Czytelnicy portalu Polskamowi.pl na pewno wiedzą, co znaczy mieć mieszane uczucia. Jeśli nie,  to napiszę, w jakich okolicznościach nieodparcie mi towarzyszą.

Mam je na przykład obserwując kobietę, która dziewczęce lata ma już za sobą jak z ogromną intensywnością wpatruje się w etykietę, by się dowiedzieć czy ta kiełbasa po 8 złotych za kilogram nie zawiera czasami czegoś co, może wpłynąć na jej i tak już nadwątlone zdrowie. Niestety przeczytać nijak się nie da. Więc  śpieszę z pomocą. Dodam, że mam ze sobą zawsze dyżurną lupę. Kiedy zaczynam wymieniać ile jest mięsa w tej niezwykle taniej kiełbasie, kątem oka obserwując reakcję potencjalnej nabywczyni. Przecież to nie kiełbasa, po namyśle stwierdza. To może, proponuję jeszcze, popatrzymy na tę szynkę, polędwicę, wędzonkę, a może kaszankę, taka tania, a obok pasztetowa prawie za darmo. Znów poszła w ruch lupa. W końcu pada pytanie. To co ja mam kupić żeby było tanie, dobre i zdrowe? Proponuję, żeby Pani kupiła mniej, nieco droższe, ale zdrowsze. Wiedziałem, że w nieodległym sklepie można kupić „prawdziwą” wędlinę. Poszliśmy tam. Przede wszystkim rozmowa nie była „rozmową z półką”.  Sprzedawca ze znawstwem zaczął zachwalać zalety wędlin.  I wtedy usłyszałem coś na co czekałem, o ta kiełbasa pachnie i smakuje tak jak dawniej, a jaki aromat. A chleb jak kiedyś pachniał i jaki był chrupiący. Ale gdzie taki chleb czy wędliny można kupić?  I na  to pytanie nie do końca umiałem odpowiedzieć.  Dziś bowiem kupić produkty wytwarzane zgodnie z tak bogatą przecież w Polsce tradycją jest nadal trudno. Ale sytuacja nie jest beznadziejna, bowiem od stycznia b. r. weszła w życie Ustawa o sprzedaży detalicznej żywności przez rolników. Ustawą ta nie tylko da szansę dodatkowego zarobku mieszkańcom wsi , ale wyeliminuje także cały łańcuch pośredników. Tak się dzieje w wielu państwach Unii Europejskiej. W naszej Ojczyźnie jest przeogromne bogactwo  kulinarnego dziedzictwa. Znacznie bogatsze niż w innych krajach. Są jeszcze niezapomniane umiejętności przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jest chęć utrwalania pamięci dawnych smaków. Tych walorów nie możemy zaprzepaścić. Mamy ogromną szansę dzięki rozsądnemu podejściu do rozwoju małej przedsiębiorczości poprawić egzystencję wielu rodzin. W całym przedsięwzięciu jest jednak  potrzebne także zaufanie. Nowe przepisy nie zawierają  domniemania czy wręcz podejrzenia, że żywność produkowana tradycyjnie jest na bakier z higieną i bezpieczeństwem i zasłużyli na danie im szansy zaoferowania konsumentom produktów o smaku czy aromacie, którymi delektowali się ich przodkowie i którymi delektować się powinny ich dzieci i przyszłe pokolenia. Potrzebny jest wielki powrót na rynkową scenę drobnych, rodzinnych firm. Niezbędne jest także utrwalanie rodzimych ras zwierząt i roślin. Każdy doświadczony masarz wie, że nośnikiem smaku jest tłuszcz,  a mięso jest smaczne z trzody chowanej w systemie półintensywnym. Powszechna to prawda, że „ekonomia” niszczy tradycję kulinarną i jakość tradycyjnej żywności

Jesteśmy narodem otwartym. Lubimy podjąć gości smakołykami naszego stołu. Przyjeżdzający do nas turyści chcieliby posmakować produktów lokalnych i regionalnych. To one przecież są przyciągającym ich do nas magnesem. To oni potem rozsławiają nas i nasze umiejętności wśród swoich rodaków. I w tym zakresie powoli, ale konsekwentnie zmieniamy rzeczywistość. Dzieje się to za przyczyną gospodarstw agroturystycznych i wielu obiektów świadczących usługi turystom, a położonych na terenach wiejskich i małych miasteczkach. Coraz liczniej powstają tematyczne szlaki kulinarne. W połączeniu ze skarbami natury, zabytkami i przysłowiową polską gościnnością, stanowią wspaniałą ofertę z której coraz częściej  korzystają nasi rodacy i turyści zagraniczni. Co więcej nie są to odwiedziny jednorazowe, ale zachęceni wspomnieniami o pobycie w naszym kraju, chcą i wracają  by ponownie zobaczyć, posmakować i po prostu się pogościć. Wielką zasługę w rozwoju szlaków kulinarnych mają Polska Organizacja Turystyczna i Polska Federacja Turystyki Wiejskiej „Gospodarstwa Gościnne”.   W tym dziele znaczący udział ma również  Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego. Dziesięć lat identyfikacji, odtwarzania i utrwalania wypracowanego przez pokolenia dorobku kulinarnego w ramach  Ogólnopolskiego konkursu „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów” uzmysłowiło jakim skarbem narodowym dysponujemy.  W każdym wydaniu Izbowego pisma „Smak i Tradycja”  odwołujemy się do tej wielkiej podróży jaką odbyli organizatorzy tego Konkursu degustując, oceniając, ale także dokumentując ponad  piętnaście tysięcy kulinarnych specjałów. Jest zatem z czego czerpać rozsławiając umiejętności kulinarne Polaków. Ten dorobek zaowocował powstaniem organizacji pozarządowej o statusie pożytku publicznego czyli Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, która wspólnie ze Związkiem Województw Rzeczpospolitej Polskiej opracowała pierwszy i jedyny Krajowy System Jakości Żywności „Jakość Tradycja”.  System uznany przez Brukselę, Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wpisany do PROW-u dał możliwość sięgnięcia po unijne pieniądze na promocję tradycyjnej, wysokiej jakości  żywności. Produktów, które posiadają prawo zamieszczania na etykiecie tego znaku jest już ponad 250. Produkty za Znakiem „Jakość Tradycja” można już zauważyć  na rynku i to nie tylko na bazarach czy sklepach osiedlowych, ale także w średnich i dużych marketach. Na etykietach maseł, twarogów, serów dojrzewających, wędlin, miodów, chlebów i innych wypieków, słodyczy, ryb, powideł czy konfitur widniejący Znak „Jakość Tradycja”   przyciąga wzrok  klientów. To ważne bo najpierw jak wiemy „kupujemy oczami” a potem delektujemy się takim produktem. Słowo,  delektujemy jest bardzo zasadne,  bo są one wytwarzane z surowców najwyższej jakości pozyskiwanych  od naszych rolników, wytwarzanych z trzody ras krajowych, nie „zmęczonego mleka” kupowanego od rolników będących członkami małych i średnich spółdzielni. I na zakończenie wracając jeszcze raz do rozmowy w hipermarkecie. To intensywne wpatrywanie się klientki w to co zostało umieszczone na etykiecie podsunęło mi myśl o zorganizowaniu ogólnopolskiej akcji „lupa przy każdej półce”.  Będziemy mogli wtedy nie tylko przeczytać cenę, ale także to, co wspomniana kiełbasa czy szynka zawierają.

Jan Zwoliński

Skomentuj