Niektóre są skrzętnie ukryte przed wzrokiem przechodniów, inne widzimy codziennie, jadąc do pracy czy po prostu spacerując. Wszystkie jednak mają swoją niezwykłą historię lub tajemnicę. Tym razem w przewodniku Polskamowi.pl po nieznanej Warszawie Ewa Sztompke opowiada o pomniku Fryderyka Chopina w Łazienkach.

„Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem obywatel świata” – tak o Fryderyku Chopinie napisał w nekrologu Cyprian Kamil Norwid. Choć kompozytor i pianista urodził się w Żelazowej Woli, to właśnie w Warszawie spędził dwadzieścia lat swojego życia. Tu mieszkał, chodził do szkoły, studiował, koncertował, a także bawił się w gronie przyjaciół i przeżył swoją pierwszą miłość. Wyjechał z ukochanego miasta tuż przed wybuchem powstania listopadowego w 1830 roku i nigdy już do Warszawy nie wrócił. Powróciło  jedynie jego serce, a sam mistrz spoczął w Paryżu na cmentarzu Pere Lachaise.

Nic więc dziwnego, że właśnie to Warszawskie Towarzystwo Muzyczne wystąpiło z inicjatywą budowy pomnika Fryderyka Chopina w jego ukochanym mieście. Niełatwo było uzyskać zgodę władz carskich, którzy uczczeniu pamięci Wielkiego Polaka byli wyjątkowo nieprzychylni.
Jak zwykle, gdzie diabeł nie może tam babę pośle, udało się to pewnej kobiecie. Otóż w 1901 roku car Mikołaj II zapragnął nagrodzić koncertującą w Rosji śpiewaczkę międzynarodowej sławy Adelę Bolską. Ta jako nagrodę poprosiła o zgodę na budowę pomnika Chopina i… takową otrzymała. Wraz z mężem hrabią Aleksandrem  Brochockim utworzyła komitet budowy pomnika i przeznaczyła na ten cel dochody z koncertów.
Władze carskie co prawda wydały zgodę na powołanie komitetu, ale bardzo ograniczyły jego możliwości działania. Zakazały między innymi zamieszczania ogłoszeń prasowych, a zbiórka pieniędzy mogła być prowadzona tylko w środowiskach muzycznych. Zdarzało się też, że rekwirowano zebrane fundusze. Tak było z pokaźną sumą wpłaconą przez Ignacego Jana Paderewskiego. Nie wyraziły też zgody na rozpisanie konkursu na projekt pomnika. Zwrócono się więc bezpośrednio do artysty rzeźbiarza Wacława Szymanowskiego (ucznia Cypriana Godebskiego), który w swojej pracowni rozpoczął pracę nad dziełem życia.
Dziwnie jednak musiał się poczuć artysta, kiedy w 1908 roku konkurs na projekt pomnika Chopina został jednak rozpisany. Niektórzy przebąkiwali, że to tylko formalność, bo i tak wygra rozpoczęty już projekt pana Wacława. Tak też się stało i prawdopodobnie fakt ten przyczynił się do późniejszej ogromnej krytyki gotowego już dzieła.
Problematyczne okazały się również zatwierdzenie projektu przez ASP w Petersburgu. Władze Akademii nie spieszyły się z werdyktem. Dopiero dwukrotna interwencja samego Szymanowskiego u ciotki cara Marii Pawłownej Romanowej, będącej prezesem  tamtejszej ASP, przyniosła rezultaty. Również w temacie lokalizacji przyszłego pomnika Fryderyka Chopina toczył bój z władzami  carskimi. Te wskazały Plac Warecki (dzisiejszy Powstańców Warszawy), a Szymanowski od początku podjęcia prac upodobał sobie Łazienki. Wszystko to spowodowało  znaczne opóźniania w pracach.
W 1914 roku model w końcu był gotowy. Niestety, odlewu nie zdołano dokonać. Wszelkie prace przerwała I wojna światowa.

W wolnej już II Rzeczypospolitej Wacław Szymanowski przypomniał społeczeństwu o swoim niedokończonym dziele. Jednak i w tym przypadku sprawy nie potoczyły się tak prosto. O ile secesyjny projekt do 1914 roku nie budził sprzeciwów i był akceptowany przez znawców sztuki jako zgodny z obowiązującymi trendami, o tyle po I wojnie secesja nie była już w modzie. Uważana za przeżytek, odrzucana, ustępowała modnemu modernizmowi. Nie zwracając uwagi  na opinie znawców sztuki, dzięki niesłychanemu uporowi Szymanowskiemu udało się w 1923 roku ponownie utworzyć Komitet Budowy Pomnika Fryderyka Chopina i tym razem sprawę doprowadzić do końca.

Pomnik odlano w Paryżu. Gotowe elementy montowano już na miejscu w Łazienkach. Cokół i basen z czerwonego wąchockiego piaskowca zaprojektował wybitny architekt Politechniki Warszawskiej Oskar Sosnowski, a wykonawcą była łódzka firma Urbanowskiego. W końcu, na cztery lata przed śmiercią, Wacław Szymanowski mógł ujrzeć gotowe dzieło swego życia. Pomnik Fryderyka Chopina w Łazienkach Królewskich został odsłonięty 14 listopada 1926 roku. Nie wszystkim jednak przypadł do gustu, a krytykę i gorzkie słowa autor słyszał dosyć często.
W czasie II wojny światowej los  jedynego w  Polsce secesyjnego pomnika został przesądzony. W kwietniu 1940 roku Hans Frank wydał odezwę, wzywającą do zbiórki  metali na potrzeby zbrojenia armii niemieckiej. W przypadku pomnika Chopina było to 16 ton brązu, nic więc dziwnego, że 31 maja tego roku Łazienkami wstrząsnęła potężna eksplozja. Wysadzony w powietrze, pocięty na mniejsze części, pomnik Fryderyka Chopina został wywieziony koleją na zachód. Oryginalne dzieło Wacława Szymanowskiego przestało istnieć. Na pustym cokole, pod osłoną nocy, pojawił się napis: „Nie wiem, kto mnie zdjął, ale wiem dlaczego, bym nie zagrał jemu Marsza Żałobnego”. Był to pierwszy warszawski pomnik zniszczony przez hitlerowców.
W 1946 roku, kiedy porządkowano teren Łazienek, na cokole pomnika wyryto kolejny napis: „Posąg Fryderyka Chopina zburzony i zagrabiony przez Niemców w dniu 31 maja 1940 roku odbuduje Naród.” I tak też się stało, choć i tym razem nie obyło się bez problemów. Wacław Szymanowski projektując to ważne dla niego dzieło wykonał wiele kopii. Niestety, hitlerowcy skutecznie „rozprawiali się” z historią i kulturą Polski, niszcząc przy okazji wszystkie zachowane modele pomnika Chopina. We Wrocławiu odnaleziono jedynie głowę Fryderyka. Było to jednak zbyt mało, żeby odwzorować pomnik.
Dopiero w 1956 roku, odgruzowując zniszczony dom Wacława Szymanowskiego na Mokotowie, udało się odnaleźć niewielki (60 centymetrów wysokości) model pomnika Chopina. Na podstawie tego modelu przystąpiono do wykonania wiernej repliki zniszczonego oryginału. Rzeźba pomnika powstawała pod kierunkiem profesora Władysława Wasiewicza. Ważący, jak oryginał 16 ton odlew wykonała spółdzielnia „Brąz dekoracyjny” (dawniej Bracia Łopieńscy). 11 maja 1958 roku dzieło powróciło w końcu na swoje miejsce.”Na cokole pomnika Fryderyka Chopina wyryto też nowy napis – słowa Adama Mickiewicza: „Płomień rozgryzie malowane dzieje,
Skarby mieczowi spustoszą złodzieje,
Pieśń ujdzie cało…”
Co ciekawe, 1994 roku kopia naszego warszawskiego pomnika Fryderyka Chopina stanęła w japońskim mieście Hamamatsu.

Wysłuchała Anna Krzesińska

fot. Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Więcej ciekawych opowieści znajdziemy w Sekretach Warszawy.

Skomentuj