"Wino – światło słońca uwięzione w wodzie” – Galileusz

Gdy w 1982 roku Polskie Radio rozpoczynało emisję pierwszych list przebojów muzycznych, nikt nawet nie podejrzewał, że w naszym kraju rodzi się właśnie możliwość tworzenia zupełnie nowej listy. Nie muzycznej, ale takiej na której znajdą się nazwy polskich winnic i polskich win gronowych.  Właśnie w 1982 roku, pionier odtwarzania tradycji winiarskich w Polsce, pan Roman Myśliwiec przy wsparciu węgierskich winiarzy zasadził pierwsze krzewy winorośli w Winnicy Golesz, niedaleko Jasła. Tym samym przerwał stosowaną od lat 50-tych XX wieku politykę władz PRL wspierającą produkcję win owocowych. Dziś już legendarna Winnica Golesz stała się miejscem odrodzenia winiarstwa w Polsce. Marzeniem Romana Myśliwca było udowodnienie, że towarowa produkcja win w Polsce jest możliwa i opłacalna, a z odmian, które dobrze znoszą polski klimat można wytworzyć dobrej jakości wina stołowe, a nawet wina jakościowe.  Wiadomo jednak, że samo marzenie nie wystarcza, a do realizacji tak ogromnego celu potrzebna jest wiedza, ciężka praca i ludzie, którzy podchwycą naszą pasję. Po prostu zakochają się w winie.

Wyborne wino budzi entuzjazm, a cokolwiek robisz z entuzjazmem najczęściej kończy się sukcesem” – baron Phillippe de Rosthchild

I takie właśnie słowa słyszą rozmawiając z winiarzami i zadając im banalne – bo rzeczywiście słyszą je bardzo często –  pytanie „Dlaczego właśnie wino?”. Okazuje się jednak, że odpowiedź nie jest tak prosta. Powodów  założenia winnicy jest wiele, ale tym co powtarzają wszyscy winiarze są słowa – pasja, hobby, emocje, które w stosunku do wina są na tyle silne, by stały się nie tylko pracą, ale i sposobem na życie. Dla niektórych jest to kontynuacja tradycji rodzinnej, dla innych zupełnie nowy etap w życiu. Oczywiście ważny jest także dochód, zwłaszcza, że praca w winnicy nigdy nie ma końca. Większość winiarzy, przynajmniej przez pierwsze cztery lata od założenia winnicy, zanim pojawią się pierwsze znaczące zbiory, utrzymuje się z dodatkowej pracy. Na szczęście zdaniem Ewy Wawro, autorki pierwszego przewodnika po winnicach Polski „polskie wino idzie na pniu”.  Winiarze mają wręcz problem z odłożeniem wina do leżakowania.

„Wino zdradza, co znajduje się w sercu człowieka” – powiedzenie arabskie

Nasze społeczeństwo zmienia kulinarne i alkoholowe upodobania. Nie są to już ciężkie trunki, likier, piwo – ale właśnie wino. Coraz więcej podróżujemy, również w te strony, gdzie istnieje kultura picia wina i przywozimy z nich zarówno chęć na założenie winnicy, jak i smak na kieliszek chłodnego Pinot Gris. Czy jednak staniemy się towarową potęgą w produkcji win? Raczej nie. Nasze wina prawdopodobnie nigdy nie będą zalegać na półkach supermarketów. Czy jednak muszą? Zdaniem Ewy Wawro „polskie winiarstwo jest skazane na enoturystykę”, czyli podróże do winnic. Decyduje o tym kilka czynników. Po pierwsze jest to niewielki areał upraw – 300 ha. Polski Instytut Winorośli i Wina szacuje , że aby zaspokoić  polski rynek, przy średniej spożycia około 3 litry wina na osobę potrzeba około 17 tys. hektarów winorośli.  Po drugie decyduje  klimat ograniczający liczbę odmian, które mogą przetrwać mróz poniżej 20°C. Ponadto podróże by skosztować polskich win to nowość, ciekawostka, odkrycie w świecie znanych win włoskich, francuskich czy hiszpańskich. Do polskich winnic przyjeżdżają dokładnie tacy pasjonaci, jak nasi winiarze, przyjeżdżają koneserzy i kolekcjonerzy smakowych przygód, a także osoby, które planują założyć własną winnicę. Pozostałą część stanowią wycieczki, imprezy firmowe i okolicznościowe, a także turyści, którzy nie są zainteresowani winem, ale po prostu agroturystyką, którą ma w swojej ofercie wiele winnic. Czym zatem jest winnica w Polsce? Najmniej jest winnic kilkunastohektarowych, jak na przykład krakowska Winnica Srebrna Góra, leżąca u stóp klasztoru o.o Kamedułów na Bielanach. Obecnie zajmuje ona 12 ha, a w planach ma być powiększona do 24 ha. Znacznie więcej jest winnic, których obszar to 1- 3 ha. Wówczas produkcja sięga kilkunastu tysięcy butelek rocznie i zaczyna przynosić dochód. Większość z nich sprzedaje wino na miejscu, ale są także winnice, jak winnica Wieczorków w Borku, gdzie do sprzedaży poza winnicą idzie aż 70% produkcji. Odbiorcami są restauracja i sklepy w dużych miastach.  Najwięcej jednak jest w Polsce winnic, które mają maksymalnie do 50 arów. I to właśnie one, w opinii pani Ewy Wawro, odgrywają największą rolę w polskiej enoturystyce. Czy będzie ich przybywać? Trudno powiedzieć. Na pewno ostatnie 6 – 8  lat pokazało, że produkcja win cieszy się ogromną popularnością.

Justyna Zwolińska

Skomentuj