Pawilon „Emilia” przy ulicy E. Plater w Warszawie był zabytkiem niecałe dwa miesiące. Już zniknął z rejestru. Niewiele też zostało z samego modernistycznego budynku z lat 60. – jedynie fragmenty żelbetowej konstrukcji.

Modernistyczny budynek z lat 60. XX wieku do rejestru zabytków wpisała w połowie grudnia ubiegłego roku, wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska. Od jej decyzji do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego odwołał się zarówno właściciel pawilonu i terenu go otaczającego, czyli Emilia Development, spółka z grupy Griffin Real Estate, jak i stołeczne Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. I to mimo iż miejscy aktywiści niecałe dwa lata temu sami wnioskowali do wojewódzkiego konserwatora o ochronę Emilii poprzez wpis jej do rejestru zabytków. Jednak teraz obie strony wskazywały, że decyzja Jezierskiej zawiera zbyt wiele wad prawnych i proceduralnych. W połowie lutego decyzję konserwator Jezierskiej uchyliła wiceminister kultury  Magdalena Gawin, która jest generalnym konserwatorem zabytków.

Byliśmy wielkimi orędownikami wpisu  „Emilii” do rejestru zabytków i jest nam przykro z tego powodu. Niestety, decyzja wojewódzkiej konserwator nie dość, że zawierała sporo błędów merytorycznych i formalnych, to na dodatek była bardzo mocno spóźniona. Została bowiem podjęta w momencie kiedy inwestor zaczął porządkować teren i rozbierać budynek Emilii. Oznacza to, że pawilon przestanie istnieć w kształcie, w jakim obecnie go znamy  – podkreśla w rozmowie z reporterką „PolskaMowi.pl” rzecznik Stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze” Karol Perkowski.

Miejscy aktywiści patrzą na sprawę realistycznie. Podkreślają, że choć, zgodnie z zaleceniem wicemister Gawin, sprawa trafi ponownego rozpatrzenia do pierwszej instancji, czyli z powrotem do wojewódzkiej konserwator, to niewiele da się zrobić. Zapewne jedynie co pozostaje to umorzyć postępowanie ze względu na niemal całkowitą rozbiórkę budynku, a tym samym „utratę zabytkowych wartości i oryginalnej tkanki”. MJN chciało bowiem, aby ochrona objęła nie tylko dawny pawilon ekspozycyjny, ale także teren dawnej kawiarni i zaplecza administracyjno-biurowego w przyziemiu oraz pierwszej kondygnacji budynku mieszkalnego przy ul. Pańskiej 3, połączonych łącznikami nad pasażem między pawilonem i budynkiem mieszkalnym.

W miejscu „Emilii” powstanie wieżowiec. Pawilon, na mocy porozumienia zawartego pomiędzy firmą Griffin Real Estate, a władzami stolicy, zostanie zaś przeniesiony w okolice pomiędzy PKiN a ulicą Świętokrzyską. Koszty operacji, wyceniane na 24,4 miliona złotych, pokryją po połowie obie strony. Montaż „nowej” Emilii ma zakończyć się w przyszłym roku.

            – Ma być przeniesiona, ale  nie będą to przenosiny sensu stricto, ale rekonstrukcja z pewnymi oryginalnymi elementami, oderwanymi jednak od koncepcji urbanistycznej, która powstała na potrzeby budowy pawilonu jeszcze w latach 70 – stwierdza Karol Perkowski – „Emilia”, jak zgodnie podkreślają eksperci, prezentowała przykład architektury powojennego modernizmu na wysokim poziomie. Została nam Rotunda, która jest przebudowana. Zniszczono już Sezam, Uniwersam czy Kino Moskwa. Za 20-30 lat, kiedy ktoś będzie chciał zobaczyć perełkę powojennego modernizmu, może mieć z tym kłopot. Pamiętajmy, że to co nam wydaje się z pozoru brzydkie, niekoniecznie musi być brzydkie dla następnych pokoleń – podsumowuje w rozmowie z portalem  rzecznik MJN.

Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

Skomentuj