Niektóre są skrzętnie ukryte przed wzrokiem przechodniów, inne widzimy codziennie, jadąc do pracy czy po prostu spacerując. Wszystkie jednak mają swoją niezwykłą historię lub tajemnicę. Tym razem w przewodniku Polskamowi.pl po nieznanej Warszawie Ewa Sztompke opowiada o Pałacu Kultury i Nauki.

65 lat temu, dokładnie 2 maja 1952 roku, rozpoczęła się w Warszawie budowa Pałacu Kultury i Nauki. Zaczęło się od tego, że Józef Stalin obiecał pomoc przy odbudowie Warszawy. I słowa dotrzymał. Już w 1945 roku pojawiły się na osiedlu Jazdów, podarowane przez naród radziecki, domki fińskie. Potem padła propozycja wybudowania czegoś bardziej konkretnego w naszym mieście. Stalin zaproponował osiedle mieszkaniowe, metro lub pałac kultury. Odpowiedź strony polskiej władzy brzmiała: Metro nam niepotrzebne, osiedle wybudujemy sobie sami, zatem budujcie nam pałac w stylu moskiewskim.

W czasach, kiedy po wojnie, ludzie mieszkali w piwnicach, ruinach i różnych innych dziwnych miejscach, nie był to szczęśliwy prezent, ale cóż wyboru dokonaliśmy sami, a i „darowanemu koniowi nie zagląda się…”… w zasadzie nigdzie. To też dar przyjęto z pokorą. Tym samym we wrześniu 1951 roku do Warszawy przyjechał zespół architektów radzieckich, na czele z Lwem Rudniewem. Cel wyprawy był jasny – zobaczyć teren i ustalić lokalizację oraz wytyczne. Strona polska, jako lokalizację pałacu, proponowała rozległy teren na praskim brzegu, na którym obecnie mieści się Stadion Narodowy. Ta lokalizacja nie odpowiadała jednak stronie radzieckiej. Wybrano więc pod budowę pałacu działkę, leżącą w kwartale planowanego centrum Warszawy, wyznaczonego przez ulice Chałubińskiego, Świętokrzyską, Marszałkowską i Al. Jerozolimskie. Teren ten był gęsto zabudowany kamienicami, które całkiem nieźle przetrwały wojnę. Zanim przystąpiono do budowy nowego gmachu, trzeba było działkę pod pałac przygotować. I tak, kamienica po kamienicy, ulica po ulicy rozebrano około dwustu budynków. Zniknęła bezpowrotnie ulica Wielka i zniknął dom przy Złotej 25, którego bramę otwierał dozorca Popiołek z serialu „Dom”.

Po zaakceptowaniu lokalizacji architekci radzieccy odbyli długą podróż po Polsce. Jeździli to tu, to tam i podpatrywali naszą narodową architekturę. Wszystko po to, żeby nadać jakieś cechy historyczne planowanej socrealistycznej bryle. Dzięki tym wojażom mamy Salę Kongresową w kształcie krakowskiego Barbakanu, zaś szczyty budynku wieńczy attyka, prawie taka jak ta renesansowa w Kazimierzu nad Wisłą.

Budowa Pałacu Kultury i Nauki rozpoczęła się 2 maja 1952 roku. Pracowało na niej około 3,5 tysiąca robotników głównie pochodzących ze Związku Radzieckiego, choć i wielu naszych specjalistów dostawało nakazy pracy na budowę pałacu. Dla tych przyjezdnych wzniesiono drewniane domki na Jelonkach, tworzące osiedle „Przyjaźń”.

W czasie budowy nie obyło się też bez wypadków śmiertelnych. Ilu robotników zginęło tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Podobno zdarzały się przypadki, że niektórzy z nich żegnali się z życiem wpadając do zbiorników ze świeżym betonem i tam zostali na zawsze. Tych, którzy spadali z wysokości lub ginęli w innych okolicznościach udało się pochować. Dziś na Cmentarzu Prawosławnym na Woli mamy szesnaście mogił budowniczych pałacu.

W interesujący sposób ustalono wysokość wznoszonego obiektu. Do tego celu wykorzystano samolot radziecki, kukuruźnik, ciągnący za sobą balony. Architekci obserwowali te „wyczyny” z praskiego brzegu Wisły. I kiedy pilot nadlatywał nad teren budowy, dostawał dyspozycję, aby lecieć wyżej. W końcu „stanęło” na 230 metrach. Gdybyśmy dokładnie zmierzyli tego giganta, to cyfry wyglądałyby następująco: wysokość od punktu „0” z wieżą to 184 metrów, wraz z iglicą 227 metrów, a gdy dodamy jeszcze anteny to mamy 231,68 metrów.

Wszystkich pomieszczeń, tych wielkich i tych mniejszych, zaplanowano w pałacu 3288. I tu ciekawostka. Gdyby w jednym z tych pomieszczeń urodziło się dziecko i każdy dzień swojego życia spędziłoby w kolejnych, to opuściłoby ten gmach w wieku dziewięciu lat.

Fasada budynku została zaś wykonana ze spieków pustaków ceramicznych, produkowanych na Uralu. Detale powstały z wapienia, piaskowca i granitu. Przy głównym wejściu „posadzono” na pomnikach Adama Mickiewicza i Mikołaja Kopernika, a nad drzwiami wykuto napis: Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, dziś starannie zasłonięty neonem.

Dokładnie 22 lipca 1955 roku, po trzech latach budowy, pałac został przekazany na ręce premiera Józefa Cyrankiewicza dla całego społeczeństwa polskiego.  Wielu gości odwiedzało to miejsce, a każdy chciał wjechać windą na taras widokowy, znajdujący się na XXX piętrze, na wysokości 114 metrów.

W 1958 roku rozpoczęła się czarna seria samobójczych skoków z tarasu widokowego. Po kilku, niestety udanych, próbach w oknach tarasu pojawiły się kraty. Pałacowy taras bez krat okiennych mogliśmy oglądać jeszcze w scenach filmu “Mąż swojej żony” w reż. Stanisława Barei z 1960 roku. Wiesław Gołas (jako mistrz bokserski Ciapuła) pokazuje w nim Elżbiecie Czyżewskiej (Renacie z Włocławka) panoramę Warszawy.

Pałac Kultury i Nauki wykorzystywany był jako plan filmowy jeszcze kilkakrotnie. Wspomnę sceny z filmu „Miś”, kiedy to Ryszard Ochódzki pieszo pokonał XXX pięter, „Rozmowy kontrolowane” ze słynnymi słowami „To się odbuduje”, po niefortunnym spuszczeniu wody w toalecie, czy tajemnicze podziemia, które zagrały w „Ekstradycji”. A tak przy okazji, nie ma pod pałacem żadnych tajemniczych schronów ani tajnych przejść. Są natomiast dwukondygnacyjne piwnice, w których mieszkają pałacowe koty i strzegą dobytku w piwnicznych magazynach.

Wiele kontrowersji przez wszystkie swoje lata wzbudzał ten dar narodu radzieckiego. Jedni go podziwiają, inni chcieli go rozebrać, jeszcze inni zasłonić. Spór o przyszłość tego gmachu został zakończony decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w dniu 2 lutego 2007 roku o wpisaniu Pałacu Kultury i Nauki na listę zabytków.

Wysłuchała Anna Krzesińska

fot. Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Więcej ciekawych opowieści znajdziemy w Sekretach Warszawy.

Skomentuj