Tysiące litrów potu, tysiące łez. Taka jest cena sukcesu. O zespole, który powstał z marzeń Bartosz Szumowski. Siedlecka Formacja Tańca Nowoczesnego „Luz” świętuje 25 lat istnienia. To okazja do podsumowań, ale i planów na przyszłość.

Siedlecka Formacja Tańca Nowoczesnego „Luz” świętuje 25 lat istnienia. To okazja do podsumowań, ale i planów na przyszłość.
– Już jako mała dziewczynka marzyłam o tym, żeby tańczyć. Na studiach występowałam w zespole ludowym, ale cały czas czułam, że bliżej mi do tańca współczesnego. Ten gatunek jest blisko życia i przez dużą dowolność, którą się charakteryzuje, pozwala wytańczyć uczucia, problemy, emocje  ale też znaleźć odpowiedzi na dręczące człowieka pytania – mówi Joanna Woszczyńska, kierownik artystyczny i choreograf „Luzu”.

Początki formacji nie zawsze wyglądały kolorowo. Pani Joanna zaczęła jako instruktor w klubie osiedlowym przy spółdzielni mieszkaniowej. Do grup, które w nim stworzyła, zapisywało się coraz więcej młodzieży, dzieci i dorosłych. Jednak po 4 latach „Luz” dotknęły problemy lokalowe. Na szczęście wkrótce formację przygarnął Miejski Ośrodek Kultury, pod którego skrzydłami działa ona do dziś.

Najpierw zabawa, później dokręcanie śruby

Nieprzerwanie stery w „Luzie” dzierży Joanna Woszczyńska. Na pytanie, kim jest w grupie, odpowiada:
– Pedagogiem, nauczycielem, opiekunem, a czasami rodzicem, bo nasza sala baletowa to miejsce, gdzie tancerze spędzają po kilka lub kilkanaście godzin dziennie. Ale przede wszystkim staram się być osobą, która zaraża pasją i pomaga spełniać marzenia. Jak się okazuje, skutecznie. Od chwili powstania przez „Luz” przewinęło się kilka tysięcy tancerzy.

– I przelało się kilka tysięcy litrów potu – dodaje pani Joanna. – Zaczyna się od zabawy w taniec. Później jest dokręcanie śruby, czyli przygotowania do zawodów i praca nad spektaklami. Wszyscy moi wychowankowie mówią, że nauczyli się tu pracowitości, punktualności, pracy nad ciałem, pokonywania trudności oraz przezwyciężania własnych niedoskonałości. Oczywiście, że bywają też chwile zmęczenia i zwątpienia, kiedy zmienialiśmy w nocy choreografie, bo ktoś zachorował, albo nie udało się zdobyć medalu. Ale trzeba umieć to wytłumaczyć, podnieść się i wracać do pracy.

Cenniejsze od nagród

Formacja Tańca Nowoczesnego „Luz” stale podróżuje po świecie. Już 4-krotnie odwiedziła Japonię, sprawiając, że w wielu miastach jest kojarzona z Polską równie szybko, jak Chopin. Była też choćby w Gibraltarze czy na Broadwayu. Poza tym ma na swoim koncie setki nagród, od krajowych po międzynarodowe, a także dyplomy ministra kultury i dziedzictwa narodowego za „godną uznania działalność w promowaniu sztuki tanecznej”. Mimo to, zdaniem Joanny Woszczyńskiej, są sprawy cenniejsze niż wszelkie trofea:

– Najważniejszy jest proces tworzenia, dochodzenia do sukcesu, rozwijanie się. No i to, z jak wspaniałym odbiorem spotykają się nasze spektakle. Kiedy graliśmy „Szkło” o dorosłych dzieciach alkoholików, dostałam od widza wiersz, mówiący, jak ważne było dla niego to przedstawienie. A po „Dzieciach powstania ‘44”, które gramy już trzeci rok, wytworzył się most łączący 2 pokolenia, tancerzy na scenie i prawdziwe dzieci z powstania warszawskiego. Nadal do nas przyjeżdżają, a łzy wzruszenia udzielają się całej publiczności. Takie chwile pokazują, że to, co robimy, to nie tylko taniec.

Wiele osób, które należały do „Luzu”, zdecydowało związać swoje życie z tańcem. Syn pani Joanny, Bartek, występuje obecnie w duńskim teatrze tańca. Inni również odnajdują się w zawodach związanych ze sceną: są tancerzami, choreografami, instruktorami, a nawet modelkami. Zakładają też własne zespoły, jak np. lubelski UDS, jeden z najlepszych w kategorii hip-hop. Bywają też tacy, którzy, choć grupa była dla nich tylko przygodą, wracają do niej po latach, przyprowadzając na zajęcia własne dzieci.

„Luz”, jak na formację taneczną, przystało, świętował jubileusz 25-lecia pracy artystycznej specjalnym koncertem. A po nim wrócił do prób nad nowym spektaklem.

– Jesteśmy w trakcie tworzenia musicalu „Nasza klasa w PRL”, który przez przeboje polskiego rocka pokaże młodzież żyjącą w latach 80. – zdradza Joanna Woszczyńska.

Bartosz Szumowski

foto: Michał Moryl

Skomentuj