W PRL-u był miejscem, gdzie można było kupić tak deficytowe towary, jak: alkohol bez kartek, cytrusy, niemieckie proszki do prania, kożuchy czy jeansy.

Bazar Różyckiego – dla wielu miejsce kultowe, obecnie podupada. Czy jest szansa na drugie życie tego praskiego targowiska?  Przypomnijmy dzieje tego niezwykłego miejsca. Jego historia zaczyna się w 1874 roku, kiedy to praski aptekarz i przedsiębiorca Julian Różycki zaczął kupować działki położone pomiędzy ulicami: Targową, Ząbkowską i Brzeską. W 1901 roku na tym właśnie terenie oficjalnie otworzył targowisko, nazwane później Bazarem Różyckiego. W okresie międzywojennym zyskało ono ogólnomiejską sławę, jako miejsce, gdzie można kupić dosłownie wszystko, a w czasie wojny pełniło rolę czarnego rynku, na którym handlowali zarówno Polacy jak i Niemcy. W 1950 roku został znacjonalizowany. To jednak nie przeszkodziło prywatnej inicjatywie prowadzić tam prężnych biznesów.

Żył Bazar Różyckiego własnym sielskim życiem przez długi okres PRL-u będąc taką malutką  oazą kapitalizmu. Można tam było dostać alkohol bez kartek, papierosy z Albanii, tureckie swetry, kożuchy i dżinsy, rosyjskie złoto, węgierskie mydełko Fa, niemieckie proszki do prania. Sielskie życie wiedli też bazarowi kieszonkowcy, którzy niejednego klienta oskubali z portfela, a „zyski” mieli niemałe, bo wiadomo, że nikt z pustym portfelem na bazar nie szedł.  Ten specyficzny klimat Bazaru Różyckiego inspirował artystów. O bazarze pisał Leopold Tyrmand w powieści „Zły”, śpiewał o nim Jarema Stępowski a wielu reżyserów filmowych wykorzystywało Różyca jako miejsce akcji. Bazar zagrał w takich produkcjach, jak: „Stawiam na Tolka Banana”, „07 zgłoś się”, „Przepraszam, czy tu biją”czy „Akcja pod Arsenałem” – przypomina stołeczna przewodnik Ewa Sztompke. – Początek końca świetności Bazaru Różyckiego wiąże się z 1989 rokiem. Konkurencja w postaci nowo powstających bazarów, w tym największego w Europie na Stadionie Dziesięciolecia powoli wykańczała słynny Bazar Różyckiego. W początkach lat 90. Różyc cieszył się złą sławą. Został zdominowany przez świat przestępczy i stał się czarnym punktem na mapie Warszawy. Strach było tam chodzić. Mimo tych przeciwności Bazar Różyckiego przetrwał do naszych czasów. I choć kupców na nim niewielu, niewielu też odwiedzających to nadal czuje się tu specyficzną atmosferę – dodaje pani przewodnik.

Niewiele jednak zostało z dawnej świetności tego miejsca. Zardzewiałe, rozwalające się budki, często pozamykane na głucho, przeciekające daszki czy popękany bruk nie zachęcają do odwiedzin, a wręcz odstraszają potencjalnych klientów. „Nowe życie” temu miejscu miała mu dać rewitalizacja.

Dokładnie rok temu w Muzeum Warszawskiej Pragi, zaprezentowana została nowa odsłona projektu przebudowy bazaru autorstwa architekt Aleksandry Wasilkowskiej. Do pierwszej koncepcji z 2015 roku zgłoszono bowiem wiele uwag, dotyczących przede wszystkim kształtu budek i uliczek. Po zmianach zgłoszonych m.in. przez mieszkańców nowy projekt nawiązuje do historii Bazaru Różyckiego. Zachowane zostały historyczne detale takie, jak: XIX-wieczna brama czy wielki niebieski syfon, który onegdaj górował nad kranami i stanowił reklamę  wytwórni wód mineralnych, należącej do rodziny Różyckiego. W nowej wizji przebudowy bazaru zwiększona została liczba stoisk do około sześciuset budek wraz z tzw. „wystawkami”, czyli schodkami, na których sprzedawcy mogliby prezentować swój towar. Architekt zaprojektowała też piętro, na którym mieściłyby się zakłady usługowe jak fryzjerstwo czy gastronomia oraz przestrzeń, w której można byłoby zaaranżować plenerowe kino, miejsce koncertów oraz niewielki plac zabaw dla dzieci. Większości zgromadzonych wówczas na spotkaniu mieszkańców spodobało się nowa koncepcja. Pozostaje pytanie czy i kiedy zostanie ona zrealizowana. Potencjalną rewitalizację blokują bowiem spadkobiercy dawnych właścicieli, którzy odzyskali część terenu bazaru.

Teren miejski to zaledwie 1/3 bazaru. Pozostałe 2/3 to teren spadkobierców. Koncepcja nowej aranżacji dotyczy całego bazaru w dzisiejszych granicach. Wykonanie prac budowlanych jedynie na części miejskiej, bez dostępu do terenu spadkobierców (chociażby jako placu manewrowego) byłoby mocno utrudnione, jeśli nie niemożliwe. Ponadto tak okrojony bazar nie spełniałby wszystkich przewidzianych w projekcie funkcji. Realizacja koncepcji będzie możliwa po uzyskaniu tytułu prawnego do nieruchomości – informuje Marta Plasota z stołecznego ratusza.

To jednak może potrwać. Ile? Nie wiadomo.

Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Skomentuj