Dwa najdłuższe budynki w stolicy okres świetności mają za sobą, ale mieszkańcy czują się w nich dobrze.

W Warszawie mamy dwa bardzo długie budynki. Pierwszy to budynek nazywany  przez mieszkańców “Pekinem”, położony jest  na Przyczółku Grochowskim  na Pradze-Południe. Zwraca uwagę swoją długością, bo mierzy  aż  półtora kilometra.  Znajduje się  w kwartale kilku  ulic Opinogórskiej, Bracławskiej, Kwarcianej, Żymirskiego, Motorowej i Ustrzyckiej. Został zaprojektowany i wybudowany w latach 60-tych XX wieku. Dziwny jest to budynek pod względem projektu architektonicznego, ponieważ  składa się z dziewięciokrotnie załamanych pod kątem prostym 22 bloków, o  całkowitej powierzchni   85 000 m2. „Pekin” zamieszkuje 7000 mieszkańców. Właśnie ze względu na dużą  ilość lokatorów, został tak  nazwany.

Połączone ze sobą galeriowe bloki mają od 3 do 7 pięter wysokości.
Na każdym z pięter biegną przez całą długość bloku zadaszone galeryjki, (co było novum w projektowaniu)  z których bezpośrednio, a nie z klatek schodowych, wchodzi się do poszczególnych mieszkań. Takie rozwiązanie umożliwiało szybkie przemieszczanie się mieszkańców oraz  dawało alternatywę  skorzystania z innej klatki schodowej, na przykład na wypadek awarii wind, które i tak w każdym szybie były  dwie. Jednak w miarę upływu czasu w łatwo dostępnych galeriach mieszkańcy zaczęli wstawiać kraty ze względu na własne bezpieczeństwo, burząc tym samym pierwotny wygląd tego megabloku. Zaprojektowana przez architektów otwarta przestrzeń w ten sposób została ograniczona,   a szybka komunikacja wewnętrzna została miejscami wręcz uniemożliwiona. Wijący się niczym wąż budynek powstał na terenie dawnej podwarszawskiej wsi Gocław według projektu dwojga awangardowych architektów – Oskara i Zofii Hansenów.

Blok – osiedle projektu Oskara i Zofii Hansenów to jeden z najbardziej interesujących eksperymentów architektonicznych z czasów PRL. Jest on  praktyczną realizacją hansenowskiej teorii Linearnego Systemu Ciągłego, czyli utopijnej wizji projektanta Oskara Hansena, która  była  bardzo odważną jak na tamte czasy próbą przezwyciężenia  koncepcji miasta centrycznego, czyli takiego jakie zna świat już od wielu lat. Receptą projektanta  na taki stan rzeczy była wizja pasów zabudowy, które miałyby docelowo przebiegać przez całą Polskę od Tatr aż po Bałtyk. Pomiędzy pasmami miały znajdować się tereny rolnicze. Architekci zaplanowali cztery pasma miast linearnych . W każdym z nich mieszałyby się funkcje mieszkaniowe, usługowe i przemysłowe. W ten sposób powstały spójny organizm miał zapewnić  mieszkańcom komfortowe warunki życia w zadbanym  środowisku naturalnym.
Z kolei najdłuższy dom w linii prostej  w Warszawie to Popularny “Tasiemiec”, wśród warszawiaków znany również jako: “Równoległy”, “Długas”, “Mrówkowiec” i “Jamnik”. Ten jeden z najbardziej wyjątkowych bloków w stolicy został zbudowany naprzeciwko dworca Warszawa Wschodnia przez Robotniczą Spółdzielnię Mieszkaniową „Praga” w latach 1969- 1973. Wybudowano go według projektu Jana Kalinowskiego. Niespotykana długość tego bloku nie była jednak przypadkowa, ponieważ miał ona w swoich założeniach zasłaniać brzydkie stare i zaniedbane budynki Szmulowizny, a także stanowić pewnego rodzaju rozgraniczenie   pomiędzy dwoma Pragami. Budynek ten ma siedem kondygnacji w tym pięć nadziemnych i dwie podziemne. Są tu 43 klatki schodowe, 430 mieszkań oraz 132 garaże podziemne.  Blok przy ulicy Kijowskiej 11 w linii prostej ma aż 508 metrów długości co czyni go najdłuższym prostym budynkiem w stolicy. Jednak wykonując dokładne pomiary jego długość jest różna. W zależności, od którego punktu się mierzy i czy weźmie się pod uwagę bramę wjazdową, jest to 508 albo 506 metrów. Budynek jest bardzo długi, ale nie jest to uciążliwe dla lokatorów, ponieważ  w każdej klatce schodowej znajduje się  tylko dziesięć mieszkań, a na każdym z pięter tylko dwa lokale. W ten sposób na piętrze jest tylko jeden sąsiad. Na owe czasy był to budynek bardzo nowoczesny.
W bloku były pralnie, suszarnie. Na parterze tego najdłuższego domu w Warszawie  były  i są  liczne sklepy i punkty usługowe co bardzo ułatwia życie mieszkańcom. Kiedyś podziwiany „Mrówkowiec” dzisiaj już nikogo nie zachwyca, a mieszkańcy skarżą się na hałas dochodzący z dworca Warszawa Wschodnia oraz z bardzo ruchliwej ulicy. Jednak mimo tych uciążliwości lubią swojego “Jamnika” i dobrze się im tu mieszka.

KP

 

Skomentuj