźliśmy się ku naszemu zdziwieniu, we wspaniałym salonie, oświetlonym niezliczoną ilością lampionów. Miał on kształt rotundy z przepyszną kopułą wedle najpiękniejszej symetrii. Dookoła, (…) widziałeś cztery otwarte gabinety, a w nich sofy wygodne i malowidła al fresco przedstawiające triumfy Bacchusa, Sylene, Amora oraz zwycięskiej Katarzyny nad Turkami. Wtem wśród ogólnego podziwu olśnił nasze uszy koncert niewidzialnej orkiestry. Szukaliśmy daremnie skąd pochodziły tony.”

Po śmierci Kazimierza Poniatowskiego w 1800 roku, Elizeum było użytkowane w sposób niezgodny z pierwotnym przeznaczeniem, między innymi, jako magazyn beczek z piwem czy lodownia. W czasie drugiej wojny światowej grota pełniła funkcję magazynu. Dziś podziemna grota, zaniedbana i zapomniana, dawna „świątynia Amora”, miejsce ekscentrycznych rozrywek księcia Kazimierza, jego przyjaciół i pięknych pań służy jedynie nietoperzom i czeka na lepsze czasy.

Wysłuchała Anna Krzesińska

fot. Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Więcej ciekawych opowieści znajdziemy w Sekretach Warszawy.

 

Skomentuj