Bary mleczne – przez chwilę wydawało się, że staną się smutnym reliktem przeszłości, ale obecnie wróciły do łask. PolskaMowi.pl prezentuje subiektywny i stworzony wspólnie z Czytelnikami ranking kilku stołecznych barów, gdzie według obiegowej opinii można zjeść szybko, dobrze i tanio.

Bar mleczny „Bambino”, ul. Krucza 21, czynne pon.-pt. g. 8-20, sb., nd., święta g 9-17

Kotlet schabowy 7.25 złotych, naleśniki ok. 6 zł.,  w menu również oferta śniadaniowa

Reporterka PolskaMowi.pl: Wnętrze jest czyste, odnowione. Największe wrażenie robią kolejki, często przekraczające próg baru.

Czytelnik portalu PolskaMowi.pl Michał Jędraszek: Do „Bambino” chodziłem bardzo często w czasie studiów. Później przestałem, ale po dłuższej przerwie wróciłem i od razu przypomniały mi się stare czasy i smaki. Od kilku miesięcy regularnie odwiedzam to miejsce. Cenię to, że mogę w nim zjeść szybko, smacznie i tanio. Moim ulubionym daniem jest kotlet mielony z ziemniakami i buraczkami. Obowiązkowo z kompotem. Całość kosztuje kilkanaście złotych. W czasach studiów taki zestaw jadłem najczęściej i teraz chętnie do niego wracam. Czasami chodziliśmy tam z kolegami ze studiów na śniadanie, czyli zaraz po otwarciu. Jeżeli tylko były już ziemniaki –  to można było zjeść obiad na śniadanie. A obiad na śniadanie lubię najbardziej. (uśmiech)

***
Bar mleczny Biedronka, ulica Grójecka 79, godziny otwarcia pon-sb. 8-19, nd. 8-17

Kotlet schabowy 8 złotych, naleśniki 4.5 zł., w menu również oferta śniadaniowa

Reporterka PolskaMowi.pl: Bar nie ma szyldu, więc trzeba wiedzieć, w które drzwi wejść. W środku kłębi się tłum ludzi w różnym wieku. Ze względu na wystrój i charakterystycznie ubrane panie za barem można poczuć się niczym w PRL-u.
Czytelnik portalu PolskaMowi.pl Maciej Chudkiewicz: Uważam, że jednym z lepszych barów mlecznych jest „Biedronka”– ze względu na charakterystyczny klimat i mieszaninę osobowości. Przychodzą tam wszyscy – samotni emeryci, których nie stać na lepsze miejsca, a nie chce im się gotować dla samych siebie, młodzi i starzy pracownicy okolicznych firm, robotnicy, policjanci, studenci, czy rodzice z dziećmi. W środku, zwłaszcza w porze obiadowej, trudno o miejsce. Standardem jest więc pytanie: „Przepraszam, czy wolne?” Warszawskie bary mleczne mają swój klimat. Tym bardziej niepowtarzalny im dłużej funkcjonują w danym miejscu. Klasyki barów mlecznych – pierogi, naleśniki, ale i mielone z kaszą i buraczkami czy sztuka mięsa w sosie własnym –  przyprawiają mnie o miłą gęsią skórkę. Przyciągają mnie nie tylko ceny, ale przede wszystkim  pewna kuchnia. Nie trzeba obawiać się wzdęć czy innych sensacji żołądkowych.

***
Bar mleczny „Familijny”, ul. Nowy Świat 39,  czynne pon.-pt. 8-20, sb., nd., 9-17

Kotlet schabowy 7 złotych, naleśniki 4.9 zł., w menu również oferta śniadaniowa.

Reporterka PolskaMowi.pl: Przytulne wnętrze, zdarzają się kolejki. Cechą charakterystyczną jest to, że bywają tam turyści z całego świata.

Czytelniczka portalu PolskaMowi.pl Monika Karczewska: Lubię wpaść do „Familijnego” zarówno na śniadanie  jak i na szybki lunch, bo znajduje się blisko mojej pracy. Można tam zjeść tanio i smacznie. Czasami zdarza się, że muszę swoje odstać w kolejce, a później jeszcze poczekać aż zwolni się miejsce.  Nie przeszkadza mi, że muszę dosiadać się do obcej osoby, bo taka jest specyfika barów mlecznych. Podoba mi się, że jest tam międzynarodowe towarzystwo. Czasami zagraniczni turyści pytają, co jem albo proszą o przetłumaczeniu menu. Sądząc po ich minach i pustych talerzach wychodzą najedzeni i zadowoleni. Bar odwiedzają też miejscowi kloszardzi, którzy proszą o drobne, za które kupują sobie coś do jedzenia.

***
Bar mleczny „Prasowy”, ul. Marszałkowska 10/16, czynne pon.-pt. 9-20, sb., nd., 11-19

Kotlet schabowy 7.9 złotych, naleśniki ok. 6 złotych, w menu również oferta śniadaniowa

Reporterka PolskaMowi.pl: Wnętrze jasne i czyste, na zewnątrz jest ogródek. Bar „Prasowy” działa od 1954 roku (z dwuletnią przerwą 2011-13) i jest rok starszy od Pałacu Kultury i Nauki.

Czytelniczka PolskaMowi.pl Ewa Jaworczyk: Po imprezie na Placu Zbawiciela można tam iść na śniadanie. (uśmiech) Świetne jest to, że do „Prasowego” chodzą wszyscy – młodsi, starsi, studenci, pracownicy korporacji, emeryci i hipsterzy, a każdy z nich czuje się tam dobrze. Za kilka, kilkanaście złotych można zjeść tu pyszne, domowe jedzenie – polecam zwłaszcza chłodnik i naleśniki. Do tego klasyk, czyli kompot. Dla mnie to miejsce, to wspaniała odskocznia od promocyjnych lunchów, fast-foodu, sushi czy eleganckich restauracji. Lubię siedzieć w ogródku, ale, niestety, nie zawsze mi się to udaje, bo chętnych na zjedzenie obiadu na świeżym powietrzu nie brakuje. 

Drodzy Czytelnicy, a jaki jest Wasz ulubiony bar mleczny? Piszcie w komentarzach! 

Tekst Anna Krzesińska
Fot. oprócz głównego Anna Krzesińska

 

 

 

 

Skomentuj