Na wschodnim krańcu obwodu grodzieńskiego na Białorusi, zaledwie kilkanaście kilometrów od przedwojennej granicy polsko – radzieckiej i osiem na północ od szosy Warszawa – Brześć – Mińsk – Moskwa, leży niewielkie miasteczko Mir. Miasteczko o długiej i burzliwej przeszłości, z której zachowało się kilka cennych zabytków.

Mir to przede wszystkim – najdalej na wschód Europy wysunięty gotycko – renesansowy zamek. Pierwszy raz zobaczyłem go równo pół wieku temu, gdy był dobrze zachowaną ruiną.

Wcześniej zaś, bo już w 1937 roku, został pokazany na wydanym wówczas znaczku pocztowym z serii „Piękno Polski”. W ciągu ostatnich kilkunastu lat odwiedzałem zamek kilkakrotnie, obserwując jego odbudowę i dostosowywanie do nowych potrzeb muzealno – hotelowych.

Co do miasteczka to wiadomo, że istniało już w XIV w., ale w roku 1395 najechali je i spalili Krzyżacy. W końcu XV w. miejscowość ta stała się własnością starosty brzeskiego i kowieńskiego, księcia Jerzego Iljinicza. To on właśnie, prawdopodobnie w roku 1506, rozpoczął nad rzeczką Mirzanką budowę potężnego zamku kamienno – ceglanego z czterema basztami w narożnikach i piątą pośrodku muru zachodniego oraz z bramą wjazdową skierowaną ku drodze prowadzącej przez Nowogródek i Lidę do Wilna.

Opowieści różnej treści

Z zamkiem związanych jest kilka legend. Najstarsza, jaką znam, dotyczy złożenia przed rozpoczęciem budowy ofiary z barana, aby pogańskim zwyczajem zapewnić obiektowi pomyślność i chronić przed zniszczeniem. Potwierdza to jakoby wmurowany w jedną z zewnętrznych ścian kamień przypominający głowę barana.

Zamkowe mury miały grubość 3 metrów u nasady i 2 metry na górze, przy czym były w nich otwory strzelnicze, a od strony dziedzińca drewniana galeria dla obrońców. Kiedy kilkadziesiąt lat później mirski zamek przeszedł w ręce Mikołaja Radziwiłła – „Sierotki”, zbudował on po wewnętrznej stronie muru północnego i wschodniego renesansowy pałac o dwu skrzydłach. Miał on kamienne obramowania drzwi i okien oraz balkony i schody z wykutymi w kamieniu balustradami, a dodatkowo umocniono go otaczając wysokim wałem ziemnym z fosą. Według legendy, nie potwierdzonej jednak przez archeologów, w istniejącym jakoby podziemnym tunelu mogły jeździć powozy, zapewniając połączenie z odległym o ponad 25 km drugim radziwiłłowskim pałacem, w Nieświeżu. Opowieści te świadczą, jak wysoko oceniano możliwości i bogactwa tego rodu. Niestety, mirski zamek był kilkakrotnie niszczony i rabowany podczas wojen. Podczas szwedzkiego „potopu” w 1655 r. ucierpiał tak bardzo, że przez długi czas stał opuszczony. Ledwo go trochę odbudowano, a podczas Wojny Północnej w 1706 roku Szwedzi wysadzili jedną z wież,  powodując też inne szkody.

W magnacką rezydencję, z salami: paradną, balową, galerią portretów i podobnymi, przekształcił zamek, po jego odbudowie, dopiero w latach 30-tych XVIII w. Michał Kazimierz Radziwiłł – „Rybeńka”. Za jego czasów powstał też Ogród Włoski z oranżerią z egzotycznymi roślinami. Jego syn, ks. Karol Stanisław Radziwiłł – „Panie Kochanku” urządzał w zamku bale, a w okolicznych lasach głośne polowania, między innymi z udziałem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

W XIX w. budowla została opuszczona i porzucona. Na krótko przeszła w ręce rodu Wittensteinów, a następnie, aż do II wojny światowej, Świętopełk – Mirskich. Książę Mikołaj z tego rodu usiłował przywrócić zamkowi dawną świetność odbudowując część pomieszczeń. W zamkowym parku zbudował na początku XX w., zachowaną do naszych czasów rodową kaplicę grobową. Był to jednak, jak niosła wieść gminna, ród „przeklęty”. Świadczyły o tym opowieści jak to wyrąbano kwitnący ogród, zniesiono od południa wał ziemny i wykopano na tym miejscu staw, w którym utonęła młoda księżniczka.

Z czasami władania zamkiem przez ostatni ród właścicieli, związana jest też inna legenda. Otóż podczas prac remontowych natrafiono pod płytami na szczątki dwu rycerzy w zbrojach. Podobno od tamtej pory w noc sylwestrową słychać w zamku ciosy mieczy i jęki. Już nie legendą, lecz historycznym faktem, jest urządzenie przez niemieckich okupantów w 1942 roku w części zamku… getta. Miasteczko przed wojną zamieszkane było bowiem w większości przez ludność żydowską. Ponad 200 więzionych zdołało się uratować dzięki pomocy Oswalda Rufeisena, reszta zmarła z chorób i głodu, a 650 Niemcy wymordowali. Ten tragiczny okres przypomina ekspozycja w tej części zamku.

Ku pamięci

Obecnie, po trwającej 20 lat (1991-2011) odbudowie, zamek mirski jest przede wszystkim muzeum. W 2000 r. cały kompleks wpisany został na Listę Dziedzictwa UNESCO. W części pałacu urządzono luksusowy hotel z 14 pokojami i apartamentem prezydenckim, a także stylową restaurację. Na zamku organizowane są liczne imprezy i festiwale. Przykładem wieczory muzyczne z udziałem Narodowej Orkiestry Koncertowej Białorusi, święta sztuki, czy turnieje rycerskie w historycznych strojach.

Zamkowe muzeum jest filią Narodowego Muzeum Sztuki Białorusi. I chociaż nie ma w nim chyba niczego co oryginalnie pochodzi z tego zamku, to warto je zobaczyć. Wystawiono w nim meble, obrazy, gobeliny, średniowieczne zbroje rycerskie i broń, a także makiety zamków w Grodnie i Lidzie. Spora jest też kolekcja porcelany z XVIII – XIX w, zabytkowych pater, waz i dzbanów. W dawnej rozleglej sali jadalnej uwagę zwracają trzy wielkie piece kaflowe z herbami Radziwiłłów. I chociaż to tylko repliki wykonane dla tego zamku oraz remontowanej równolegle rezydencji tego rodu w Nieświeżu, łącznie z meblami i innym wyposażeniem z epoki, tworzą udaną całość. Wśród oryginalnych eksponatów jest  duży, zabytkowy gobelin kupiony kilka lat temu na zachodzie za 100 tys. dolarów.

Bardzo spodobał mi się jeden z pomysłów konserwatorskich, aby jedną ze ścian pałacu pozostawić w takim stanie, w jakim była po zniszczeniach. Odsłoniętą, tylko z oczyszczonymi cegłami, na całej wysokości od piwnic do górnego piętra, z galeryjką na górze, pozwalającą ją oglądać. W dawnych zamkowych piwnicach znajduje się ekspozycja zaplecza kuchennego i gospodarczego: stare garnki, rondle, patelnie, chochle, maselnice i drewniane beczki.

Sporo godnego uwagi jest także w miasteczku. Odnowiony gotycki kościół, zabytkowa cerkiew, dwie ocalałe z pożogi synagogi, dawne siedziby kahału i jesziwy – wyższej szkoły talmudycznej. Ponadto stare, ale dobrze utrzymane jedno- czy dwupiętrowe domy w rynku i jego najbliższym sąsiedztwie. Ale to już inny temat. Zarówno jednak mirski zamek, jak i położone obok niego miasteczko Mir, naprawdę warto zobaczyć.

tekst i zdjęcia Cezary Rudziński

 

Skomentuj