Trasa Green Velo to największy szlak dla cyklistów w Polsce.

Trasa ma ponad 2 tys.  km i prowadzi przez województwa warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie. Na jego realizację Unia Europejska przekazała 274 mln zł.  Miałem zaszczyt, choć w  niewielkim stopniu uczestniczyć w konsultacjach przy jej projektowaniu a część trasy już przejechałem, dlatego postaram się opisać  jakie są największe wady i zalety tego szlaku a przede wszystkim, dla kogo jest ta trasa…

Największe takie przedsięwzięcie 

W Polsce mało poważnie podchodzi się do turystyki rowerowej.  Choć rowerów coraz więcej, nadal jesteśmy kiepsko przygotowani na „rowerową rewolucję”. To kwestia między innymi transportu rowerów koleją lub autobusami, przystosowania miejsc noclegowych czy wreszcie tras dla rowerzystów.  Green Velo miało być nie kolejnym krokiem a skokiem w stronę wysoko rozwiniętej turystyki rowerowej. Nie ukrywajmy, budżet okazał się pokaźny.  Dla osób wytyczających trasy i zarządzających projektem to było duże wyzwanie,  w naszym kraju wciąż mało jest tras rowerowych dłuższych niż kilkaset kilometrów, a tu trzeba było stworzyć coś zupełnie nowego od początku.

Krok po kroku

Ambicje i dobre chęci projektantów Green Velo musiały się  zetknąć ze smutną polską rzeczywistością. Dlaczego? Bo wykonanie tras należało do samorządów, które wciąż uczą się i wciąż nie rozumieją prawdziwych potrzeb rowerzystów.  Mowa tu zwłaszcza o odcinkach trasy prowadzących istniejącymi już drogami dla rowerów – często wytyczonych nieprzyjaźnie dla rowerzysty. Mam tu na myśli liczne barierki, ciągi rowerowo piesze, ekrany dźwiękochłonne zasłaniające widoczność. Dla zagranicznego turysty takie odcinki będą sporym rozczarowaniem, dla naszych rodzimych cyklistów pewnie  jedynie utrudnieniem. Co więcej, część trasy bazuje na już istniejących drogach dla rowerów wykonanych według starej szkoły -”ścieżki są po to, żeby rowerzyści nie jechali ulicą, po nic więcej”.  Kolejnym problem jest utrzymanie dróg rowerowych, kilkukrotnie internet obiegły zdjęcia gruntowych dróg rowerowych, które zostały rozjechane przez traktory czy samochody.

Reasumując, udało się stworzyć wiele kilometrów pięknych asfaltowych tras tylko i wyłącznie dla rowerzystów, co w Polsce jest czymś wyjątkowym.  Moim zdaniem 2 tys. km to być może zbyt ambitny cel  przy obecnym „rowerowym zaawansowaniu” samorządów. W rezultacie wspomniany skok tworzy niemałą przepaść między tym co nowe i stare. Z jeden strony autorzy projektu dokładają wszelkich starań odnośnie promocji trasy a z drugiej gminy stawiają  MOR-y (miejsca obsługi rowerów) praktycznie w szczerym polu, pozbawionym jakichkolwiek walorów estetycznych.

Dla kogo ta trasa?

Trasa z pewnością nie jest dla szosowców a i trekingowcy miejscami będą mieli problemy. Chodzi o brak utwardzonej nawierzchni na wszystkich odcinkach. Trasa raczej nie sprzyja dużym prędkościom, zatem dzienny optymalny dystans wyniesie nie dużo więcej niż 100 km dziennie. W takim tempie wciągu tygodnia zobaczymy 35 % całego szlaku.

Wyjazdy Rodzinne
– Myślę, że ta trasa optymalna będzie na rodzinne wyjazdy rowerowe, gdzie rowery zabiera się do samochodu i objeżdża najbliższe okolice. Uzasadnienie jest oczywiste – trasy tylko dla rowerów, brak ruchu samochodowego a co za tym idzie – bezpieczeństwo. To chyba największa zaleta tej trasy, spokojne przejazdy przez dukty leśne, w których można zatrzymać się w dowolnym miejscu. Jest też jeden spory problem.. Na mapie nie oznaczono, jak wygląda nawierzchnia na danym odcinku – nie wiemy czy jechać będziemy z samochodami czy lasem, drogą asfaltową czy gruntową.

Średnio zaawansowany rowerzysta
– To dobra grupa odbiorców, ale raczej nie ze względu na sam szlak a jego opracowanie. Osoby, które nie są jeszcze obyte w wyjazdach rowerowych mają do dyspozycji darmowe mapy, bazę noclegów i cały szereg usług przygotowanych specjalnie pod tę trasę. Minus może być taki, że wraz ze wzrostem zainteresowania ofertą wzrosną też ceny noclegów czy restauracji.

Fani zabytków i zwiedzania.


Jeżeli lubicie zamki, ciekawe miejsca i dużo zwiedzania, to Green Velo jest do tego idealne. Na stronie projektów znajdziecie  na ten temat wiele informacji. Oferta jest naprawdę bogata. choć jak wiadomo wraz ze zwiedzaniem mamy miej czasu na jazdę. Tu mam też kilka wątpliwości odnośnie pozostawiania rowerów, może się okazać, że „sakwiarze” będą musieli losować „stróża” pilnującego dobytku.

Gdzie może być  problem?

Dojazd.
Myśląc o przejeździe trasą Green Velo, pierwsze na co wpadłem to dojazd na start trasy. To  duże wyzwanie – pociągi z przedziałami rowerowymi w sezonie są dość obłożone, dodatkowo miasta, przez które prowadzi trasa nie zawsze mają dobre połączenia, przez co jak sądzę pewne odcinki trasy będą bardzo często odwiedzane a inne prawie wcale.
Rodzaj nawierzchni.
To chyba największa wada trasy, na mapie nie zaznaczono, który odcinek jest asfaltowy, a który gruntowy. Po kilku dniach deszczu to bardzo ważna informacja.
Sklepy i punkty usługowe.
To co jest zaletą trasy – czyli przyroda jest jednocześnie jej wadą – w niektórych miejscach możemy mieć problem ze sklepami spożywczymi na trasie bądź z dostępem do sklepu rowerowego.

Podsumowując

Trasa Green Velo to duża szansa na rozwój Polski Wschodniej i turystyki rowerowej. Cała nadzieja w samorządach i przedsiębiorcach. Jeżeli promocja trasy będzie kontynuowana, gminy i powiaty będą doskonalić szlak i właściwie go utrzymywać a na rynku pojawi się oferta wycieczek z samochodami technicznymi, transportem rowerów i noclegami w przyzwoitych cenach to trud się opłaci.  W innym wypadku, trasa może się okazać kosztowną inwestycją i dużym rozczarowaniem, które może utrudniać powstawanie kolejnych tego typu szlaków.

Piotr Łuczyński

Skomentuj