Młody odyniec o imieniu Ferdek rządzi stadkiem loch, które przybiegają do bramy, by przywitać kolejnego gościa.

W zagrodzie zbudowanej specjalnie do hodowli dzików przez Dariusza Prusaczyka w Lelisie, na północ od Ostrołęki jeszcze wiosny nie widać, ale dziki mają się doskonale karmione kukurydzą, owsem, warzywnymi oraz owocowymi resztkami z okolicznych sklepów.

– One zjedzą wszystko, poza mandarynkami i pomarańczami, bo takie chyba w lesie nie rosną – żartuje Dariusz Prusaczyk. – Ale dzieciaki, które od wiosny uwielbiają przychodzić w odwiedziny nie mają problemu by znaleźć dla nich jakieś smakołyki. Jednak najbardziej lubią wykopywać larwy robaków. Dla nich gotowe są kopać wielkie doły – dodaje hodowca.

Swoje marzenie o hodowli dzików Dariusz Prusaczyk zrealizował 5 lat temu. Po wybudowaniu zagrody oraz okazałego domku z prawdziwą  sypialnią dla zwierząt oraz magazynem paszy uzyskał oficjalną zgodę na podjęcie chowu dzików i pojawiły się pierwsze zwierzęta. Teraz są pod stałą opieką weterynaryjną w swojej dobrze strzeżonej zagrodzie.

– Dla mnie to bardziej hobby niż rolnicza hodowla, choć jestem rolnikiem i znam się na prowadzeniu gospodarstwa. Kiedy przyjadę po pracy do moich mordeczek, jak powitam się z Ferdkiem, to taki mam relaks, jak nigdzie indziej. Docenia to cała rodzina, dwóch dorosłych synów i żona, którzy także polubili naszych czworonogich gości. One także nas lubią, choć zachowały dziki charakter, co widać po ich fantastycznym węchu i słuchu, a także w czasie huczki, kiedy Ferdek ustala kto ma wyłączne prawo do krycia loch  – z prawdziwym znawstwem opowiada pan Darek, co jakiś czas spoglądając w stronę pierwszej w okolicy łaciatej lochy, która w osobnej zagrodzie właśnie spodziewa się pasiastego potomstwa.

Gdzie w Lelisie można znaleźć hodowlę dzików pana Darka wie każde dziecko. Na co dzień hodowca prowadzi firmę transportową, a w chwilach wolnych gra w piłkę nożną jako podpora miejscowego B-klasowego GLKS Lelis. Synowie także polubili piłkarskie boiska i grają w ligowych klubach, ale po zakończeniu kariery obiecują, że dzikom zapewnią dobre warunki do życia w przydomowej hodowli. Może więc rządzić będzie inny odyniec, ale dzisiaj to Ferdek jest najważniejszy i to on najbardziej radośnie wita swoich gości.

 

 

 

tekst i fot. Antoni Kustusz

 

 

 

 

Skomentuj