Kontakt z rzeką, marzenie o żeglowaniu i pływaniu po Narwi nadał Zenonowi Jaworowskiemu sens całego dzieciństwa. - Wolałem do szkoły nie chodzić, niż zaniechać jakieś zabawy na rzece, mówi.

Poznałem wszystkie metody łowienia ryb, ale kiedy wprowadzono ograniczenia, za które groziły kary, to przestałem wędkować i już. –  Na Narwi zawsze lubiłem pływać pod prąd, czy to z wiosłem czy na żaglu, zawsze pływałem pod prąd, To daje dopiero prawdziwą radość. Jednak Narew szybko okazała się za ciasna, tu było dla mnie za mało miejsca, więc na łączce przed domem zacząłem budować jacht, którym chciałem dopłynąć do morza. To było moje marzenie, to była ta szansa na pełną wolność, na oddech pełnymi płucami mówi Zenon Jaworowski.

Jacht zbudowany ze sklejki, wzmocniony, z balastem własnej konstrukcji, nietypowym takielunkiem, o którym znawcy mówili, że nie przepłynie ani jednej mili, został zwodowany do Narwi 18 lat temu i bez przeszkód dopłynął do Gdańska, gdzie zacumował przy nabrzeżu Akademickiego Klubu Morskiego.

– Aby zbudować mój jacht musiałem podjąć gruntowne studia szkutnicze. Wprawdzie wcześniej budowałem pychówki, ale to nie było to.  Każdy szczegół dopracowałem metodą prób i błędów, poprawiałem, szlifowałem, aż wreszcie udało się wypłynąć. Jacht uzyskał wszelkie morskie certyfikaty, choć zapisano w nich, że budowa odbyła się bez fachowego nadzoru technicznego. Nazwałem go ,,Amator’’, na złość tym wszystkim zawodowcom, którzy nad nim cmokali, pukali się w czoło, nie wierzyli, że to może pływać .

Od tamtej chwili, po uzyskaniu certyfikatów, po usunięciu niezbędnych usterek i nieuchronnych błędów konstrukcyjnych, Zenon Jaworowski każdą wolną chwilę spędzał na morzu. Czasem zapraszał na pokład innych żeglarzy, a ci nie mogli się nadziwić, że nawet przy wietrze o 7 stopniach w skali Beauforta , samoster własnej konstrukcji, utrzymywany gumami, prowadził łódkę tak, że można było w niej w karty grać, a potrzebował utrzymywania rumpla przez pół godziny na dobę.

–  Sekret tkwi w nietypowej,  kanciastej sylwetce jachtu, który bardzo dzielnie broni się przed falami, dobrze utrzymuje kurs, nie potrzebuje gwałtownych zmian żagli, a przy tym jest wygodny, bo w kajucie dość wysoki człowiek  może swobodnie stać, a bom nie grozi rozbiciem głowy.

Teraz jacht powrócił na słodkie wody. W ubiegłym roku, sterana jednostka  w 11 dni przepłynęła Wisłą, Narwią, Pisą na Mazury. Stacjonuje w porcie na Niedźwiedzim Rogu na Śniardwach.

Antoni Kustusz

 Na zdjęciach: Jacht ,,Amator’’ w porcie na Narwi w rejsie na jez. Śniardwy. Właściciel dokonuje przeglądu łodzi po tym, jak w nocy na postoju włamali się tam nadrzeczni rabusie, ale planów nie zmienił i popłynął dalej.

  

 

 

 

 

 

 

Skomentuj