Baza pod Broad Peak jest zasypana śniegiem, jest zimno, ale jutro wyruszają w górę – mamy dla Was najnowszą relację od Moniki Witkowskiej, która jest w drodze na szczyt Broad Peak w Karakorum. Portal PolskaMowi.pl jest patronem medialnym wyprawy.

Monika Witkowska smsowo informuje, że pada śnieg, jest zimno, a podejmowanie decyzji utrudniają sprzeczne prognozy pogody. Tym niemniej jutro wychodzą – może tylko do trzeciego obozu na 7100 metrów, a może wyjdzie z tego próba ataku szczytowego. Na stronie naszej podróżniczki pojawił się jej blog z wyprawy, który tam pisze – wysłany dzięki uprzejmości niemieckiego kolegi-wspinacza.

22 czerwca – w Bazie, 17 dzień wyprawy. Odwiedziny Polaków, masaż Mosina

Jak fajnie móc pogadać po polsku! Otóż siedzę sobie przed namiotem nad miednicą (bez skojarzeń – po prostu robiłam pranie), a tu nadchodzi jakaś para. Zobaczyli powiewającą przed moim „domem” biało-czerwoną flagę i… – radość była chyba obustronna! Ela i Gustaw z Gdyni (choć obecnie mieszkający w Niemczech) wybrali się na trekking sami, to znaczy bez grupy, jedynie w towarzystwie przewodnika. Ale jakiego przewodnika! Jak się okazało leciwy, ale w pełni sił pan ubrany w tradycyjną pakistańską czapeczkę, chodził kiedyś na wyprawy między innymi z Wandą Rutkiewicz czy Reinholdem Messnerem. Niesamowity zbieg okoliczności, bo wczoraj wieczorem, przy świetle latarki czytałam relację Anki Czerwińskiej z wyprawy na Broad Peak w 1983 r., z nawiązaniem do kobiecej wyprawy na K2, rok wcześniej. Liderką wyprawy z 1982 r. była właśnie Wanda, a niestety w wyniku choroby wysokościowej w jednym z obozów (na 6700 m) zmarła wtedy Halina Kruger-Syrokomska. Podobno ją wtedy u podnóża K2 pochowano, tak więc przy wczorajszej lekturze pomyślałam sobie, że powinnam jej grób odwiedzić. Gdzie on jest, jednak nie wiedziałam, a tu proszę – dzisiaj zjawia się facet, który był wtedy przy pochówku i dokładnie gdzie to jest, mi powiedział. Z ogromną przyjemnością pogadałam z rodakami przy herbacie w naszej mesie, kucharz się wykazał, bo wyciągnął jeszcze na poczęstowanie mięso jaka, no ale w końcu Ela i Gustaw musieli wracać do swojego obozowiska na Concordii. Teraz jest już popołudnie – o dziwo wyjrzało słońce. „O dziwo”, bo wczoraj wieczorem posypało śniegiem, a dzisiaj rano był deszcz. W obozie znowu atmosfera przygotowań, bo jutro idziemy od razu do dwójki – a to jednak kawał drogi, z obciążeniem. Żeby mi się lepiej szło, Mosin, nasz kucharz, którego uwielbiam!, zrobił mi masaż. Taki islamski, bez jakichś negliży, ale muszę powiedzieć że facet zna się na rzeczy (jako kucharz i masażysta mam na myśli). Wymasował mi głowę, kark, kręgosłup, nogi, ręce (bo na poręczówkach ramiona i przedramiona też solidnie pracują) – mam nadzieję, że jutro będę miała zwielokrotniony power. Umówiłyśmy się z Grace, że jutro robimy tandem wspinaczkowy – za Ruperthem (naszym liderem) i ścigantami w roli Stefana czy Marca i tak nie nadążymy, a poza tym nie widzimy sensu w narzucaniu sobie zbyt szybkiego tempa.A z ciekawostek bazowych… Co chwila przychodzą tragarze przynoszący sprzęt różnych wypraw (może niektórzy z nich są z naszej polskiej wyprawy na K2?) i dopytują się czy nie chcemy kupić… coca-coli. Cena wyjściowa: 10 dolców za butelkę 1,5 l. Rozumiem że trzeba to było przynieść kawał drogi, ale jak na razie nawet Austriacy twierdzą że to przegięcie. Chociaż… Chyba Manfred przystępuje do negocjacji.

Cały blog znajdziesz TUTAJ

 

 

Skomentuj