„Rzuć etat - załóż startup” to jedno z bardziej chwytliwych haseł świata nowych technologii.

 

 Niesie ono za sobą ducha amerykańskiego  snu – możliwość dorobienia się, ale także niezależności i rozwoju niezwiązanego z pracą w korporacji. To także obietnica bardzo modnej pracy w branży technologicznej. Obietnica jednak bardzo myląca.

Niewątpliwie na rzecz tworzenia startupów przemawiają niskie koszty startu oraz szybka możliwość zwrotu z inwestycji. Przed oczami polskich przedsiębiorców roztacza się wizję szybkiego zarobku,  znajomości oraz sławy. Za niedościgniony wzór dla startupowców stawia się sukcesy gigantów z Krzemowej Doliny.

Drugą stroną medalu jest jednak ich krótki żywot. Według statystyk, 90% z nich upada zanim zacznie przynosić jakikolwiek zysk. Niewiele startupów wychodzi szybko na prostą – prawdopodobnie ich właściciele mają większą motywację od alternatywnego sposobu na zarobek, a posiadanie startupu staje się dla nich stylem życia.

Regularnie na zakończenie każdego roku portal MamStartup przedstawia czytelnikom portret polskiego startupowca. Można z niego wyczytać kilka smutnych informacji dla przedsiębiorców.
Przede wszystki spada zadowolenia z zarobków startupowca. W 2012 roku 42% ankietowanych nie była zadowolona ze swoich zarobków, w 2013 aż 63%. Nie jest to dziwne, przy czasie poświęconym na rozwój startupu równym bądź nawet większym od etatu zarobki te kształtują się naprawdę słabo.

Co decyduje o tak niewielkim sukcesie startupów? Wiele z nich odpowiada na potrzeby samych twórców, przez co stają się niszowymi produktami. Mimo iż startupowcami  kieruje idealizm (przyznają, że chcą wpływać na świat) niewiele z nich trafia do masowego odbiorcy.

Nierzadko twórcami startupów stają się doświadczeni programiści. Nie można odmówić im profesjonalizmu i znajomości języków programowania, lecz często umysłom ścisłym brakuje rozeznania w rynku . Wielogodzinne patrzenie w kod służy bardziej umiejętności rozwiązywania problemów logicznych, a nie racjonalnego spojrzenia na ludzkie potrzeby. Tak jak nie poznalibyśmy Steve’a Wozniaka bez Joba, tak jeden, nawet wybitny programista nie zbuduje całej firmy i nie zadecyduje o jej sukcesie. A niestety zbyt często polskie startupy są jednoosobowymi firmami.

Ile jest polskich startupów znanych masowemu klientowi? Prawdopodobnie będzie to Znanylekarz oraz Zadane.pl, niektórzy pewnie wymienią także Audiotekę. Za sukces tych działalności odpowiada głównie determinacja twórców, skuteczne pozyskiwanie kapitału oraz oczywiście realne zapotrzebowanie na oferowane przez nie usługi.

Jaka jest alternatywa dla startupów? Opłacalne okazują się być małe, lokalne biznesy, które pomimo niszowego charaktery znajdują swoich odbiorców. Przykładem może być chociażby warszawska cukiernia Coś słodkiego. Początkującym warto wskazać także platformy crowdfundingowe jako miejsce nie tylko zbierania pierwszych środków, ale także reklamy.

Krzysztof Nowakowski

Skomentuj