Akcja „Wymiana ciepła” to pomysł, który ma pokazać Polakom, że w prosty sposób można pomagać.

 

Centrum warszawskiej Woli. Niewielki namiot, w środku wieszaki. Na nich już trochę znoszony damski płaszcz, dziecięca kurteczka. W kartonach poupychano szale, czapki i rękawice. Wszystko, co jest ciepłe i zbędne. Inni, którzy z kolei potrzebują zimowej odzieży, mogą dowolne rzeczy zabrać. Akcja „Wymiana ciepła” rozniosła się błyskawicznie: prowadzona jest w 31 miastach Polski, gdzie ustawiono już 62 wieszaki.

Pantoflowa wymiana ciepła

Pomysł zorganizowania akcji „Wymiana ciepła” zrodził się w głowie Wiktorii Dorosz, teatrolożki z Warszawy. W telewizji zobaczyła informację o podobnej – węgierskiej inicjatywie. Pomysł banalnie prosty: zachęcić ludzi, by pozbyli się ciepłej odzieży, pozostawiając ją na wieszakach ustawionych na ulicach, aby potrzebujący mogli ją zabrać.
Wiktoria na Facebooku opublikowała telewizyjny materiał na ten temat.  Pierwszą osobą, która zareagowała był burmistrz warszawskiej Woli.
-Było parę głosów, że należy zrobić to i u nas – opowiada Wojciech Dorosz, współorganizator akcji, były dziennikarz Polskiego Radia. Warszawę ubiegła jednak Łódź – tam stanął pierwszy  symboliczny wieszak.  Ktoś zawiesił ubranie na płocie. Potem, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne. Dziś stoją w 31 miastach – i wojewódzkich i powiatowych.

Wieszaki dają anonimowość

„Wymiana ciepła” trwa w Polsce od trzech tygodni. Są momenty, gdy odzież wręcz się wysypuje z kartonów i brakuje miejsca, są i takie, kiedy wieszaki świecą pustkami. Dostawy rzeczy „przychodzą” najczęściej w weekendy. W akcję spontanicznie włączają się też różne firmy.
– Kilka dni temu pralnia postanowiła przekazać nieodebrane przez klientów ciuchy. Oczywiście za ich zgodą. Ludzie przychodzą, zabierają – mówi Wojciech Dorosz.
Organizatorzy akcji cały czas powtarzają, że nie jest ona skierowana wyłącznie do bezdomnych, ale i osób ubogich, które zwyczajnie wstydzą się prosić o pomoc.
– To się wiąże z pewnego rodzaju ujawnieniem się. Trzeba wyjść i przyznać się, że tej pomocy się potrzebuje – dodaje Dorosz. A wieszaki zapewniają anonimowość. Wystarczy pójść, ściągnąć pasującą rzecz, wziąć ją i ruszyć w swoją stronę. Po odzież w różnych miastach Polski przychodzą bardzo różni ludzie: bezdomni, osoby starsze, które mają mizerne emerytury, ale i młodzi, zamożni. Dwie młode, dobrze ubrane dziewczyny ściągają z siebie i odwieszają swoje kurtki, w zamian biorą te z wieszaków. Pan biznesmen wymienia swój elegancki płaszcz na ładniejszy.
Staruszka kręci się w pobliżu wieszaka. Jest schludnie, ale skromnie ubrana. Powtarza, że w sumie wszystko ma i są osoby, które bardziej potrzebują. Ale i nieśmiało pyta, czy może sobie wziąć ten ładny płaszcz. „Proszę bardzo, nie ma znaczenia, czy pani ma, czy nie” – słyszy. – Mówiła nam, że ma bardzo małą emeryturę i od lat niczego sobie nie kupiła – opowiada Wojciech Dorosz.

Z Doroszem skontaktował się też Maciej Nowak, dyrektor Teatru w Poznaniu. Opisał, jak spotkał bezdomnego i poradził mu, żeby wymienił swoją kurtkę. Mężczyzna za moment wrócił, płakał i powtarzał, że nie wierzy, że tak po prostu może sobie coś wziąć. – Wymiany odzieży najczęściej są organizowane wśród ludzi powyżej średniej krajowej. Nasza akcja nie jest tylko i wyłącznie dla biednych, ale dla każdego, kto potrzebuje odrobiny ciepła, uśmiechu. To drobne gesty, które pozwalają na budowanie więzi społecznych – podkreśla Wojciech Dorosz.

Impuls, by robić coś więcej

Akcja „Wymiana ciepła” skończy się, gdy mrozy zelżeją, a śnieg stopnieje. Ale jej organizatorzy mają nadzieję, że będzie ona impulsem, by zrobić coś więcej. – Chcemy utrzymać przez rok parę stałych punktów wymiany ciepła. Nie chodzi tylko o ubrania – mówi Dorosz. Chciałby także, by ludzie spotykający się przy symbolicznym wieszaku, mogli sobie pomagać.

O znieczulicy w Polsce mówić nie można, gdy ma się w pamięci np. zeszłoroczną akcję studentów ASP w Warszawie – „Domni bezdomni”. Przy placu Dąbrowskiego (później przy Wiejskiej 2) w Warszawie postawiono instalację artystyczną, która była częścią projektu mającego pomóc osobą bezdomnym. Do 12 segmentów-szuflad klucze mieli bezdomni, na drzwiach schowków zapisywali, czego potrzebują. Warszawiacy spełniali ich prośby i do skrzynek wrzucali rzeczy, o które ci prosili. Później błyskawicznie podobne akcje powstały także w Łodzi i Poznaniu.

Daria Różańska

Skomentuj