Kursy gotowania, i te telewizyjne i te płatne indywidualne, są ostatnio niesamowite! Wiem już, że dieta oparta na ziemniakach ze smalcem jest najkorzystniejsza dla naszego organizmu.

Choć nie! Bo dieta oparta na warzywach Indian amazońskich jest najzdrowsza. Tyle, że wielowiekowa tradycja kuchni dalekowschodniej pozwala nam zachować młodość i zdrowie. Może nie tak skutecznie jak menu mieszkańców Kaukazu, jednak w połączeniu z polinezyjskim systemem potraw z ryb…

Taaaak. Już się najadłem. I to zdrowo.

Wiem, że prawo zabrania naśmiewania się z przekonań religijnych. A z kultów i sekt gastronomicznych? No jeszcze nie!

Aby żyć musimy jeść. Miło jeść smacznie i do syta. Współczesny świat dostarcza nam żywność wytworzoną daleko i tak dalece przetworzoną, że faktycznie może być to posiłek taki sobie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że należy uważać na to co fundujemy organizmowi do metabolizowania.

Łatwo jest przestraszyć ludzi, że cywilizacja kierowana przez „koncerny” karmi nas styropianem i gazetami. Wylękniony uwierzy, że tylko „nasza” dieta jest gwarantem prawidłowego rozwoju dzieci lub zachowania witalności emeryta. Jeśli w obawie o nasz organizm zaufamy jednemu z systemów dietetycznych i oddamy mu się z wiarą, to co? To będzie super? A gdzie rozum? Gdzie instynkt?

Gotowanie w kuchni mikrofalowej jest podobno niezdrowe. Tak jak sto lat temu niezdrowe było gotowanie na kuchni elektrycznej. Pieczenie w piekarniku gazowym to zło. Posiłki przygotowujemy tylko na kuchni opalanej drewnem! Może jeszcze tylko bukowym i to sezonowanym trzy lata w cieniu lipowych liści?

Jeśli tak bardzo natura jest istotna to odsyłam do historii. W ogniu to my przetwarzamy żywność od 30 tys lat. Może ciut dłużej… A w skali czasu istnienia naszego gatunku to mgnienie oka. Czy w związku z tym mamy jeść surowe mięsko i roślinki? Ja tam akurat surowe roślinki wolę! Może to atawizm? Ale już schabik lub gąskę, to uwielbiam upieczone.

Czy nasi przodkowie mieli tak zróżnicowaną dietę jak my? Jasne, że nie. Mieli ruch, wysiłek i stres permanentny. A to miś z jaskini, a to ranny mamut, a to plemię z zachodu szukało przestrzeni życiowej… Przy takim trybie życia jedli co się udało zebrać lub złapać. I z takim menu dali nam nasze życie!

Z kulturą wysłuchuję kolejnych wykładów ekspertów jedzeniowych. Nie uśmiecham się głupio i nie zadaję trudnych pytań – nie drażnię fanatyków.

Sto lat temu nie było problemu plastikowych opakowań. Z sto lat też już nie będzie! Bo pojawiły się na Ziemi organizmy żywe (Ideonella sakaiensis) zjadające plastik. Natura sobie radzi. Myślę, że homo sapiens, też sobie poradzi z fastfoodem, liofilizacją i mikrofalą. Raczej będziemy się martwić, że plastikowy samochód naszego wnuka, nocą zeżarły jakieś robaczki!

Teraz obrona. Nie potępiam żadnego z systemów zdrowego jedzenia! Wręcz przeciwnie! Popieram je wszystkie! Wszystkie! Bo każdy guru tych systemów dba aby było smacznie. I to się liczy!

Prywatnie, pozostanę przy polskiej kuchni. Schabowy z ziemniakami i kiszoną kapustą. Ziemniaki, to akurat dopiero Sobieski jadł pierwszy na ziemiach polskich. Kapustę na rabatce wprowadziła Bona. I tylko wieprzowinka jest z naszych puszcz! Ale, cholerka, jakie to razem smaczne! I mam to gdzieś, czy zgodne z fikuśnymi zasadami mędrców ze świata diet!

Istnieje teoria, że mamy instynkt, który kieruje naszym smakiem. Chyba coś w tym jest, bo miewam okresy, gdy typowe polskie danie mi nie pasuje. I muszę zjeść coś chińskiego lub peruwiańskiego. Zapewne są tam mikroelementy potrzebne do zachowania sił witalnych… zapytam o to kiedyś kogoś mądrego na jednym z wielu dostępnych szkoleń gastronomicznych. Albo lepiej nie pytać! Jeszcze mnie przekonwertuje na dietę trocinowo-tranową?…

Mirosław Olędzki

Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Skomentuj