Widziałem ostatnio wywiad ze znanym, dobrym i pracowitym satyrykiem. Poproszono go o ocenę programu rozrywkowego, produkowanego przez konkurencję. W odpowiedzi usłyszałem, że nie będzie oceniał, „bo to nie wypada”

Tadeusz Żeleński-Boy napisał: „krytyk i eunuch z jednej są parafii – obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi”.  A Boy, jak wiemy, między innymi był krytykiem.  Sam potrafił tworzyć, a mimo to tak surowo ocenił siebie jako sędziego cudzej pracy. Trochę w tym było przekory, bo przecież każdy artysta chce być chwalony lub wypunktowany. I gloria i wstyd napędzają sztukę.

Opisem literatury zajmowała się Wisława Szymborska. Okrutnie drwiła ze słabych pozycji, ale też uroczo polecała cenne intelektualnie teksty. Któż jak nie laureat Nobla z literatury ma prawo krytykować literaturę? Niby tak. Tylko ta krytyka Szymborskiej, była de facto osobnym dziełem i raczej nie miała na celu krytykowania! Jednak nikt nie zakwestionuje kwalifikacji Boya czy Szymborskiej! Oboje krytykowali. Ale jak pięknie i pouczająco.

Dziś mamy krytykantów. Najgłośniej o książkach, filmach i muzyce mówią ci, którzy nie tworzą. Teoretycznie wiedzą jak, ale nie potrafią…

Pamiętam moje młodzieńcze wizyty w Iluzjonie Filmoteki. Aż skręcało mnie, gdy po seansie siadał brodaty jegomość w brązowym sweterku i wygłaszał kocopoły. Wtedy nie rozumiałem połowy słów i wydawało mi się, że jestem za głupi i za młody aby pojąc te „mądrości”. Z czasem dorosłem i zmądrzałem pojmując znaczenie trudnych słów, ale kocopoły z ust sweterkowców brzmią tak samo.

Kiedyś zebrałem się na odwagę i zapytałem pewnego zawzięcie surowego krytyka: „gdzie twój film mogę zobaczyć?”  Domyślacie się, że zepsułem mu wystąpienie.

Dziś mamy Internet. Krytyki jest dużo. Każdy ma prawo oceniać. I większość korzysta z tego prawa. Głównie mamy więc w sieci krytykę. Lub krytykanctwo.  I na końcu: hejt.

Powracam do naszego satyryka. Praca twórcza męczy artystów na tyle, że nie mają siły krytykować  innych. Idąc tym tropem, hejterzy, pracą twórczą zmęczeni nie są z definicji. To taka najniższa warstwa odbiorców. Chyba, że hejt przyjmiemy za formę sztuki… Ale wtedy hejter powinien się ujawnić i pokazać, że jest w stanie w ciągu doby napisać tysiąc paskudnych komentarzy na tysiąc różnych wydarzeń ze świata. O, wtedy bym chylił czoła i osobiście pogratulował takiemu artyście.

Jednak hejter to zawsze anonimowy tchórz.

Czemu tak poniewieram hejterów?   Bo wiem ile pracy wkładane jest w tworzenie sztuki. Szczególnie przez młodych ludzi. Czasem jeden bezmyślnie podły wpis wyciska więcej łez, niż dzieło wycisnęło potu z twórcy!

Kiedyś trawniki miejskie były naznaczone efektem psich spacerów.

Dziś internet naznaczony jest efektem wizyty hejtera.

I na jedno i na drugie jest foliowa torebeczka i specjalny kubełek. Wiemy co robić gdy piesek „narobi”.  To samo róbmy gdy „narobi” hejter.

Prawdziwa sztuka krytyki się nie boi. Jasne. Tylko niech krytyka też będzie sztuką. Jak za czasów Boya i Szymborskiej…

Mirosław Olędzki

 

 


 

Czy zgadzasz się z autorem?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...