Od mleczarni do browaru czyli jak zrobić dobry interes. W Polskamowi.pl z Joanną Piątek z Browaru na Jurze o jubileuszu, biznesie i smakach Zawiercia rozmawia Anna Krzesińska.

W tym roku Browar na Jurze obchodzi 20-lecie działalności. Jak zmieniał się biznes na przestrzeni lat?

Browar powstał w 1997 roku, czyli w czasie kiedy większość dużych, koncernowych browarów była już po modernizacji i olbrzymim zwiększeniu mocy produkcyjnych. Polska była wtedy, jeśli chodzi o piwowarstwo, w czołówce wprowadzania najnowocześniejszych urządzeń i technologii. Nagle dla małych browarów zabrakło miejsca na rynku. Polacy zachłystywali się wtedy wszystkim, co zachodnie i „markowe”, a takie były piwa z dużych browarów, w które zainwestował obcy kapitał. Był to bardzo trudny czas dla małych i średnich browarów. Wiele z nich upadło. Nasz browar ocalał głównie dzięki temu, iż w kryzysowych sytuacjach, których było wiele, mogliśmy wspierać się prowadzoną przez nas restauracją, czyli Karczmą przy Browarze. Dzięki temu dotrwaliśmy do czasów, w których polski konsument dojrzał i zmienił swoje upodobania. Przestał sięgać tylko po eurolagery, otwierając się na nowe smaki. Polacy zaczęli szukać naturalnych, wysokiej jakości produktów. Dzięki temu istniejemy i możemy brać udział w piwnej rewolucji, która w naszym browarze zaczęła się od pierwszego piwa górnej fermentacji (nasze Jurajskie Bursztynowe) uwarzonego w 2007 roku. Wprawdzie piwo to przez pierwsze lata było pite głównie wokół komina browaru.

W ciągu dwudziestu lat funkcjonowania browaru wiele się zmieniło, przybyło fermentorów i leżaków. Powstała linia do rozlewu butelek z pasteryzacją tunelową oraz linia do rozlewu beczek z pasteryzacją w przepływie. Za nami ostatnie zmiany, czyli wymiana warzelni i budowa magazynu, a przed nami modernizacja linii rozlewniczej.

            Przez te wszystkie lata zapewne zdarzały się jakieś „wpadki”?

Początki firmy to pasmo niespodzianek. Produkcja piwa jest bardzo skomplikowanym procesem i jest mnóstwo rzeczy, które mogą się nie udać. Teraz dzięki naszej wiedzy i doświadczeniu nawet momenty, kiedy coś nam wychodzi inaczej niż się tego spodziewaliśmy czy pomyłki pracowników, które, jak to w życiu, zdarzają się, potrafimy zmienić w sukces. Przykładem jest sytuacja, kiedy wymieszane miały być dwa tanki z tym samym piwem, a wymieszano dwa różne gatunki piwa. I tak powstało piwo, które doskonale się sprzedało, a nam nigdy wcześniej nie przyszło by do głowy, żeby coś takiego wyprodukować. (uśmiech).

 

            Browar na Jurze to rodzinna firma. Założyli ją Twoi rodzice Ewa i Stanisław Piątek. Teraz powoli przejmujecie z rodzeństwem (siostrą i bratem) pałeczkę. Jak to wygląda?

Przejmowanie firmy odbywa się stopniowo, małymi krokami. Angażujemy się i przejmujemy coraz więcej obszarów związanych z działalnością firmy. To połączenie naszej wizji i doświadczenia rodziców zdaje egzamin. Wszyscy wiemy, że należy rozgraniczać sprawy rodzinne od firmowych, a w firmach rodzinnych musimy umiejętnie łączyć te dwie sfery życia. Myślę, że emocje w naszej firmie to atut, to one pchają nas do działania, tworzenia czegoś nowego, cały czas nam się bardzo chce. U nas panuje rodzinna atmosfera z natury, jesteśmy taką „włoską rodziną” tłumienie i chowanie emocji nam nie służy.

            Obecnie w browarze dominują kobiety. Twoja Mama, technolog pani Anna, Twoja siostra Monika i Ty. Czy Panie mają trudniej, czy łatwiej w biznesie?

Kobiety prowadzą biznes bardziej intuicyjnie i to się przydaje. Firmy rodzinne takie jak nasza to bardzo skomplikowana maszyna uczuć, wzajemnych relacji, emocji  i myślę, że to kobiety w łączeniu emocji i biznesu są najlepsze.       

            Od samego początku jesteście w tym samym miejscu – w Zawierciu. Tu znajduje się zarówno browar jak i wspomniana wyżej Karczma u Stacha. Jesteście mocno związani z regionem, to takie Wasze miejsce na ziemi, jedyne i wyjątkowe?

Zdecydowanie tak. Naturalne produkty z naszego regionu to coś, co jest dla nas bardzo ważne.  Staramy się żyć i jeść to co mam służy, stąd do piwa użyliśmy ostropestu, imbiru, kwiatów mniszka lekarskiego, świeżych owoców wiśni, czerwonej i czarnej porzeczki, malin, które kupujemy bezpośrednio od lokalnych sadowników, różnych ziół i przypraw. Wielką pasją mojej siostry jest gotowanie, często wykorzystuje nasze piwa w kuchni. Przykładem jest moje ulubione danie mule z Kwasem Pruskim.

A jakie macie plany na kolejne dwadzieścia i więcej lat?

Cieszymy się, że browar z zakładu z trudem walczącego o przetrwanie stał się miejscem w którym cały czas dzieje się coś nowego. Eksperymentujemy, dobrze się przy tym bawiąc. Możemy popuścić wodzę fantazji i tworzyć nowe smaki, tylko dzięki temu, że Polacy stali się bardziej otwarci na nowe rzeczy. Są też coraz bardziej świadomymi konsumentami. Nasi rodacy poszukują piw wyjątkowych o wysokiej jakości, a piwa z Browaru na Jurze są produkowane w sposób naturalny i z najlepszych surowców. Na pewno jeszcze niejednokrotnie zaskoczymy nowymi smakami! (uśmiech)

Anna Krzesińska

anna.krzesinska@polskamowi.pl

 

 

 

 

 

 

Skomentuj