Kilkadziesiąt osób miesięcznie korzysta w Siedlcach z punktów nieodpłatnych porad prawnych. Jak się okazuje, dominują kobiety, i to niekoniecznie najbiedniejsze.

Punkty tego typu wprowadzono w całej Polsce na początku 2016 r. W Siedlcach z nieodpłatnych porad można skorzystać w 4 miejscach. W największym z nich, w siedzibie Urzędu Miasta, pracowała w ubiegłym roku radca prawny Zofia Gałązka.

Decyduje brak barier

Jak przypomina pani mecenas, punkty stworzono z myślą o osobach: poniżej 27 i powyżej 65 lat, maksymalnie przez rok korzystających z pomocy społecznej, posiadających ważną Kartę Dużej Rodziny, zagrożonych lub poszkodowanych katastrofą naturalną, klęską żywiołową lub awarią techniczną oraz kombatantach i weteranach. Od niedawna do tej grupy zaliczają się także ciężarne.

W Siedlcach, choć najmłodszymi klientami były 16- i 17-latki, a a najstarszymi osoby po dziewięćdziesiątce, z bezpłatnych porad najczęściej korzystają panie powyżej 65. roku życia, z wykształceniem średnim i zawodowym, w których rodzinach dochód netto na osobę wynosi od 800 do 2600 zł.

– Stopień ich zamożności nie ma wpływu na to, że odwiedzają tego typu punkty. Sporą część z nich byłoby stać na płatną wizytę u prawnika, bo to koszt rzędu 100 zł netto. Dlaczego więc przychodzą? Bo ta forma nie stwarza barier: nie trzeba się umawiać z prawnikiem na konkretną godzinę albo czekać w długiej kolejce – tłumaczy Zofia Gałązka.

Statystyczny klient nieodpłatnych porad prawnych w Siedlcach wie, jaki problem prawny chciałby rozwiązać. Ale błędy się zdarzają.

– Najczęstszym jest przekonanie, że w punktach musi być obsłużony każdy, a nie tylko grupy wskazane przez ustawodawcę – mówi pani mecenas. – Nierzadko zdarzają się też klienci, według których prawnik musi podczas wizyty rozwiązać cały problem, czyli po prostu traktują poradę jako prowadzenie sprawy sadowej za darmo, a nie jako podpowiedź o możliwościach prawnych. Jeszcze inna grupa chodzi od punktu do punktu, aż usłyszy to, co chce usłyszeć.

Nie tylko lista przebojów

W 2016 r. Zofia Gałązka obsłużyła w punkcie nieodpłatnych porad prawnych ponad 500 osób. Jak mówi, dominowały tradycyjne porady (wyjaśnienie stanu prawnego i wskazanie rozwiązania problemu), a wielokrotne wizyty miały miejsce tylko przy bardziej skomplikowanych kwestiach. Najczęściej odwiedzano ją w sprawach związanych z konfliktami sąsiedzkimi, zwykle dotyczącymi drzew rosnących na granicy działek. Następne były – w kolejności występowania: spadki, odwołania od decyzji ZUS czy KRUS, sprawy pracownicze, alimenty i kwestie okołorozwodowe. Podobna tendencja występuje w całym kraju.

Ale, jak się okazuje, bezpłatne porady prawne potrafią też wykraczać daleko poza tę „listę przebojów”. Pani Zofia pamięta sprawę związaną z lokalnym „czyścicielem kamienic” (mimo że to zjawisko występuje zwykle w dużo większych ośrodkach), kobietę, której zwykły kredyt konsumencki urósł do aż 600 tys. zł czy dorosłe dziecko aktywistki ekologicznej, chcące uniknąć obowiązkowych szczepień.

– Porady zwiększają świadomość prawną – podsumowuje z przekonaniem pani mecenas. – Dla przykładu, osoby, które przychodzą z przedawnionymi sprawami i dowiadują się, że mogą uniknąć płacenia roszczeń, stają się bardziej świadomymi wierzycielami czy dłużnikami. Myślę, że później szerzą tę wiedzę wśród znajomych, bo czasami przychodziły do mnie osoby z polecenia z podobnym problemem.

Bartosz Szumowski

Skomentuj