Niektóre są skrzętnie ukryte przed wzrokiem przechodniów, inne widzimy codziennie, jadąc do pracy czy po prostu spacerując. Wszystkie jednak mają swoją niezwykłą historię lub tajemnicę. Tym razem w przewodniku PolskaMowi.pl po nieznanej Warszawie Ewa Sztompke opowiada o „domu bez kantów” i „kopniętym domu”.

Idąc Krakowskim Przedmieściem od pl. Zamkowego mijamy obecnie remontowany Hotel Europejski i zatrzymujemy się pod numerem 11, przed siedzibą dowództwa Garnizonu Warszawa, budynkiem nazywanym „domem bez kantów”.

Budynek, zajmujący działkę między ulicami Królewską i Gen. Michała Tokarzewskiego-Kraszewicza, wybudowano w okresie międzywojennym, w miejscu dawnych Kuźni Saskich, na polecenie Ministerstwa Spraw Wojskowych, z przeznaczeniem na mieszkania dla rodzin zawodowych oficerów i podoficerów wojska polskiego. Posiadający sześć kondygnacji gmach Funduszu Kwaterunku Wojskowego zaprojektował Czesław Przybylski – polski architekt, specjalista od eklektyzmu i modernizmu, autor między innymi budynku Teatru Polskiego. Konstrukcję gmachu opracował Stefan Bryła – polski inżynier budowlany, prekursor konstrukcji spawanych. Pierwsi lokatorzy mogli się tu wprowadzić w roku 1935. Gmach jest wybitnym przykładem polskiego modernizmu. Jego cechą charakterystyczną są zaokrąglone narożniki. Czesław Przybylski w ten sposób nawiązał do istniejących już budowli o podobnym kształcie bryły architektonicznej – Hotelu Europejskiego oraz zniszczonej podczas II wojny kamienicy warszawskiego fotografa Karola Beyera, która znajdowała się przy Krakowskim Przedmieściu 9 na rogu z ulicą Królewską. Budynek Funduszu Kwaterunku Wojskowego posiada arkadowe przejście, które umożliwiło dzięki przeniesienie ruchu pieszego pod arkady, poszerzenie ulicy Królewskiej.

Z gmachem, zajmowanym obecnie przez dowództwo Garnizonu Warszawa, związana jest anegdota, tłumacząca pochodzenie powszechnie używanej nazwy „dom bez kantów”. Podobno Marszałek Józef Piłsudski sam osobiście doglądał postępujących prac budowlanych domu dla oficerskich rodzin. Przyglądał się pracy murarzy i mawiał: „Budujcie Panowie, budujcie! Tylko bez kantów proszę!” Marszałkowi chodziło oczywiście o różnego rodzaju malwersacje i oszustwa, które w tym czasie często zdarzały się na warszawskich budowach. Budowniczowie gmachu słowa Piłsudskiego wzięli sobie do serca. Solidnie wykonany „dom bez kantów” przetrwał II wojnę światową i służy wojsku polskiemu do dziś.

Po sąsiedzku po drugiej stronie ulicy Królewskiej od 1950 roku, w miejscu wspomnianej kamienicy Beyera, stoi niezbyt atrakcyjny trzykondygnacyjny biurowiec Ministerstwa Obrony Narodowej pospolicie nazywany „kopniętym domem”. Bohdan Pniewski – projektant budynku, umiejscowił fasadę gmachu cofniętą o kilka metrów względem pozostałej zabudowy Krakowskiego Przedmieścia, przez co budynek został ochrzczony przez warszawiaków „kopniętym”. Mamy więc po obu stronach wlotu ulicy Królewskiej w Krakowskie Przedmieście dwa budynki o intrygujących nazwach: „dom kopnięty” oraz „dom bez kantów”. To nie koniec dziwnych nazw warszawskich budynków. Wspomnę jeszcze o „czapce generalskiej”, czyli rotundzie PKO, która obecnie znika z mapy Warszawy, aby powrócić w nowej odsłonie  czy domu „pod sedesami”, o którym opowiem w następnej części Sekretów Warszawy.

Wysłuchała Anna Krzesińska

fot. Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Więcej ciekawych opowieści znajdziemy w Sekretach Warszawy.

Skomentuj