Przez wiele lat praca świetlic szkolnych nie była doceniana. Dopiero po zmianach ustrojowych od 1989 roku, w związku z zawodowym rozwojem i wydłużeniem pracy rodziców, dzieci coraz częściej trafiają pod opiekę świetliczanek.

Zmieniły się standardy i wymagania dla tych szkolnych miejsc czasowego pobytu uczniów. Z naszej obserwacji wynika też, że świetlica pozostanie bodaj jedyną częścią szkoły, której reforma oświaty niemal w ogóle nie dotknie. Jest więc coś, co jest przystanią i pewnikiem dla dzieci, uczniów oraz nauczycieli.    

Świetliczanka

Faustyna Krukowska korzystając z promieni słonecznych, grupę ponad dwadzieścioro dzieci wzięła na spacer. Opowiadała im o wiośnie, która właśnie nadeszła. To jeden z bardzo wielu tematów, jakie realizuje w szkolnej świetlicy w Poznaniu. Szkoła jest duża, ma około tysiąca uczniów i kilka sal, przeznaczonych na świetlicę.

– Tak, to moje imię faktycznie wszystkich interesuje. Prababcia była nauczycielką, uczyła wszystkiego i wychowywała wiejskie dzieci. To taka nasza rodzinna „siłaczka”. Moje imię więc nawiązuje do babci, a nie do siostry Faustyny Kowalskiej, choć i ta nie jest mi obca duchowo – opowiada czterdziesto kilku letnia świetliczanka.

Wychowawczyni świetlicy szkolnej musi mieć wykształcenie pedagogiczne o kierunku opiekuńczo-wychowawczym. Już nie spotkamy w świetlicach pań, które – choć byłyby w swym podejściu do dzieci doskonałe – nie mają odpowiedniego przygotowania. Tu trzeba być pedagogiem, psychologiem i dyplomatą. Nie bez znaczenia jest też własna siła wewnętrzna i przekonanie do pracy. – Podam panu przykład. Mieliśmy chłopczyka, który zaczął płakać, gdy nikt po niego nie przychodził, a było już po zamknięciu świetlicy. Z punktu widzenia obowiązujących procedur, powinnam zawiadomić policję i przekazać jej dziecko – opowiada Faustyna – ale jednak wstrzymałam się. Kilka osób, które były jeszcze w szkole i ja, intensywnie myśleliśmy jak odnaleźć mamę chłopca lub babcię, bo te dwie panie były upoważnione do odbioru dziecka ze szkoły. Wreszcie okazało się, że jego mama  została dłużej w pracy, a babcia miała awarię telefonu. Ile myśmy się nadenerwowali! – kończy Faustyna.

Praca z własnym programem

Świetlica otwierana jest już o 7 rano, a zamykana o godz. 18. Prawie wszystkie dzieci są  zapisane i trafiają do niej po lekcjach, przyprowadzane przez nauczyciela ostatniej lekcji. Nawet jeżeli w tym samym czasie mają np. dodatkowe zajęcia sportowe lub inne, wychowawczynie ze świetlicy, jako odpowiedzialne za uczniów, same ich odprowadzają i przyprowadzają.

Po pierwszych wiosennych obserwacjach, które łączyły się z drobnymi ćwiczeniami fizycznymi, teraz pora na nieco teorii. – Przygotowałam slajdy – mówi Faustyna – i będę opowiadać o starym polskim obyczaju topienia marzanny. Dzieci są w różnym wieku, więc swoją wiedzę świetliczanka musi przekazać tak, aby była dobrze przyswojona zarówno przez młodsze, jak i starsze. Slajdy są dla wszystkich dobrym rozwiązaniem. Tematykę zajęć w świetlicy wyznacza polski kalendarz świąt i uroczystości, pory roku, czasami jakieś szczególne wydarzenia, o których akurat dużo się mówi. Bardzo ważnym blokiem tematów, poruszanych podczas zajęć w świetlicy, jest wszelkiego rodzaju profilaktyka. – Dużo mówimy o bezpieczeństwie na drodze, podczas zabawy na podwórku. Uczymy jak rozpoznać zagrożenia ze strony dystrybutorów narkotyków. Uczulamy na niebezpieczeństwa czyhające w Internecie; nie mówiąc już o profilaktyce zdrowotnej. No i zawsze musi znaleźć się miejsce na patrona szkoły. Są gry, zabawy, także wycieczki poza szkołę.

Program merytoryczny wychowawcy przygotowują sami. Jest on zatwierdzany przez dyrekcję szkoły i Radę Rodziców. Opinia rodziców jest szczególnie ważna, bo liczą oni na to, że po lekcjach, gdy ich pociechy muszą jeszcze zostać w szkole, świetlica zadba o rozwój ich zainteresowań w atmosferze swobody pracy poza systemem klasowym i ocen. Ważna rzecz: świetlica szkolna to taki neutralny teren, nie przynależny żadnej klasie, żadnemu przedmiotowi, żadnej pracowni – ale wspólny, pisze w autorskim programie mgr Grażyna Michalczyszyn, wychowawca świetlicy [źródło: szkolnictwo.pl].

Co ciekawe, nie ma założeń programowych ani szczególnych wskazówek, dotyczących zajęć w świetlicy szkolnej. O obowiązku utworzenia świetlicy w szkole mówi paragraf 67 Ustawy o systemie oświaty z 1991 roku, punkt 3 (stan prawny z dn. 20 marca br.). I bodaj najważniejszym, sformułowanym tam przepisem jest wyznaczenie maksymalnej liczby uczniów, pozostających pod opieką jednego opiekuna – nie może ona przekroczyć 25 dzieci. Jak mówi Faustyna Krukowska, zapis ten jest bardzo surowo przestrzegany.

Jesteśmy za dzieci odpowiedzialni, ale też boimy się konsekwencji, jakie mogłyby nas wychowawców spotkać, gdybyśmy zrobili coś wbrew temu przepisowi – wyjaśnia.

To, co wydaje się w świetlicy najważniejsze – interesujący, prorozwojowy program wychowawczy, jest dziełem wychowawców. Sami każdego roku przygotowują założenia programu, a potem je z mozołem realizują.

Świetlicy reforma nie tyka

Wraz z reformą oświaty, w ramach której w Polsce wrócą szkoły podstawowe ośmioklasowe, a zlikwidowane zostaną gimnazja, nauczyciele mają wiele wątpliwości i pytań. W najmniejszym stopniu dotyczą one działania świetlic szkolnych.

Wspomniany zapis, dotyczący świetlicy szkolnej został wprowadzony do ustawy w 2014 roku. W nowych założeniach programowych o tej wychowawczej komórce szkolnej nie ma mowy. Wychowawcy nadal będą więc pisać programy roczne. Jedynie, co rodzi na razie zrozumiałe pytania, to liczba i wiek dzieci, które będą uczęszczać do świetlic. Nie wiadomo bowiem, czy rodzice dzieci klas siódmych i ósmych zechcą je oddawać pod opiekę świetlicy. Trudno powiedzieć również, czy same dzieci w wieku do niedawna nazywanym gimnazjalnym, zechcą ze świetlic korzystać. – Tu, jeśli będą zmiany to niewielkie – przypuszcza Faustyna – bo nie znikną nam dzieci ze szkół w ogóle, tylko znajdą się w innych placówkach i klasach. Tak jak u nas, w podstawówce, może przybyć tylu uczniów, ilu trafi do tych dwóch ostatnich klas. Mogę sądzić z doświadczenia, że oni do nas raczej nie przyjdą, albo będzie ich naprawdę niedużo. I wie pan co, chyba jesteśmy jedyną grupą pośród kadry pedagogicznej, która nie musi się obawiać o swoje zatrudnienie. Może będą jakieś niewielkie przesunięcia, ale nie czujemy się zagrożeni, jeśli chodzi o pracę.

Gdy tak rozmawiamy, do wychowawczyni podeszła dziewczynka, pokazując skaleczoną rękę. Faustyna popatrzyła, sięgnęła do własnej torebki, wyjęła gazik, bandaż i poszła z nią do łazienki, aby zatamować upływ krwi. Gdy wróciła, uśmiechnęła się, dodając:

Nie, „krwawych” skutków reformy oświaty w świetlicy się nie spodziewam. A, że pielęgniarka w szkole by nam się przydała, to już temat na inną rozmowę.

Jan Leśny

 

Skomentuj