Ani odwilż, ani lekka mżawka nie odstraszyła morsów z Ostrołęki i Łomży od wspólnej kąpieli w nurcie zimowej Narwi.

Przygotowywali się długo aż wreszcie się spotkali.  Na zmarzniętych, ale radosnych morsów czekało ognisko z grillem oraz wypieki przygotowane przez morsujących gospodarzy z Ostrołęki.

– Bardzo nas cieszą takie spotkania, bo potwierdzają nasze przekonanie o urokach morsowania, o szczerym koleżeństwie wśród morsujących. Zimowa Narew to ulubione środowisko dla morsów, bo my po prostu kochamy zimę. Dlatego cieszymy się  każdą okazją do wspólnego morsowania, a zwłaszcza, że tą miłością zarażamy coraz więcej osób, które polubiły zimowe kąpiele – wyznał po mroźnej kąpieli  Marek Będźkowski, jeden z liderów dość już licznego środowiska ostrołęckich morsów.

Liczna reprezentacja łomżyńskich morsów, ubranych w ciepłe niebieskie kurtki i czapki z żółtym pomponem ani chwili nie dała się prosić, gdy padło zaproszenie do wspólnego, karnawałowego morsowania.
– W Łomży spotykamy się nad Narwią od czterech sezonów. Najpierw zbieraliśmy się w gronie przyjaciół wspólnego spędzania czasu nad rzeką, a teraz zwołujemy się przez Internet. Kiedy po raz pierwszy ogłosiliśmy, że będziemy się kąpać zimą, to przygotowaliśmy przerębel i sądziliśmy, że przyjdzie ok. 20 osób, a przyszło 50. chętnych do morsowania. I tak trwa to co zima. Nie mamy wprawdzie tak dogodnych warunków, jak koledzy w Ostrołęce, gdzie istnieje dobrze utrzymana plażą i jest pomost, odgradzający kąpielisko od kry, ale i tak chętnych nie brakuje – opowiada Andrzej Polkowski, na co dzień pracownik łomżyńskiej drukarni.

Wspólna kąpiel, której kibicowali członkowie rodzin i sympatycy dobrze wpłynęła na humory ostrołęckich i łomżyńskich morsów. Dobrze smakowały gorące kiełbaski i ziemniaki z grilla, a do tego domowe wypieki przygotowane przez gościnnych gospodarzy.  Od razu też uzgodniono terminy następnych spotkań i wspólnych wypraw nad inne zimowe wody.

Antoni Kustusz

fot. Antoni Kustusz

Skomentuj