Zenon Jaworowski jeszcze żyje wspomnieniami z listopadowej wycieczki do Wietnamu. W domu, który zajmuje wraz z bratem Alfredem na ostrołęckim Łęczysku nie gromadzi jednak zdjęć i pamiątek.

  – Takie pozostałości po wyprawach do nieznanych miejsc odbierają mi rzecz najcenniejszą czyli wolność. Przedmioty i zdjęcia uwiązują, trzymają nas przy ziemi, a ja lubię zachować przede wszystkim wspomnienia i pamiętać o spotkanych ludziach, bo to jest najważniejsze. Dlatego chłonę wrażenia, a nie gromadzę pamiątek, nie robię zdjęć – mówi mi pan Zenon, kiedy pytam go o świadectwa z jego podróżniczej pasji.

   Zwiedzanie nowych krajów, poszukiwanie niezapomnianych wrażeń to życiowa pasja tego niezwykłego mieszkańca Ostrołęki. Był już  dwukrotnie we Włoszech i  Maroku, był w, Hiszpanii, Egipcie, Izraelu, w Indiach, a w listopadzie ub. roku  trafił na wietnamskie piękne  plaże na których można dowoli odpoczywać i podziwiać przy okazji wspaniałe widoki.

– Lubię ciepłe kraje, tam czuję się swobodnie. U nas latem także chodzę w krótkich spodenkach, bez koszuli, bez tych krępujących uniformów, tak jak na morzu, tak jak na pokładzie mojego jachtu, tak jak w pracy przy pszczołach, (nasz rozmówca jest zapalonym pszczelarzem)bo ich żądła się nie boję, a nawet dają mi zdrowie. W Wietnamie znalazłem odpowiadający mi  klimat.  Ten kraj to przepiękne góry, wspaniałe wybrzeże, interesujące miasta, smaczne jedzenie i mnóstwo niespodzianek. Setki pól ryżowych to zdecydowanie widok zapierający dech w piersiach. Wietnam to przepiękny kraj, który na pewno warto odwiedzić. Ludzie są uśmiechnięci, jakby całkiem zapomnieli o wojnie. Na ulicach panuje porządek,  policji ani śladu, wyżywienie skromne, ale bardzo smaczne, plaże czyste, aż przyjemnie się opalać  – Zenon Jaworowski już widzi się w kolejnej letniej wyprawie, bo tu na nadnarwiańskich łęgach, gdzie wyrośli jego przodkowie jest mu wciąż za ciasno.

Antoni Kustusz

Skomentuj