Nawet 2 miliony złotych - tyle będą musiały zapłacić do spółki starostwo powiatowe i urząd miasta w Gostyninie koło Płocka. To koszty utylizacji ponad 1000 ton substancji chemicznych, które znajdują się na dwóch prywatnych działkach przy ulicy Ziejkowej.

Na wezwania do ich usunięcia nie odpowiada firma Ekolider, która składowała je tam, nie mając pozwolenia.
– Wyczerpaliśmy już wszystkie administracyjne formy nacisku na właściciela przedsiębiorstwa – bez jakiegokolwiek odzewu – a w takiej sytuacji prawo obliguje nas do tzw. wykonania zastępczego – mówi starosta gostyniński Tomasz Matuszewski.
– Oznacza to, że właśnie samorząd jest teraz odpowiedzialny za pozbycie się pojemników z odpadami i tu pojawia się problem, bo nas na to po prostu nie stać. Naszą jedyną nadzieją jest pozyskanie jakiegoś dofinansowania z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który zna dobrze sprawę, bo nie możemy już na przykład liczyć na pieniądze z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska – warunkiem ich otrzymania jest posiadanie praw do feralnych działek, których my nie mamy. W najbliższym czasie czeka nas wiele spotkań i zobaczymy, co one przyniosą – dodaje.
Do utylizacji ok. 300 ton substancji zobowiązał się ponadto burmistrz Gostynina Paweł Kalinowski.
– My jesteśmy dopiero na etapie przygotowywania decyzji administracyjnej wzywającej odpowiedzialne osoby do usunięcia odpadów na własny koszt. Jeśli nie przyniesie to żadnych efektów, to oczywiście trzeba będzie znaleźć środki w miejskim budżecie, choć zamierzamy na pewno dochodzić swoich praw także na drodze cywilnej – wyjaśnia. Prokuratura Okręgowa w Płocku postawiła w tej sprawie zarzuty 2 osobom: właścicielowi spółki Ekolider Witoldowi O. i jej byłemu prokurentowi Krzysztofowi Piotrowskiemu (wyraził zgodę na publikację nazwiska). Obaj zostali oskarżeni o nieodpowiednie postępowanie z odpadami i zanieczyszczanie środowiska w znacznych rozmiarach.
– To ja jestem formalnie właścicielem działek, ale pojemniki z substancjami należą do firmy Ekolider, więc to ona odpowiada za ich usunięcie – mówi Piotrowski. – Wbrew informacjom podawanym przez Starostwo jest ich tam nie więcej niż 300-400 ton – tak wynika z kart ich przekazania – więc koszty utylizacji powinny być dużo mniejsze. Co więcej, nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy: skoro przekonuje się, że te odpady trzeba natychmiast usunąć, bo mogą zagrażać mieszkańcom, to jak to jest możliwe, że od wielu miesięcy nie było na moim terenie żadnej kontroli pojemników? Być może któryś z nich uległ rozszczelnieniu, tak jak to miało miejsce na początku ubiegłego roku? Dziwne – kończy.

Michał Michalak

Skomentuj