Monika Witkowska jest już w Polsce i opowiada reporterce PolskaMowi.pl o wszystkich naj- momentach wyprawy na Broad Peak. Himalaistka chciała zdobyć szczyt w Karakorum liczący 8051 m. n.p.m. Nie udało się. Portal PolskaMowi.pl był patronem tej ekspedycji.ekspedycji.

Najbardziej wzruszający moment…

Moje urodziny – po raz pierwszy obchodziłam je aż tak wysoko, bo na wysokości 4800 metrów i to w takim pięknym otoczeniu – z widokiem na K2 i Broad Peak. Tego dnia miałam iść w góry, ale zepsuła się pogoda i zostałam. Myślałam, że nikt nie wie, że mam urodziny, ale ktoś musiał to wypatrzyć w dokumentach. Już rano oficer łącznikowy złożył mi życzenia. Wieczorem kucharz totalnie mnie zaskoczył, bo przygotował tort. A nie jest to łatwe, bo nie było tam piekarnika, więc musiał upiec w garnku na butli. Przyszło kilkadziesiąt osób – wspinaczy z różnych krajów oraz Pakistańczyków z obsługi. Były śpiewy, tańce, a nawet zaśpiewano mi „Sto lat” po angielsku i pakistańsku. To była świetna impreza, dawno się tak dobrze nie bawiłam. Miło było spotkać tylu ludzi z różnych krajów, którzy dobrze mi życzą. To była niezapomniana i wzruszająca chwila.

Najbardziej przerażający moment…

Pewnego dnia miałyśmy schodzić z moją kanadyjską koleżanką Grace do bazy. Poprzedniego wieczoru dyskutowałyśmy o której mamy wyjść. Ja chciałam o 5 rano, bo im później tym większe ryzyko lawin. Ona się jednak uparła, że jest zmęczona i chce iść jak będzie cieplej. Forsowała godzinę 8, a ja nie chciałam się kłócić.  Byłam jednak z tego powodu strasznie niezadowolona. Tymczasem okazało się, że pomiędzy godziną 6 a 7 zeszła potężna lawina akurat po torze naszego zejścia.  Gdybyśmy zeszły tak jak ja chciałam to pewnie byśmy nie żyły. W bazie jak usłyszeli huk lawiny to zrobili zdjęcia, później nastała cisza, bo myśleli, że my pod nią jesteśmy. Na szczęście ktoś nas nami czuwa…

Najsmutniejszy i dający dużo do myślenia moment

Uświadomiłam sobie jaką cenę można zapłacić za miłość do gór. Otóż podczas wyprawy poznałam przecudowną Meksykankę, mającą duże doświadczenie wspinaczkowe. K2 to byłby jej dziesiąty ośmiotysięcznik. Była pełna energii, młoda duchem i tryskająca radością życia. Spotkałam ją kilkanaście dni po naszym pierwszym zetknięciu. Okazało się, że nie zdobyła szczytu – dostała obrzęku mózgu i musiała zostać sprowadzona do bazy. W krótkim czasie postarzała się na twarzy o kilkanaście lat. Na początku mnie nie poznała, później próbowała opowiedzieć co się stało, ale nie potrafiła znaleźć słów, tak jakby jej mózg odmawiał posłuszeństwa. Mam nadzieję, że wróci do zdrowia. Dla mnie to jednak był moment, w którym zaczęłam się zastanawiać na ile warto ryzykować.

Najszczęśliwszy moment

To ten kiedy się wraca i to bez względu na to czy się zdobędzie szczyt, czy nie. Każdy ze wspinaczy kocha góry, ale w pewnym momencie przychodzi przesyt. Góry wysokie mają swoją specyfikę i nie jest tak, że cały czas siedzimy i podziwiamy widoki. Od pewnego momentu organizm zaczyna być zmęczony, marzy się o zejściu do cywilizacji. Kiedy się wraca, wpada do hotelu i po tylu tygodniach ma do dyspozycji prysznic, łóżko, internet i można się dowiedzieć co się dzieje u rodziny, znajomych i na świecie – to wtedy jest się po prostu szczęśliwym i docenia się cywilizację.

Najzabawniejszy moment
W Pakistanie wbrew temu co kreują media nie jest niebezpiecznie, a ludzie żyją sobie w miarę normalnie. Tamtejsi mundurowi często się nudzą. Kiedy więc pojawiłam się ja – samotna cudzoziemka, co u nich jest bardzo rzadkie, to nagle okazało się, że policjanci chcą się wykazać i pokazać jacy są ważni. Tym sposobem dostałam eskortę i radiowozy do swojej dyspozycji, niczym darmową taksówkę. Będąc na terenie wykopalisk archeologicznym przydzielono nawet policjanta z motorem, abym się nie zmęczyła chodzeniem (uśmiech)

Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

 

Skomentuj